"Lex Kujawa". Polemika z Łukaszem Warzechą

"Lex Kujawa". Polemika z Łukaszem Warzechą

Dodano: 
Gen. Radosław Kujawa, sekretarz stanu w KPRM
Gen. Radosław Kujawa, sekretarz stanu w KPRM Źródło: PAP / Paweł Supernak
Płk rez. Przemysław Leśniak Pan redaktor Łukasz Warzecha, którego komentarze w przestrzeni publicznej cenię i śledzę z sympatią, w polemice z panem Piotrem Woyciechowskim w kwestii ustawy o wzmocnieniu sądowego nadzoru nad kontrolą operacyjną prowadzoną przez służby, postawił kilka tez wymagających szczegółowego wyjaśnienia.

Są one bowiem, zupełnie niepotrzebnie, zabarwione kulturalnymi, co prawda, ale jednak osobistymi atakami na autora, który ma swoją polityczną i zawodową historię i jej nie ukrywa. Istota problemu leży jednak gdzie indziej a argumenty podniesione przez pana Woyciechowskiego są ważne, ale nie najważniejsze w przedmiotowej sprawie. Najważniejsze bowiem jest to, czy proponowana ustawa realnie wzmocni sądowy nadzór nad złożonymi metodami pracy operacyjnej, czy też mocniej zakonserwuje jego iluzję i fasadowość?

Na początku swojego polemicznego tekstu pan redaktor Warzecha zarzuca swojemu proponentowi całkowite pominięcie zasadniczego problemu, jakim jest „niemal nieograniczona ingerencja służb specjalnych w prywatność obywateli, dla której jedyną barierą jest nadzór sądowy”. Twierdzi również, że powodem takiej postawy jest zastosowanie przez Piotra Woyciechowskiego filtra politycznego, nakazującego mu odrzucać wszelkie zmiany pochodzące od „przeciwników PIS”.

Nie znając dobrze pana Woyciechowskiego, nie jestem w stanie ocenić trafności diagnozy co do politycznego wkładu w prezentowane przez niego stanowisko. Natomiast pierwsza część przedmiotowej tezy jest po prostu nieprawdziwa. Otóż ingerencja służb specjalnych w prywatność obywateli nie jest nieograniczona, a nadzór sądowy nie jest jej jedyną barierą. Wszystkie służby uprawnione do wykorzystywania metody pracy operacyjnej zwanej kontrolą operacyjną mogą ją zastosować w sytuacjach ostatecznych, czyli wyłącznie wtedy gdy wykorzystały już wszystkie inne, mniej inwazyjne metody operacyjne i okazały się one bezskuteczne lub nieprzydatne dla realizacji zakładanego celu operacyjnego. Mówi o tym, zawarta w przepisach wszystkich ustaw kompetencyjnych służb, zasada subsydiarności. Te same przepisy określają również zasadę proporcjonalności, która kontrolę operacyjną i inne złożone, bardzo inwazyjne w wolności i swobody obywatelskie, metody pracy operacyjnej, nakazuje stosować w rozpoznawaniu, przeciwdziałaniu i wykrywaniu najcięższych przestępstw, określonych w zamkniętym katalogu ustawowym. Służby zatem nie mogą być być „wszechwładne” w stosowaniu kontroli operacyjnej a ich ograniczenie wynika wprost z przepisów prawa, którego przecież same sobie nie piszą. Ostateczny nadzór sądowy nad wnioskami o kontrolę operacyjną poprzedzony jest, a ściślej powinien być, dogłębną analizą sytuacji operacyjnej w konkretnej sprawie, już na poziomie wewnętrznym danej służby, która sama powinna określić subsydiarne dopuszczenie stosowania kontroli. Następnie, okoliczności uzasadniające wniosek muszą zostać zatwierdzone przez prokuratora, zaznajomionego z aktami sprawy i ostatecznie trafić do sędziego, który ma obowiązek rzetelnie ocenić jego zasadność i zgodzić się, bądź odmówić zgody na jego realizację. Jak zatem widać ta „wszechwładza służb” jest dość wątła, a swą mityczną siłę czerpie bardziej z publicystycznego stereotypu niż rzeczywistej kolei rzeczy.

Pan redaktor Łukasz Warzecha polemizując z artykułem pana Piotra Woyciechowskiego wskazuje, że afera sędziego Szmydta (w artykule podając błędnie „Szmyta”) to „spektakularna, ale jedyna taka” wpadka. Otóż pragnę podkreślić, że nie jedyna, ale jedyna, o której wiemy publicznie. Tzw. „zasada kciuka” stosowana w audycie potencjalnych strat po takim zdarzeniu głosi, że za każdym przypadkiem ujawnienia szpiega, kryje się dziesięć nieujawnionych. Kontrwywiad w tej sprawie zawiódł. Nie ma najmniejszych wątpliwości. Zastanawia mnie jednak czy zawiódłby, gdyby miał ustawowe uprawnienia do osłony kontrwywiadowczej sędziów, a sędzia Szmydt podjąłby współpracę z obcym wywiadem, gdyby wiedział, że takiej osłonie podlega?

