ŚwiatPrzeciwciała od ozdrowieńców skuteczne w leczeniu chorych na COVID-19

Przeciwciała od ozdrowieńców skuteczne w leczeniu chorych na COVID-19

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Andrzej Grygiel
Dodano 13
Osocze krwi pobrane od osób, które przeszły COVID-19 i wytworzyły przeciwciała przeciwko koronawirusowi, daje dobre wyniki w leczeniu ciężko chorych na COVID-19 pacjentów – wskazuje wstępna analiza wyników badania prowadzonego wśród ponad 300 osób.

Artykuł na ten temat zamieszcza pismo „American Journal of Pathology”.

Do takich wniosków doszli badacze pod kierunkiem dr. Erica Salazara z Houston Methodist Hospital (Teksas, USA), którzy 316 pacjentom ciężko lub wręcz krytycznie chorym na COVID-19 przetoczyli osocze krwi pochodzące od osób po przebytej infekcji, tzw. ozdrowieńców. Badane grupa została przyjęta do ośmiu różnych szpitali sieci Houston Methodist między 28 marca a 6 lipca 2020 r. Stan zdrowia pacjentów śledzono przez kolejne 28 dni.

Osocza nie przetaczano chorym, którzy mieli w przeszłości ciężkie reakcje na transfuzję krwi, pacjentom z ciężkimi chorobami nieustabilizowanymi, nieuleczalnymi czy w ostatnim stadium rozwoju, a także tym, u których stwierdzono zatrzymywanie wody w organizmie.

We wstępnej analizie uwzględniono jedynie 136 pacjentów, dla których dysponowano danymi po upływie 28 dni. Grupę kontrolną stanowiło 251 pacjentów, którzy nie otrzymali osocza, a byli dobrani pod względem wieku, płci, wskaźnika masy ciała (BMI), chorób współistniejących i zapotrzebowania na sztuczną wentylację po przyjęciu do szpitala.

Naukowcy wyliczyli, że podanie osocza ozdrowieńców, bogatego w przeciwciała, skierowane przeciwko domenie wiążącej receptor (RBD) białka szczytowego wirusa SARS-CoV-2, znacznie obniżyło śmiertelność chorych w ciągu 28 dni w porównaniu z grupą, która nie otrzymała osocza. Dotyczyło to przede wszystkim tych chorych na COVID-19, którym osocze podano wcześnie, tj. w ciągu 72 godzin od przyjęcia pacjentów do szpitala.

„Nasze dotychczasowe badania wskazują, że terapia ta jest bezpieczna i skuteczna u sporej grupy pacjentów" – skomentował współautor pracy dr James M. Musser. Zaznaczył, że podawanie osocza ozdrowieńców chorym na COVID-19 jest wciąż terapią eksperymentalną i konieczne są dalsze badania, które zweryfikują jej skuteczność. „Jednak obecnie mamy więcej dowodów niż kiedykolwiek wcześniej, że metoda leczenia osoczem licząca sobie 100 lat jest cenna, bezpieczna i pomaga ograniczać odsetek zgonów z powodu tego wirusa” – powiedział.

Z obecnych danych wynika, że u ponad 34 tys. pacjentów chorych na COVID-19, którym w USA podano osocze ozdrowieńców, wystąpiły minimalne działania niepożądane.

/ Źródło: PAP

Czytaj także

 13
  • Ile państw dostało kasę IP
    youtube
    Ile państw dostało kasę za lockdown, za zamknięcie kraju?
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • Depopulacja rozpoczęta IP
      youtube
      Dodaj odpowiedź 3 0
        Odpowiedzi: 0
      • Próba testu IP
        szczepionki przeszła pomyślnie.
        Dodaj odpowiedź 3 1
          Odpowiedzi: 0
        • Depopulacja rozpoczęta IP
          Nigdy nie daj sobie zrobić testów na Covid
          Testy COVID - wprowadzane na całym świecie, mniej więcej zgodnie z planem "1-3-30" Fundacji Rockefellera , są głównym narzędziem obecnej fazy operacji "Koronavirus". Im więcej osób przebadano, tym więcej odnotowano pozytywnych przypadków, co podsyca oficjalną opowieść o panice i podtrzymuje strach, aby usprawiedliwić jeszcze większą tyranię.

