„Rosyjska Zagwozdka. Co zrobić z urojonym imperium”. Michaił Chodorkowski, Michael Sixmith
Artykuł sponsorowany

„Rosyjska Zagwozdka. Co zrobić z urojonym imperium”. Michaił Chodorkowski, Michael Sixmith

Dodano: 
„Rosyjska Zagwozdka. Co zrobić z urojonym imperium”
„Rosyjska Zagwozdka. Co zrobić z urojonym imperium”
„Kanwą tej książki jest autobiografia Michaiła Chodorkowskiego, co pozwala czytelnikowi przyjrzeć się czasom Gorbaczowa, Jelcyna i Putina. A więc tych przywódców, którzy dali Rosji wolność, i przywódcy, który im ją zabrał. [...] Owa „rosyjska zagwozdka”, czyli rosyjski szkopuł z wojną w tle, to dziś najpoważniejszy problem świata.” Autorka wstępu Krystyna Kurczab-Redlich

Fragment książki „Rosyjska zagwozdka”

„W październiku 2003 roku byłem najbogatszym człowiekiem w Rosji. Kierowałem najważniejszą korporacją w najważniejszym sektorze rosyjskiej gospodarki. Byłem prominentnym filantropem, aktywnym społecznie i dobrze znanym zarówno w kraju, jak i za granicą. Nie mówię tego, by się przechwalać, ale raczej po to, by dać wyobrażenie, co dla Putina oznaczało wtrącenie mnie do więzienia. Dla niego to była sprawa osobista, ale przede wszystkim polityczna.

***

Wiedziałem doskonale, dlaczego Putin to robi. Podważyłem jego autorytet, a to jest coś, czego autokraci nie tolerują pod żadnym pozorem. Autorytet dyktatorów nie opiera się na legalności władzy, przyznanej im przez swobodnie wyrażony głos ludu, ale na utrzymaniu mitu o ich niezwyciężoności. Dopóki Putin jest w stanie przekonać Rosjan, że jego rządy są nienaruszalne – a robi to za pomocą gróźb, manipulacji i coraz częściej przy użyciu brutalnej siły – może liczyć na to, że utrzyma się przy władzy. Jeśli jednak pozwoli, by jego nieomylność została zakwestionowana, ryzykuje, że pryśnie aura wszechmocy, która jest gwarantem jego przetrwania. Aresztowanie mnie nie było więc zaskoczeniem. Zaskoczyło mnie natomiast dziwne uczucie ulgi, którą poczułem, gdy mnie wyprowadzano z lotniska. Teraz, po latach, już rozumiem, dlaczego tak się wówczas poczułem. W tamtym okresie przeświadczenie, że lada moment zostanę zatrzymany, towarzyszyło mi już od kilku miesięcy. Stawiałem opór politycznemu dryfowi swojego kraju. Nie byłem w tym jedyny, ale uwaga skupiała się na mnie. Kreml dał mi czas na wyjazd za granicę i miał nadzieję, że już tam zostanę. Ja jednak czułem, że muszę wrócić, i kiedy to zrobiłem, uruchomiłem klepsydrę odmierzającą pozostały mi czas. W tym sensie aresztowanie zdjęło pewien ciężar z moich ramion. Wiedziałem, że idą po mnie. Że już czas było przerwać tę maskaradę i przejść do ostatecznej rozgrywki. Najtrudniejszą rzeczą w pierwszych tygodniach po uwięzieniu była niepewność. Nie miałem nic przeciwko dzieleniu celi z zatwardziałymi kryminalistami – większość z nich była dla mnie miła i ciekawa dowiedzieć się, dlaczego ktoś taki jak ja nieoczekiwanie znalazł się w ich towarzystwie. Mogłem żyć z tym, że skuwano mi ręce za plecami za każdym razem, gdy prowadzono mnie na przesłuchanie. Dobrze znosiłem więzienny wikt, pluskwy, a nawet świadomość, że jestem nieustannie szpiegowany przez konfidentów. Było mi jednak ciężko ze świadomością, jak to wszystko odbija się na mojej rodzinie i bliskich. Inna wystawała w kolejkach, by dostarczyć mi paczki z żywnością, suplementem do więziennej owsianki. Moja matka Marina i mój ojciec Borys stali godzinami przed gmachem sądu w te dni, kiedy miałem się tam pojawić, mając nadzieję dotknąć mnie w tych krótkich chwilach, kiedy prowadzono mnie z więziennej furgonetki do wejścia. Inna mieszkała z dziećmi w naszym rodzinnym domu w Żukowce na przedmieściach Moskwy. Usiłowała przekonać je – i siebie samą – że wszystko u mnie w porządku i że wkrótce mnie wypuszczą. Poprosiłem rodziców, by się wprowadzili do niej i ją wsparli. Początkowo miałem dużą celę tylko dla siebie, ale wkrótce dokwaterowano mi innych współtowarzyszy niedoli. Natychmiast zorganizowali kanał zaopatrzeniowy, którym były dostarczane listy, wódka, żywność i papierosy. Spotkałem kilku znajomych. Jeden z nich siedział w celi naprzeciw mojej. Ze zdumieniem odkryłem, jak wielu ludzi, z którymi straciłem kontakt, bynajmniej nie przebywało za granicą, ale tu, w więzieniu.

