Nowe ustalenia po katastrofie ekologicznej w Pilchowicach. Nawet 19 ton martwych ryb

Nowe ustalenia po katastrofie ekologicznej w Pilchowicach. Nawet 19 ton martwych ryb

Dodano: 
Odławianie martwych ryb
Odławianie martwych ryb Źródło: PAP / Jarek Praszkiewicz
Coraz więcej wiadomo o katastrofie ekologicznej, do której doszło po spuszczeniu wody ze zbiornika Pilchowice na Dolnym Śląsku.

Według najnowszych informacji ze zbiornika i rzeki Bóbr odłowiono już od 15 do nawet 19 ton śniętych ryb. Inwestor przekonuje, że skala zjawiska była niemożliwa do przewidzenia.

Nawet 19 ton śniętych ryb

Masowe śnięcie ryb rozpoczęło się na początku tygodnia, krótko po zakończeniu spuszczania wody ze zbiornika Pilchowickiego. Operacja była konieczna, by rozpocząć remont ponadstuletniej zapory, która została uszkodzona podczas powodzi w 2024 roku. Początkowo mówiono o kilkunastu tonach martwych ryb. Z ustaleń Radia ZET wynika jednak, że bilans może być jeszcze większy i sięgać nawet 19 ton. Z kolei Tauron Ekoenergia przekazał, że do tej pory zutylizowano około 15 ton.

W środę wieczorem zakończono główną akcję odłowu. Jak informuje spółka, w rzece pozostają już tylko pojedyncze martwe sztuki.

Tauron wskazuje dwie przyczyny

Podczas konferencji prasowej prezes Tauron Energia Sławomir Czuchrij tłumaczył, że do katastrofy doprowadziło nałożenie się kilku czynników. – Po pierwsze ilość namułów, których nikt nie przewidywał, bo to było badane kilka lat temu i wówczas było ich znacznie mniej. I druga rzecz, kiedy ruszyły się te namuły po spuszczeniu wody i pojawiły się te upały, to ryby poszły do góry i pojawiła się przyducha. To już był proces, którego nie dało się zatrzymać – powiedział.

Spółka podkreśla, że harmonogram prac został wcześniej zmieniony ze względu na tarło ryb. Obniżanie poziomu wody przerwano od marca do końca maja, a kluczowy etap przypadł na koniec czerwca – dokładnie wtedy, gdy region zmagał się z falą upałów sięgających nawet 40 stopni Celsjusza.

Trwa budowa bariery i napowietrzanie rzeki

Tauron rozpoczął już działania, które mają ograniczyć skutki katastrofy. W czwartek ruszyła budowa specjalnej bariery, która ma zatrzymać spływ namułów ze zbiornika do Bobru. Dodatkowo na miejsce trafiły agregaty i aeratory do napowietrzania wody. – Natlenienie zdecydowanie wzrosło. Rozpoczęliśmy też budowę zapory, która ma ograniczyć przepływ osadów ze zbiornika do rzeki. Rozpoczynamy również pracę aeratorów – przekazała PAP Mirosława Karpińska z biura prasowego spółki.

Rozpięto również dodatkowe sieci poniżej zapory, które mają zatrzymać ewentualne kolejne martwe ryby i nie dopuścić do ich spływu na dalsze odcinki Bobru.

Próbki pobrane 30 czerwca wykazały bardzo niskie stężenie tlenu bezpośrednio przy zaporze. To właśnie ten czynnik mógł bezpośrednio doprowadzić do masowego śnięcia ryb. Dzień później parametry na dalszych odcinkach Bobru zaczęły się poprawiać. Służby podkreślają jednocześnie, że nie wykryto złotej algi.

Jest apel do mieszkańców i turystów

Mimo poprawiającej się sytuacji lokalne władze apelują o zachowanie ostrożności. Burmistrz Wlenia Artur Zych zaapelował, by nie korzystać z Bobru rekreacyjnie i nie wchodzić do wody do czasu ustabilizowania sytuacji. Zakaz dotyczy między innymi spływów kajakowych.

Dolnośląski Urząd Wojewódzki uspokaja natomiast mieszkańców korzystających z lokalnych wodociągów. – Woda jest jak najbardziej zdatna do spożycia. Prowadzimy i będziemy prowadzili stały nadzór nad skutkami tej inwestycji – zapewnił wicestarosta lwówecki Zbigniew Grześkow.

Najbardziej krytyczni wobec całej operacji są lokalni wędkarze, którzy od początku alarmowali o możliwych skutkach spuszczenia wody. Jak relacjonują, w ostatnich dniach spontanicznie próbowali ratować ryby, wyławiając żywe sztuki i przewożąc je do czystszej wody. Ich zdaniem skala strat jest ogromna.

Czytaj też:
Tysiące martwych ryb w Pilchowicach. Gróbarczyk uderza: Prawdziwy obraz rządu Tuska
Czytaj też:
"Niebieska czy niebiesko-zielona"? Hennig-Kloska i Petru zakładają partię

Źródło: Radio Zet / DoRzeczy.pl
Czytaj także