          Jednak może się też dziać coś innego. Musimy zadać sobie pytanie, czy te testy COVID są w rzeczywistości sprytnym sposobem uzyskania tajnego dostępu do wnętrza naszych ciał, zwłaszcza do naszych mózgów. Używane wymazy z nosa (zwane nosowo-gardłowymi lub ustno-gardłowymi) są niewiarygodnie długie (około 6 cali lub 15 cm), co oznacza, że sięgają do samego końca naszych gardeł. Czy jest jakiś medyczny powód, dla którego wymazy muszą mieć taką długość? Te konkretne testy COVID to testy PCR . Czy te testy COVID mogą posłużyć do potajemnego zakażania ludzi (jakimś czynnikiem chorobotwórczym), dostarczania szczepionki (którą, jak twierdzą, wciąż opracowują), a nawet wszczepiania ludziom (za pomocą nanotechnologii, takiej jak mikroczipy)?

          Testy COVID: celowanie lub uzyskiwanie dostępu do płytki Cribriform?

          W anatomii człowieka płytka sitowata to kość środkowa, ważna zarówno jako część czaszki, jak i nosa, która przenosi nerwy węchowe, przenoszące zmysł węchu. To bardzo delikatna i krucha część ciała. Dlaczego, testy COVID zawierają wymaz (wyściełany patyczek), którym można szturchać i złamać tę delikatną kość? Czy to możliwe... ponieważ płyta sitowa umożliwia dostęp do mózgu? Jim Stone niedawno nawiązał do tego w poście zatytułowanym Test na koronawirusa nie jest wiarygodny i prawdopodobnie będzie dotyczył tajnego dostępu do mózgu, zamieszczone na tej stronie internetowej :

          „Twierdzą, że wirus niszczy system nerwowy dużej części ludzi, pozostawiając trwałe problemy neurologiczne i uszkodzenia mózgu". Ale chciałbym zapytać - czy to naprawdę wirus to robi, czy też testy to robią?

          Ludzie, w wielu przypadkach, sam test (prawdopodobnie są różne typy), ale w wielu przypadkach to on, może powodować uszkodzenie mózgu. Łatwo to wyjaśnić

          Wiele testów (wszystkie z nich używają niewiarygodnie długiego „wymazu”) pobiera próbki z płytki sitowej, czyli kości o grubości milimetra w górnej części jamy nosowej, która jest perforowana wieloma otworami, które przechodzą bezpośrednio do jamy mózgu. Przez te otwory przechodzą nerwy węchowe, a jest ich wiele (kość jest podobna do grubego ekranu). Jeśli chciałbyś sabotować kogoś przez zaszczepienie tajnego wirusa mózgu, nanotechnologii lub wszczepienie komuś chipa, byłoby to właściwe miejsce, ponieważ, być może lekarz mógłby to zrobić, ale ludzie z pewnością nie mógłby tego zrobić bez perforacji tej bardzo cienkiej kości (to nie jest tak naprawdę nawet kość, to mniej więcej połowa nerwów) i każdy, kto próbowałby dokonać ekstrakcji tego miejsca - to wywoła duży ból .

          Wszelkie chemikalia, wirusy, nanotechnologia lub cokolwiek innego, co chcą tam umieścić, będą miały natychmiastowy dostęp do mózgu i możesz zapomnieć o wydostaniu się tego, gdy już się pojawi, jest w środku. Po umieszczeniu byłoby dosłownie bezpośrednio w mózgu i wejdzie od razu.

          Ludzie narzekają, że testy są potwornie bolesne, a ból utrzymuje się przez wiele dni. Z jakiego powodu testy musiałyby dotykać najbardziej dostępnej dla mózgu części ludzkiego ciała? Czy te, które naprawdę w ogóle przeprowadzają testy? Testy DNA wykonuje się za pomocą zwykłego wymazu z ust i myślenie, że jakikolwiek test na obecność wirusa - kiedy rzekomo można go rozsiewać przez kaszel - nie będzie taki sam, jest śmieszne. Coś jest nie tak z tymi testami.

