Jak podał w środę PAP, polskie władze przekazały na ręce ambasadora protest przeciwko słowom prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wygłoszonym dzień wcześniej na forum ONZ. Ukraiński przywódca de facto oskarżył Warszawę o bycie sojusznikiem Rosji. Sprawa ma związek z polskim embargiem na ukraińskie zboże.
Kpiący komentarz Arestowycza
Sprawę komentuje w mediach społecznościowych były doradca szefa biura prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz.
"Myślę, że za mało się staramy. Trzeba jeszcze wypowiedzieć Polsce wojnę I wtedy będzie prawie tak samo, jak 100 lat temu. Co prawda, koniec będzie też taki sam, ale, jak widać, bardzo tego chcemy" – napisał Arestowycz na portalu X.
Jego zdaniem władza na Ukrainie, bez względu na intencje i prowadzoną politykę, kończy zawsze tak samo - politycznym samobójstwem.
"A to dlatego, że wszyscy ci ludzie władzy u władzy znaleźli się przypadkowo. Otrzymując historyczną szansę, rządzący nie wiedzą, jak tę szansę wykorzystać, po czym okazują się sami sobą zmęczeni, i zaczynają działać zgodnie z jedynym instynktem, jaki im pozostaje - instynktem samozniszczenia" – dodaje.
Nowe otwarcie po wyborach?
W rozmowie z portalem Ukrayina.pl deputowany partii Sługa Narodu i były doradca prezydenta Ukrainy Mykyta Poturajew przekonuje, że "prawdziwy dialog między Kijowem a Warszawą zostanie wznowiony po wyborach parlamentarnych w Polsce".
"Jeśli chodzi o te procesy, które zachodzą obecnie, jako politolog, łączę je z wyborami w Polsce, które obędą się już wkrótce. Po tym jak zostanie sformowany rząd, zacznie się zupełnie inna rozmowa, na którą nie będą wpływać chwilowe interesy polityczne" – stwierdza.
Warto zaznaczyć, że Poturajew w marcu ubiegłego roku wziął udział w I Kongresie partii Polska 2050.
Czytaj też:
Zełenski wywołał burzę. Fala komentarzy, Polacy nie kryją oburzeniaCzytaj też:
Mularczyk: Propozycja Zełenskiego musi budzić sprzeciw