Ziemkiewicz: UE zdycha jak Sowiety, ale wciąż żąda więcej władzy

Ziemkiewicz: UE zdycha jak Sowiety, ale wciąż żąda więcej władzy

Dodano: 
Rafał Ziemkiewicz, flaga UE
Rafał Ziemkiewicz, flaga UE Źródło: Unsplash / DoRzeczy.pl
Polska – jak brzydka panna bez posagu – ma się zawsze we wszystkim słuchać Komisji Europejskiej. Kto się temu sprzeciwia, jest oskarżany o "pełzający Polexit" – zwraca uwagę Rafał Ziemkiewicz.

W nowym nagraniu na swoim kanale YouTube zatytułowanym „UE jak Sowiety: zdycha, ale śni o podbojach” Rafał Ziemkiewicz mówił o rozmaitych niedemokratycznych, pozatraktatowych działaniach władz Unii Europejskiej – widocznych i opisanych w wielu miejscach, m.in. w raporcie Faziego – wobec perspektywy możliwej zmiany władzy we Francji i w Niemczech, gdzie partie systemu słabną, a w siłę cały czas rosną Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen i Alternatywa dla Niemiec.

Straszenie "pełzającym Polexitem"

Wszystko ma wyraz także w Polsce, gdzie rządowa propaganda intensyfikuje narrację o „pełzającym Polexicie”, jeśli Polska nie będzie się słuchać i podporządkowywać we wszystkim Komisji Europejskiej. W tym kontekście publicysta zwrócił uwagę na decyzję Senatu, który po raz drugi odrzucił wniosek prezydenta Karola Nawrockiego o to, by zapytać Polaków, czy chcą kontynuowania w kraju unijnej polityki klimatyczno-energetycznej.

– Pełzający Polexit to jest argument, który pozwala oskarżyć absolutnie każdego, kto chce zrobić cokolwiek, żeby Polsce było lepiej, żeby Polska lepiej się rozwijała, żeby była chroniona przed zagrożeniami migracyjnymi, handlowymi, przed próbami niszczenia polskiej gospodarki, eksportu, wysadzenia w powietrze naszych inwestycji i tak dalej – powiedział Ziemkiewicz.

– Każdy może zostać oskarżony o to, że to, co robi, to pełzający Polexit – dodając, że według logiki zwolenników tego "argumentu" Polsce nie wolno robić niczego, co nie podoba się Unii Europejskiej, bo to automatycznie oznacza, że Unia Polskę wyrzuci. A tego wszyscy mają się bać, tak jak zwierzęta "Folwarku zwierzęcego" Orwella, bały się powrotu pana Jonesa.

Polska ma się słuchać Komisji Europejskiej

Ziemkiewicz powiedział, że tak uważa Donald Tusk, jego ekipa i wielu wysługujących mu się redaktorów. „Pełzający Polexit” stanowi argument, którym można usadzić i załatwić każdego poprzez napiętnowanie, że jego działania, pomysły czy propozycje mogą prowadzić do nasilania procesu usunięcia Polski z Unii Europejskiej. O tym zaś w ogóle nie wolno myśleć ani mówić. – Nie można odchodzić od unijnego sztrychulca, bo to byłby to Polexit pełzający. Chyba taką właśnie logiką kierował się Senat, chociaż poza panią Kidawą-Błońską, znaną z niezbyt przemyślanej szczerości, nikt tego otwarcie nie powiedział. Nie wolno dawać Polakom prawa głosu w kwestii dla nich kluczowej – czy Polska ma się rozwijać, czy ma się zwijać, bo do tego de facto sprowadza się dyskusja na temat tzw. Zielonego Ładu – powiedział Ziemkiewicz, przypominając, że nieprawdziwość twierdzeń o nadchodzącej tzw. katastrofie klimatycznej.

Publicysta zwrócił uwagę, że Polska pozwala się traktować brzydka panna bez posagu, która w przeciwieństwie do Niemiec, musi w każdej sprawie podporządkowywać się aktualnej linii politycznej Komisji Europejskiej.

W dalszej części programu publicysta "Do Rzeczy" poruszył kwestię strachu i działań Komisji Europejskiej i brukselskiego aparatu administracyjnego wobec sił przeciwnych centralizacji UE w Niemczech, Francji i Polsce.

Ziemkiewicz: UE zdycha jak Sowiety, a wciąż żąda więcej władzy

Z kolei w podsumowaniu materiału, publicysta przypomniał, że Unia Europejska nie jest wspólnotą realizującą wspólne interesy państw członkowskich, tylko raczej specyficzną strukturą działającą w interesie Berlina, swoich brukselskich władz i szerokiego aparatu administracyjnego.

– Komisja Europejska przelewa ogromne pieniądze, między innymi na to, żeby uzyskiwać korzystne dla siebie wyniki wyborów w poszczególnych krajach. Ogromne pieniądze kosztują ich gmachy, tłumy ludzi pobierają gigantyczne pensje, w europarlamencie, w pozornie silnych w urzędach. Właśnie dlatego robią to, co robią. Za te pieniądze stworzono swoisty quasi-naród brukselski, czy taki naród urzędników, których jedyne życie to pieniądze zależą i oni sami mentalnie zależą od istnienia Unii Europejskiej jako stale pogłębiającej swoją władzę struktury, która z jednej strony już nie wyrabia, nie jest w stanie niczym zarządzić, ale z drugiej strony wciąż żąda więcej, więcej, więcej władzy – powiedział Ziemkiewicz.

– Tak jak w Związku Sowieckim – stąd to porównanie – jedynym wyobrażalnym lekarstwem na straszliwe skutki systemu komunistycznego było więcej komunizmu, tak w Unii Europejskiej obowiązuje jedna odpowiedź na wszelkie bolączki: więcej integracji, pogłębienie integracji i trzeba bardziej budować państwo unijne – zwrócił uwagę. – Ale to państwo unijne im bardziej jest budowane, tym bardziej nie istnieje – dodał.

Unia Europejska nie istnieje jako wspólnota

Ziemkiewicz przypomniał wiele razy wyrażaną ocenę, że Unia Europejska nie istnieje w tym sensie, w jakim określiły ją traktaty jako wspólnota, która ma realizować, wyważać wspólny interes i realizować wspólny interes europejski. Organizacja ta jest w istocie miejscem targu, gdzie państwa silniejsze – głównie Niemcy, dobierają sobie inne państwa, by przegłosować ważną dla nich sprawę. Niekiedy – jak w przypadku Zielonego Ładu – w ogóle pomijają część procedur, żeby wprowadzić pożądane przez siebie regulacje. – Brukselska biurokracja wypracowała mnóstwo sposobów na robienie w konia rządów krajów członkowskich przez przedziwne niezrozumiałe dla nikogo procedury. – Unia Europejska coraz bardziej nie istnieje w tym sensie, w jakim miała istnieć – podkreślił Ziemkiewicz.

Czytaj też:
Lisicki: Unia nie odpuszcza ETS. Ziemkiewicz: Na szczęście Polacy zaczynają to rozumieć

Opracował: Grzegorz Grzymowicz
Źródło: DoRzeczy.pl / Rafał Ziemkiewicz, YouTube
Czytaj także