          MUSZĄ BYĆ fałszywe (a przynajmniej te, które dosłownie "wymazują" mózg). Nic dziwnego, dlaczego boli przez wiele dni i GEE, przy okazji przybijanie nerwów węchowych przez to, co jest na tym waciku, jest prawdopodobnie tym, co powoduje, że ludzie na stałe tracą węch.

          ZDROWY ROZSĄDEK. Założę się, że nie wiedziałeś, jak okropny jest ten test. Unikaj testu za wszelką cenę.

          OK, przejrzałem ten artykuł kilka dni temu i wtedy go odrzuciłem… Nie mogłem pojąć możliwości, że te potwory używały swoich barbarzyńskich metod „testów PCR” jako sposobu na USZKODZENIE naszych mózgów… Odkładając na bok etykę, nie widziałem nawet tych obrzydliwych stworzeń, które schyliły się do tak okropnego niskiego poziomu…. Ale znowu mamy do czynienia z potworami bez ludzkiego sumienia, prawda?

          Oto kolejny cytat z tej samej strony internetowej (ale ten nie pochodzi od Jima Stone'a):

          „… Przeprowadzili„ testy ”, wkładając 6-CALOWY (15 cm) wymaz do KAŻDEGO nozdrza, aż dotarł do tylnej części ich nosa. Następnie testujący przekręcali wymazy przez około 10-15 sekund w każdym nozdrzu…. Następnie usunęli wymazy i włożyli je do probówek, aby wysłać je do laboratoriów w celu „analizy”…. Naprawdę musiałem się zatrzymać i pomyśleć przez chwilę… DLACZEGO, musieliby w pierwszej kolejności wkładać tak długi wymaz aż do tylnej części dróg nosowych? A potem skręcanie wymazów z tego podniebienia w tylnej części kanału nosowego o tkankę miękką również wydaje mi się bardzo barbarzyńskie! Czy sam ten ruch spowodowałby uszkodzenie podniebienia i prawdopodobnie stworzyłby znacznie gorszy scenariusz niż to, co zrobiłby ten „wirus”?

          I wszyscy ludzie, z którymi rozmawiałem, opowiedzieli mi tę samą historię, że mieli „bóle głowy”, a w niektórych przypadkach nudności i silny ból zatok, które nastąpiły…. Ponieważ zawsze cierpiałem na zatokowe bóle głowy i od lat odczuwam taki ból w tylnej części jamy nosowej, wiem, przez co przechodzą …… A wszystko to tylko po to, aby pobrać „próbkę” tego rzekomego wirusa RNA zweryfikować, że ktoś jest pozytywny? Znowu wydaje się to dość barbarzyńskie i według mnie istniałby o wiele prostszy sposób na pobranie próbek tkanek niż uszkodzenie tylnej części jamy nosowej! ”

          W tych testach COVID jest coś bardzo podejrzanego. Musimy przynajmniej pamiętać, że partie testów COVID zostało udowodnione, że są skażone, czasami samym koronawirusem (np. W USA i Wielkiej Brytanii ) - chociaż weryfikatorzy faktów twierdzą, że `` wirus '' nie mógł rozprzestrzeniać się ani infekować ludzi , po prostu spraw, aby wyniki testów były nieskuteczne. Biorąc pod uwagę cel NWO (Nowy Porządek Świata), jakim jest populacja całkowicie mikroczipowana, nie pomijałbym spiskowcom NWO prowadzenia tak przerażającej i tajnej metody wszczepiania ludziom bez ich wiedzy pod pozorem pomocy im.