Redaktor Warzecha stawia następnie tezę, z którą się w pełni zgadzam. Pisze bowiem cyt. „prywatność nie była dla władzy żadną wartością a bezpieczeństwem władza może uzasadniać każdą niegodziwość i ingerencję w nasze prawa”. Tak to prawda, władza polityczna ingerowała i ingeruje nadal w działania służb, patologicznie wykorzystując ich możliwości operacyjne do załatwiania swoich partykularnych interesów. Uczciwość nakazuje jednak dopełnienie tej tezy stwierdzeniem, że robi to każda władza, od lat degenerując system bezpieczeństwa państwa. Wchodzi w prywatność swoich przeciwników, wykorzystując służby specjalne do walki politycznej. Czym różni się więc prywatność pana Krzysztofa Brejzy od prywatności pana Sławomira Cenckiewicza czy kandydata na prezydenta pana Karola Nawrockiego oraz każdego innego obywatela naszego kraju? Otóż niczym! Łączy je jednak jedno – rzeczywista potrzeba ochrony przed patologią politycznego wykorzystywania służb specjalnych. Zaporę tę powinien stanowić skuteczny sądowy nadzór nad stosowaniem złożonych metod pracy operacyjnej. W praktyce, zaporę taką stanowić powinien konkretny sędzia, rozpatrujący wniosek o kontrolę operacyjną.

Pan redaktor Warzecha bagatelizuje podniesioną przez Piotra Woyciechowskiego kwestię podatności sędziów na werbunek obcych służb, choć dostrzega pewne zagrożenia związane z brakiem weryfikacji sędziów. Z tym, że w omawianym przedmiocie sporu nie chodzi o weryfikację sędziów orzekających w cyt. „Pułtusku, Gdańsku czy Zakopanem”. Chodzi o wąską grupę sędziów uzyskujących bezpośredni dostęp do materiałów z kontroli operacyjnych, którzy stają się dysponentami wiedzy o największych tajemnicach służb. W związku z tym są oczywistym obiektem zainteresowania obcych służb lub zorganizowanej przestępczości. Jednocześnie pozbawieni są osłony kontrwywiadowczej, a także nigdy nie zostali sprawdzeni w ramach żadnych procedur weryfikacyjnych wynikających z przepisów ustawy o ochronie informacji niejawnych. Nie można więc nawet określić stopnia ich podatności na ryzyko nieutrzymania w tajemnicy informacji, z którymi zapoznają się w toku swojej pracy orzeczniczej.

Redaktor Warzecha słusznie uważa, że kwestię weryfikacji sędziów cyt. „systemowo należy naprawiać, ale trzeba to zrobić z ogromnym wyczuciem”. Problem w tym, że proponowana ustawa w najmniejszym stopniu niczego nie naprawia, co więcej, potęguje ryzyko, rozszerzając zbiór informacji pozostających w dyspozycji niezweryfikowanych sędziów. Pan redaktor Warzecha przewiduje następnie, że w polskich realiach cyt. „służby natychmiast zaczęłyby szukać możliwości, aby uderzyć w tych sędziów, którzy byliby problematyczni z punktu widzenia ich podsłuchowej wszechwładzy. Nie widzieć może tego jedynie ktoś, kto – jak Piotr Woyciechowski – postrzega wszystko wyłącznie z punktu widzenia służb, a ich interes uznaje za równoznaczny z interesem państwa i obywateli. Tak w żadnym wypadku nie jest”..

Pomijając osobiste wycieczki pana Łukasza Warzechy pod adresem proponenta, któremu ja z kolei nie mogę z góry zarzucić braku realnej troski o interes państwowy, odnoszę wrażenie, że pan redaktor wywiesza białą flagę jeszcze przed bitwą o przejrzysty system przepisów, regulujący węzeł prawny zawiązany na styku służb specjalnych z władzą polityczną i obywatelskimi wolnościami. Myślę, że kierunek, w którym interes służb należy uznać za równoznaczny z interesem państwa i obywateli jest jedynie słuszny i wszyscy powinniśmy pracować nad jego ziszczeniem. Tym bardziej, że będąc fanem twórczości komentatorskiej Pana Redaktora Warzechy, przekonałem się do jego autentycznej troski o wolnościowe prawa i swobody obywatelskie, którym i ja hołduję od zawsze, mimo swojej wieloletniej służby w „strukturach systemu opresji”. W moim systemie wartości i rozumienia zasad bezpieczeństwa, skuteczne i apolityczne służby specjalne są sojusznikiem obywateli a nie ich wszechwładnym prześladowcą.