Nie stresowałem się, ale miałem obawy, że coś mi dodadzą do posiłku – pamiętałem doświadczenia Piczugina ze środkami psychotropowymi – dlatego odmawiałem jedzenia i picia wszystkiego, co przynosili strażnicy. Piłem tylko wodę z kranu, aż do czasu gdy rozeznałem się w sytuacji. Zajęło mi to trzy tygodnie. Obecnie powiedziałbym, że wiedza na temat tego, jak się zachować, gdy jest się aresztowanym albo wziętym jako zakładnik, to użyteczna rzecz. Polecam zgłębić ten temat wszystkim zajmującym się w Rosji biznesem, polityką albo działalnością społeczną, ponieważ może to przydarzyć się każdemu. Ważne jest, by się nie dręczyć nadziejami na szybkie wyjście na wolność albo zamartwiać tym, co się zostawiło niedokończone po tamtej stronie muru. Mów tylko to, co świadomie chcesz powiedzieć – rzeczy świadczące na twoją korzyść i nic ponadto. To zdumiewające, jak słowa wypowiedziane przez nieuwagę mogą zostać obrócone przeciwko tobie, kiedy tylko zostaniesz aresztowany. Nie pamiętam wszystkiego, co na moją prośbę przyniesiono mi z domu. Mogłem się obyć bez większości tych rzeczy, ale książki, przybory do pisania i notesy sprowadziłem najszybciej, jak mogłem. Szykowałem się na długą walkę i długą odsiadkę. Aresztowanie mnie wywołało zamieszanie na najwyższych szczeblach kremlowskiej władzy. Trzydziestego października Aleksander Wołoszyn na znak protestu zrezygnował z funkcji szefa administracji Putina. Szybko został zastąpiony przez Dmitrija Miedwiediewa, wówczas w dużej mierze nieznanego, młodego technokratę, którego pierwszym posunięciem było skrytykowanie zamrożenia aktywów Jukosu. Miedwiediew oświadczył w telewizji państwowej, że organy ścigania są czasem skłonne do „nadgorliwości powodującej nieprzemyślane konsekwencje, które odbijają się na gospodarce i wywołują wstrząsy w polityce krajowej”. Ponadto wyraził wątpliwość, czy przejęcie udziałów Jukosu odbyło się zgodnie z prawem, budząc nadzieję, że cała sprawa zostanie załatwiona polubownie. Jego słowa brzmiały dla mnie jak podanie gałązki oliwnej, którą postanowiłem przyjąć. Moim nadrzędnym celem było ocalenie firmy, którą zbudowałem, i chronienie ludzi, którzy dla niej pracowali. Jeśli moja rezygnacja mogła pomóc osiągnąć ten cel, moim moralnym obowiązkiem było tak postąpić. Wydałem oświadczenie prosto z więziennej celi:

Postawiłem sobie za cel zbudowanie w kolejnych latach międzynarodowego koncernu energetycznego – lidera światowej gospodarki. Obecna sytuacja zmusza mnie jednak do odłożenia na bok planów, aby nadal osobiście angażować się w rozwój Jukosu. Jako menadżer, muszę zrobić wszystko, co w mej mocy, by ochronić nasz personel przed ciosami wymierzonymi we mnie i moich biznesowych partnerów. Z tego względu postanowiłem odejść z firmy. (…) Byliśmy pierwszą rosyjską firmą, która konsekwentnie wdrażała zasady przejrzystości finansowej i społecznie odpowiedzialnego zachowania. Wprowadziliśmy międzynarodowe standardy ładu korporacyjnego. Udało nam się osiągnąć absolutne uznanie i zaufanie na rynkach krajowym i globalnym. Podatki zapłacone przez firmę wszystkim szczeblom rządowym tylko w tym roku wyniosą ponad 5 miliardów dolarów. Ponad 100 milionów dolarów jest wydawanych rocznie na programy filantropijne. (…) Od teraz poświęcę się budowaniu w Rosji otwartego i prawdziwie demokratycznego społeczeństwa, kontynuując swoją pracę na stanowisku prezesa fundacji Otwarta Rosja. Gdy już będzie mi dane wrócić do pracy, poświęcę wszystko mojemu krajowi – mojej Rosji, w której wielką przyszłość mocno wierzę.

Oprócz rezygnacji z kierowania Jukosem oddałem również swoje udziały w firmie. Wszystkie przekazałem mojemu zastępcy Leonidowi Newzlinowi, który przebywał w Izraelu, następnie poinformowałem Kreml, że chętnie przekażę cały swój osobisty majątek na spłacenie ewentualnych zaległości podatkowych Jukosu, jeśli tylko mogłoby to pomóc w ocaleniu firmy. Putin prowadził podstępną grę. Nadal wysyłał, za pośrednictwem Michaiła Kasjanowa i innych, pojednawcze wiadomości, sugerując, że cała sprawa była pomyłką i wkrótce zostanie załatwiona. Tymczasem Igor Sieczyn nie okazywał litości. On i siłownicy zawzięli się, by zniszczyć Jukos, mając ku temu własne powody. Chcieli położyć kres epoce wolnego rynku i prywatnej przedsiębiorczości, a przywrócić dominację państwa albo raczej narzucić swoją własną kontrolę nad gospodarką; upokorzyć pozostałych liberałów na Kremlu poprzez publiczne zademonstrowanie ich niemocy w powstrzymaniu tego wszystkiego; przede wszystkim jednak zaspokoić własną chciwość. Putin osobiście kierował tą akcją, wykorzystując Sieczyna i Wiktora Iwanowa do wykonania brudnej roboty. Zmiażdżył naszą firmę, a jej aktywa rozdał swoim siepaczom jako nagrodę. Jukos został wchłonięty przez Rosnieft krótko po tym, jak szefem tego państwowego koncernu został mianowany Sieczyn. Przejęcie Jukosu uczyniło Rosnieft potentatem w tej branży, a Sieczyn miał całkowitą kontrolę nad tym, gdzie trafiały zyski.

Znaczenie sprawy Jukosu nie polegało jednak tylko na tym, że na szali znalazły się wielkie pieniądze, które ktoś stracił, a ktoś inny zyskał; nie tylko osobiste dramaty, lata zmarnowane w więzieniach i obozach, utrata zdrowia, szczęścia, a nawet – w niektórych wypadkach – życia. Ta sprawa odegrała kluczową rolę w próbie sił między liberałami a nowymi twardogłowymi w Rosji. To był precedens i pogrom tych pierwszych, a dla tych drugich największy triumf. Od czasu sprawy Jukosu mój kraj coraz bardziej odwracał się plecami od lat jelcynowskiej liberalizacji i otwierania się na Zachód. Stał się natomiast świadkiem nieuchronnego wzrostu nacjonalistycznych, konserwatywnych sił, które wierzą, że swobody gospodarcze i prawa jednostki muszą być podporządkowane interesom państwa, że Ameryka i Europa Zachodnia to naturalni wrogowie, a nie partnerzy. W lutym 2004 roku, cztery miesiące po aresztowaniu mnie, Putin ogłosił, że dymisjonuje premiera Michaiła Kasjanowa i cały jego rząd. Oświadczył, że przed wyborami prezydenckimi, które miały się odbyć w następnym miesiącu, chce całkowicie zerwać ze starą administracją”.

Michaił Chodorkowski, Michael Sixmith, Rosyjska Zagwozdka. Co zrobić z urojonym imperium, tłum. Tomasz Szlagor, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2023, s. 166-172.

Link do zakupu książki.

Źródło: Wydawnictwo Dolnośląskie
Czytaj także