          Autor - Makia Freeman . Źródło: stateofthenation.co

          Chociaż Cały Świat Polega Na RT-PCR W Celu „Zdiagnozowania” Zakażenia Sars-Cov-2, Nauka Jest Jasna: Nie Nadają Się Do tego celu

          Blokady i środki higieniczne na całym świecie opierają się na liczbie przypadków i współczynnikach śmiertelności stworzonych przez tak zwane testy SARS-CoV-2 RT-PCR stosowane do identyfikacji pacjentów „pozytywnych”, przy czym „pozytywny” jest zwykle utożsamiany z „zakażonym”. ” Jednak po dokładnym przyjrzeniu się faktom można wyciągnąć wniosek, że te testy PCR są bez znaczenia jako narzędzie diagnostyczne do określenia rzekomej infekcji rzekomo nowym wirusem o nazwie SARS-CoV-2.

          NIESKOŃCZONA „TEST, TEST, TEST…” MANTRA

          Podczas briefingu medialnego na temat COVID-19 16 marca 2020 r. Dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział: „Mamy prosty komunikat dla wszystkich krajów: test, test, test”.

          Wiadomość została rozpowszechniona w nagłówkach gazet na całym świecie, na przykład przez Reuters i BBC .
          Jeszcze 3 maja moderator czasopisma" heute" - jednego z najważniejszych magazynów informacyjnych w niemieckiej telewizji - przekazał swoim słuchaczom mantrę "dogmatu" o koronie z upomnieniem:

          „Testuj, testuj, testuj - takie jest obecnie credo i jest to jedyny sposób, aby naprawdę zrozumieć, jak bardzo rozprzestrzenia się koronawirus”.

          Wskazuje to na to, że wiara w trafność testów PCR jest tak silna, że równa się religii, która praktycznie nie toleruje żadnych sprzeczności.

          Ale powszechnie wiadomo, że religie dotyczą wiary, a nie faktów naukowych. I jak powiedział Walter Lippmann, dwukrotny zdobywca nagrody Pulitzera i być może najbardziej wpływowy dziennikarz XX wieku : „Gdzie wszyscy myślą podobnie, nikt nie myśli zbyt wiele”.

          Tak więc na początek jest bardzo niezwykłe, że sam Kary Mullis, wynalazca technologii reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR), nie myślał inaczej . Jego wynalazek przyniósł mu w 1993 roku nagrodę Nobla w dziedzinie chemii.

          Niestety, Mullis zmarł w zeszłym roku w wieku 74 lat, ale nie ma wątpliwości, że biochemik uznał PCR za niewłaściwy do wykrycia infekcji wirusowej .

          Powodem jest to, że zamierzonym zastosowaniem PCR było i nadal jest zastosowanie jej jako techniki produkcyjnej, zdolnej do replikacji sekwencji DNA milionów i miliardów razy, a nie jako narzędzia diagnostycznego do wykrywania wirusów.

          Jak ogłaszanie pandemii wirusów na podstawie testów PCR może zakończyć się katastrofą, opisała Gina Kolata w swoim artykule w New York Times z 2007 roku Wiara w szybki test prowadzi do epidemii, której nie było .

          BRAK OBOWIĄZUJĄCEGO ZŁOTEGO STANDARDU

          Co więcej, warto wspomnieć, że testy PCR stosowane do identyfikacji tzw. Pacjentów z COVID-19 przypuszczalnie zakażonych tak zwanym SARS-CoV-2 nie mają ważnego złotego standardu, z którym można by je porównać.

          To jest podstawowa kwestia. Należy ocenić testy, aby określić ich dokładność - a dokładnie mówiąc ich „czułość” [ 1 ] i „swoistość” - poprzez porównanie ze „złotym standardem”, czyli najdokładniejszą dostępną metodą.

          Na przykład w przypadku testu ciążowego złotym standardem byłaby sama ciąża. Ale jak na przykład australijski specjalista od chorób zakaźnych Sanjaya Senanayake stwierdził w wywiadzie dla ABC TV w odpowiedzi na pytanie „Jak dokładne są testy [COVID-19]?” :

          „Gdybyśmy mieli nowy test na wychwytywanie [bakterii] gronkowca złocistego we krwi, to mamy już posiewy krwi, to jest nasz złoty standard, którego używamy od dziesięcioleci i moglibyśmy porównać ten nowy test z tym. Ale w przypadku COVID-19 nie mamy testu na złoty standard ”.

