Sprawa dotyczy komentarzy, jakie Ruś zamieściła w internecie po tym, jak Grzegorz Braun zgasił przy użyciu gaśnicy świece chanukowe ustawione w Sejmie.
. – Grzegorz Braun jasno powiedział, że zrobił to po to, żeby podkreślić, że Polska jest krajem katolików. Jest naszym krajem, a nie jakieś innego wyznania. Dodatkowo zaznaczył, że Sejm nie jest miejscem kultu jakichkolwiek innych religii – mówiła wówczas influencerka.
Jej wypowiedzi nie spodobały się działaczom Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich, którzy złożyli zawiadomienie do prokuratury. Kobiecie groziły nawet trzy lata więzienia.
W marcu 2025 roku Sąd rejonowy w Rybniku uznał, że Ruś nie popełniła czynu zabronionego. Sąd podkreślił w uzasadnieniu wyroku, że Najjjka w swoich nagraniach zaznaczyła, iż Grzegorz Braun mógł wyrazić swoje stanowisko w bardziej kulturalny sposób, co według sędzi świadczy o tym, że jej intencją nie było pochwalanie czynu, lecz zwrócenie uwagi na jego kontekst.
Ponowny wyrok
Po apelacji wyrok został jednak uchylony i sprawa wróciła do sądu I instancji. Po ponownym przeanalizowaniu materiału dowodowego, sąd uznał, że kobieta jest winna publicznego pochwalania przestępstwa i skazał ją na 2 tys. zł grzywny.
– W oparciu o materiał dowodowy, przede wszystkim w postaci zarejestrowanego nagrania wypowiedzi pani oskarżonej, sąd nie miał wątpliwości, że pani oskarżona Natalia Ruś swoim zachowaniem zrealizowała znamiona zarzuconego jej występku, ponieważ jej zachowanie polegało na publicznym pochwalaniu przestępstwa – podkreślił sędzia.
Influencerka nie zgadza się z wyrokiem i zapowiada złożenie apelacji.
– Jako jedyna osoba w Polsce zostałam skazana za swój komentarz na temat akcji z gaśnicą Grzegorza Brauna. Zostałam skazana dla przykładu. Wyrok nie jest prawomocny – powiedziała na nagraniu zamieszczonym w sieci.
Czytaj też:
Zapadł wyrok ws. Najjjki. Sąd: Nie popełniła czynu zabronionego Czytaj też:
Tiktokerka oskarżona przez prokuraturę. W tle pada nazwisko Grzegorza Brauna
