Nie zauważyli, na ile świadomie to inne pytanie, że kluczem dla zrozumienia narodzin Bractwa i jego rozwoju jest dramatyczny kryzys Kościoła od czasów Soboru.
Wielu z krytyków zachowywało się, jakby tę najważniejszą kwestię pomijali, jakby jej nie zauważali, jakby przechodzili nad nią do porządku dziennego. Jakby zapomnieli o pięknych słowach z Ewangelii: „Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień”. (Mt, 7, 18-20). Od Soboru Watykańskiego II minęło wystarczająco dużo czasu, żeby jego dobre owoce się ujawniły. Tym bardziej, że jak twierdzili organizatorzy, miał on przynieść odrodzenie Kościoła i chrześcijaństwa – słynna „wiosnę Kościoła”. Tymczasem, i to jest istota sprawy, zamiast wiosny mamy zimę. Nic lepiej nie obrazuje tego stanu upadku i zapaści, niż dane na temat religijności w Europie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