          Potwierdza to Jessica C. Watson z Bristol University. W swoim artykule „Interpretowanie wyniku testu COVID-19” , opublikowanym niedawno w The British Medical Journal , pisze, że „brakuje tak jednoznacznego,„ złotego standardu ”testów na COVID-19”.

          Jednak zamiast klasyfikować testy jako nieodpowiednie do wykrywania SARS-CoV-2 i rozpoznania COVID-19 lub zamiast wskazywać, że tylko wirus, udowodniony poprzez izolację i oczyszczanie, może być solidnym złotym standardem, Watson twierdzi z całą powagą, że , „Pragmatycznie” sama diagnoza COVID-19, szczególnie obejmująca samo badanie PCR, „może być najlepszym dostępnym„ złotym standardem ”.” Ale to nie jest uzasadnione naukowo.

          Pomijając fakt, że przyjęcie samego testu PCR jako części złotego standardu oceny testu PCR jest wręcz absurdalne, nie ma żadnych charakterystycznych, specyficznych objawów COVID-19, jak nawet ludzie tacy jak Thomas Löscher, były szef Ustąpił nam Zakład Infekcji i Medycyny Tropikalnej Uniwersytetu w Monachium i członek Federalnego Stowarzyszenia Internistów Niemieckich [ 2 ].

          A jeśli nie ma charakterystycznych, specyficznych objawów COVID-19, diagnoza COVID-19 - w przeciwieństwie do stwierdzenia Watsona - nie może służyć jako ważny złoty standard.

          Ponadto „eksperci”, tacy jak Watson, przeoczają fakt, że jedynie izolacja wirusa, jest jednoznacznym dowodem na obecność wirusa, i to może być tylko złotym standardem.

          Dlatego zapytałem Watsona, w jaki sposób diagnoza COVID-19 „może być najlepszym dostępnym złotym standardem”, jeśli nie ma charakterystycznych, specyficznych objawów COVID-19, a także czy sam wirus, czyli izolacja wirusa, nie byłby najlepszy dostępny / możliwy złoty standard. Ale nie odpowiedziała jeszcze na te pytania - pomimo wielu próśb.

          Nie odpowiedziała jeszcze na nasz post "szybkiego reagowania" na artykuł, w którym poruszamy dokładnie te same kwestie, chociaż napisała do nas 2 czerwca : „Postaram się odpowiedzieć później w tym tygodniu, kiedy będę miał okazję. ”

          BRAK DOWODU NA ISTNIENIE WIRUSOWYM RNA

          Teraz pytanie brzmi: co jest wymagane najpierw do izolacji / zabezpieczenia wirusa? Musimy wiedzieć, skąd pochodzi RNA, dla którego kalibrowane są testy PCR.

          Jako podręczniki (np. White / Fenner. Medical Virology, 1986, s. 9), jak również czołowi badacze wirusów, tacy jak Luc Montagnier czy Dominic Dwyer, stwierdza się , że oczyszczanie cząstek - czyli oddzielenie obiektu od wszystkiego innego, co nie jest tym obiektem , jak na przykład laureatka Nagrody Nobla Marie Curie oczyściła 100 mg chlorku radu w 1898 r. poprzez ekstrakcję go z ton blendy smołowej - jest niezbędnym warunkiem wstępnym do udowodnienia istnienia wirusa, a tym samym do udowodnienia, że RNA z danej cząstki pochodzi z nowego wirusa.

          Powodem tego jest to, że PCR jest niezwykle czuły, co oznacza, że może wykryć nawet najmniejsze fragmenty DNA lub RNA - ale nie może określić, skąd te cząstki pochodzą . Należy to wcześniej ustalić.

          A ponieważ testy PCR są kalibrowane pod kątem sekwencji genów (w tym przypadku sekwencji RNA, ponieważ uważa się, że SARS-CoV-2 jest wirusem RNA), musimy wiedzieć, że te fragmenty genów są częścią poszukiwanego wirusa. Aby to wiedzieć, należy przeprowadzić prawidłową izolację i oczyszczenie domniemanego wirusa.