Nie mogę zgodzić się z tezą pana redaktora Warzechy, że proponowana ustawa nazywana w przestrzeni medialnej „Lex Kujawa” (jakże płytkie są te wszystkie clickbajtowe lexy!) to krok w dobrą stronę. Tak nie jest. Proponowane są bowiem rozwiązania, które w żaden sposób nie wzmacniają sądowego nadzoru nad stosowaniem kontroli operacyjnej. To ustawa niebezpieczna gdyż wytwarza fałszywą aurę wprowadzania zmian, w rzeczywistości cementując niewydolność systemu sądowej kontroli. I nie chodzi tu o brak weryfikacji sędziów pod kątem ich podatności na werbunek, presję lub szantaż. Chodzi o brak merytorycznej wiedzy poszczególnych sędziów o realiach prawdziwej, a nie pozorowanej pracy operacyjnej.

Sędziowie znakomicie poradzą sobie z kwestiami formalno-prawnymi warunkującymi zgodę na stosowanie kontroli operacyjnej. Nie będą mieli większych trudności z oceną wartości i dopuszczalności zebranych dowodów w trakcie stosowania tej metody. W tym są fachowcami, tego im nie odbieram, nie śmiałbym. Ale praca operacyjna to tylko w ułamku zbieranie i utrwalanie dowodów na użytek procesowy. Lwia część tych działań nigdy nie będzie przedmiotem postępowania przygotowawczego a w konsekwencji sądowego. Istotą jest brak doświadczenia sędziów w obiektywnej ocenie uzysków operacyjnych, zwłaszcza wywiadu i kontrwywiadu, w ramach konkretnych procedur operacyjnych. Kontrola operacyjna służb specjalnych, zwłaszcza o charakterze wywiadowczym, kontrwywiadowczym oraz antyterrorystycznym jest często elementem rozpoznania zagrożeń w ramach wielopoziomowych, rozciągniętych w czasie, szczególnie skomplikowanych operacji specjalnych np. gier operacyjnych, w których przeciwnikiem jest obca służba specjalna, niejawnej kontroli dyplomatów obcych państw, podejrzewanych o działalność szpiegowską, długotrwałych obserwacjach miejsc, budynków lub części budynków, kontroli osobowych źródeł informacji lub osób typowanych na te źródła, czynności poszukiwawczych itp. W ramach trwania tych operacji, uzysk operacyjny w postaci materiałów zebranych w czasie stosowania kontroli operacyjnej, jest niekiedy wyłącznie jednym z elementów budowania mozaiki informacyjnej, tworzonej w celu realizacji dalekosiężnych celów operacyjnych nakreślonych w wywiadowczych lub kontrwywiadowczych planach przedsięwzięć, których sędzia kontrolujący zasadność wszczęcia bądź kontynuowania kontroli operacyjnej nie będzie potrafił rzetelnie i obiektywnie ocenić. Nowe, dotychczas nigdy nie stosowane w polskim systemie prawnym, rozwiązanie polegające na uprawnieniu sądu do wydania, w każdym czasie, postanowienia o przerwaniu stosowania kontroli operacyjnej, niesie za sobą niebezpieczeństwo paraliżu tej metody, ponieważ obiektywne uzasadnienie takiego postanowienia, wymagałoby od sędziów merytorycznej wiedzy oraz doświadczenia z zakresu praktycznego stosowania złożonych metod pracy operacyjnej. Takiej wiedzy sędziowie nie mają, co więcej, przedmiotowa ustawa nie nakłada w żadnym przepisie obowiązku specjalistycznych szkoleń sędziów w tym zakresie lub obligatoryjnego zasięgania opinii biegłych w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych przed wydaniem takiego postanowienia. Pojawiają się zatem wątpliwości o rzetelność przesłanek, na postawie których sędzia podejmie decyzję o przerwaniu kontroli operacyjnej, jeśli nie będzie w stanie obiektywnie ocenić czy faktycznie ustały przyczyny jej stosowania lub zmieniły się warunki jej dopuszczalności, czy też jego wątpliwości są jedynie konsekwencją zmieniającej się dynamicznie sytuacji operacyjnej.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Dotychczasowa praktyka sądowego nadzoru oparta na blankietowym wniosku o kontrolę operacyjną, doprowadziła do stanu, w którym sądy utraciły możliwości prawidłowej weryfikacji wniosków o zarządzenie kontroli. Jak więc poradzą sobie z teraz mając dodatkowe, obciążające żmudną pracą uprawnienia? W tej chwili sądowa kontrola jest nieefektywna i nie działa. Nic w tej sprawie się nie zmieni bez dobrej ustawy. Ta proponowana, to fasada. Nadaje się jedynie do zawetowania.

O autorze: były wysoki funkcjonariusz ABW i AW. Członek Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy Prezydencie RP. Prowadzi konto na portalu X: @przemkolesniak. W niniejszej publikacji wyraża wyłącznie swoje opinie i poglądy.

Czytaj też:
"Lex Kujawa", czyli lepszy rydz niż nic. Polemika z Piotrem Woyciechowskim
Czytaj też:
Lex Kujawa: Nadzór sądowy nad służbami bez lekcji z afery szpiegowskiej Tomasza Szmydta

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także