Płynęli wpław, z dmuchanymi kółkami i plażowymi zabawkami, omijając falochron El Tarajal. Za nimi, lądem, przez bramy przejścia granicznego, napierały kolejne tysiące. W czwartek 30 lipca, w Święto Tronu – 27. rocznicę wstąpienia na tron Mohammeda VI – do hiszpańskiej Ceuty weszło z Maroka w ciągu doby ok. 50 tys. nielegalnych imigrantów według rządu w Madrycie, a nawet 60 tys. według władz miasta. Cała enklawa liczy 84 tys. mieszkańców. „To tak, jakby w ciągu 24 godzin na terytorium Hiszpanii weszły 34 mln osób” – obrazował skalę zjawiska prezydent Ceuty Juan Jesús Vivas. Morze dzień po dniu wyrzucało ciała: w sobotę mówiono o 67 utonięciach, oficjalny bilans przekroczył już 80 zaraz po weekendzie, a lokalna prasa pisała już o blisko 100 ofiarach.
Miasto ogarnął chaos. Doszło do plądrowania sklepów i supermarketów, mieszkańcy zabarykadowali się w domach, odwołano rozpoczynające się właśnie święto patronki miasta, Matki Bożej Afrykańskiej. „Ceuta jest jak w czasie pandemii: wszystko pozamykane. Oni mają wszelkie prawa człowieka, a my, obywatele hiszpańscy, straciliśmy wszystkie nasze prawa” – mówiła w telewizji Negocios TV mieszkanka centrum miasta.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