          W związku z tym poprosiliśmy zespoły naukowe z odpowiednich artykułów, do których odsyła się w kontekście SARS-CoV-2, o dowód, czy zdjęcia mikroskopowe elektronowe przedstawione w ich eksperymentach in vitro pokazują oczyszczone wirusy.

          Ale żaden zespół nie mógł odpowiedzieć na to pytanie „tak” - i uwaga, nikt nie powiedział, że oczyszczenie nie jest koniecznym krokiem. Otrzymaliśmy tylko odpowiedzi typu „Nie, uzyskaliśm obrazu z y mikroskopu elektronowego pokazującego stopień oczyszczenia” (patrz poniżej).

          Badanie 1: Leo LM Poon; Malik Peiris. „Pojawienie się nowego ludzkiego koronawirusa zagrażającego zdrowiu ludzkiemu” Nature Medicine , marzec 2020
          Autor odpowiadający: Malik Peiris
          Data: 12 maja 2020 r
          Odpowiedź: „Obraz to wirus wyrastający z zakażonej komórki. To nie jest oczyszczony wirus ”
          .
          Badanie 2: Myung-Guk Han i wsp. „Identyfikacja koronawirusa wyizolowanego od pacjenta w Korei za pomocą COVID-19”, Osong Public Health and Research Perspectives , luty 2020 r.
          Autor odpowiadający: Myung-Guk Han
          Data: 6 maja 2020 r
          Odpowiedź: „Nie mogliśmy oszacować stopnia oczyszczenia, ponieważ nie oczyszczamy i nie koncentrujemy wirusa hodowanego w komórkach”.

          Badanie 3: Wan Beom Park i wsp. „Izolacja wirusa od pierwszego pacjenta z SARS-CoV-2 w Korei”, Journal of Korean Medical Science , 24 lutego 2020 r.
          Autor w odpowiedzi: Wan Beom Park
          Data: 19 marca 2020 r
          Odpowiedź: „Nie uzyskaliśmy obrazu z mikroskopu elektronowego pokazującego stopień oczyszczenia”.

          Badanie 4: Na Zhu et al., „A Novel Coronavirus from Patients with Pneumonia in China”, 2019, New England Journal of Medicine , 20 lutego 2020 r.
          Autor odpowiadający: Wenjie Tan
          Data: 18 marca 2020 r
          Odpowiedź: „[Pokazujemy] obraz osadzonych cząstek wirusa, a nie oczyszczony”.

          Aby uzyskać więcej informacji, przeczytaj artykuł tutaj , lub tu - Wadliwe testy PCR na "covid19"

          Źródło, zdjęcie : BPA-pathology.com przez -CC - humansaref
          Dodaj odpowiedź 4 2
            Odpowiedzi: 2
          • Depopulacja rozpoczęta IP
            https://www.pch24.pl/minister-szumowski-do-odstawki--prorzadowy-tygodnik-o-falszywej-pandemii-i-winnych-lockdownu-twt,77735,i.html Maciej Pawlicki w artykule „Druga fala histerii” opublikowanym na łamach prorządowego tygodnika „Sieci” podaje w wątpliwość tezę o zbliżającej się drugiej fali epidemii koronawirusa oraz pandemii jako takiej. Co więcej, wskazuje odpowiedzialnych za wprowadzenie niewspółmiernych, drastycznych ograniczeń prowadzących do katastrofy gospodarczej i osobistych tragedii wielu osób.



            Krytyczny wobec zjawiska pandemii artykuł stanowi główny temat numeru tygodnika „Sieci”. Autor przytacza dane i wykresy zgonów z wielu państw sugerujące, że obecnie mamy do czynienia z drugą falą „histerii”, a nie koronawirusa. Krytycznie wypowiada się o działaniach Ministerstwa Zdrowia na powrót wprowadzających drastyczne obostrzenia sanitarne. Posługując się wynikami badań włoskiego rządowego Instytutu Zdrowia (ISS) stwierdza, że „od wielu miesięcy wiadomo, że liczba zakażonych jest wprost proporcjonalna do liczby wykonywanych testów. Innymi słowy – im więcej wykonami testów, tym więcej stwierdzimy zakażeń”.



            W tym kontekście przytacza słowa ministra Szumowskiego o „500, 600, a nawet 700 nowych przypadkach dziennie, ponieważ chcemy testować 1-1,2 tys. pracowników”. – Minister mówi więc – sugeruje Pawlicki – że liczbą ogłoszonych zakażeń dość precyzyjnie planuje, a jego służby ten plan wykonają.



            Zdaniem autora, pandemii nie widać również w liczbach zgonów. W pierwszym półroczu 2020 zmarły w Polsce 208 573 osoby. To mniej niż przed rokiem i przed dwoma laty. Pawlicki odpowiada krytykom sugerującym, że „to dlatego, że wszyscy zostaliśmy w domach”. – Ten argument przypomina dowcip o słoniu, który schował się w jarzębinie, a nie widać go dlatego, że się schował. Dodatkowo zapytam: czy podliczyliście wszystkie zgony z powodu nieodbytych operacji, zawieszonej kuracji, zbyt późnej interwencji medycznej z powodu zamrożenia służby zdrowia, czy wszystkie samobójstwa z powodu depresji związanej z utratą środków do życia czy samotności? – pyta.



            Idąc za stwierdzeniem dr Mariusza Błochowiaka z książki „Fałszywa pandemia”, autor wskazuje, że nie sposób sprawdzić skali śmiertelności i stopnia rozprzestrzeniania wirusa bez badań na reprezentatywnej grupie społeczeństwa. A tych po prostu się nie wykonuje. – Skoro codziennie wykonujemy tysiące testów, skoro co chwila wykonujemy rozmaite badania statystyczne, dlaczego „wymazujemy w ogniskach”, a nie wykonamy testów na statystycznie reprezentacyjnie próbie?- zaznacza Pawlicki.



            Autor nie skupia się tylko na podaniu w wątpliwość tezy o szerzącej się na świecie pandemii koronawirusa, ale wskazuje odpowiedzialnych za lockdown, który – jego zdaniem – przyniósł dużo więcej szkód niż pożytku. – Ponieważ życzę dobrze temu rządowi i Zjednoczonej Prawicy, sądzę, że premier powinien pohamować coraz bardziej rozdokazywanego ministra [Szumowskiego – red.] bo on zniszczy nie tylko społeczne poparcie dla rządu, ale w swoim balcerowiczowskim fanatyzmie uczyni rzeczy dla Polski niedobre – sugeruje.



            Pawlicki podkreśla, że mediom i ośrodkom forsującym narrację o pandemii coraz trudniej będzie odpierać ataki przebijających się przez mainstream głosów ekspertów, przywołujących długie listy „medycznych, naukowych i statystycznych argumentów”. Coraz ciężej będzie im też spychać ich w przestrzeń internetowych „zwolenników płaskiej Ziemi”.



            -Wierzę, że nadchodzi czas prawdziwe otwartej, pełnej, nieocenzurowanej debaty o przyczynach, mechanizmach i sensie cywilizacyjnej operacji jaka się na świecie wyprawie w ostatnim półroczu przy naszej zgodzie, bierności i niewiedzy – kończy autor.



            Czyżby artykuł „Sieci” to zwiastun czarnych chmur zbierających się nad głową Ministra Zdrowia? Jeżeli cała sprawa z „pandemią” okaże się jedną wielką ściemą, to rząd będzie musiał przecież wyznaczyć odpowiedzialnych za trwający miesiące kryzys. Nietrudno zgadnąć czyja głowa wtedy „poleci” jako pierwsza.



            Źródło: „Sieci”
            PR

            Read more: https://www.pch24.pl/minister-szumowski-do-odstawki--prorzadowy-tygodnik-o-falszywej-pandemii-i-winnych-lockdownu-twt,77735,i.html#ixzz6V4DTp9C5
            Dodaj odpowiedź 12 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także