Jak relacjonują media, Jebi to najsilniejsze tego typu zjawisko w Japonii od 25 lat. W wyniku silnego wiatru, gwałtownych burz i deszczu zginęło już co najmniej 10 osób, rannych zostało około 300 osób, a liczby te mogą wzrosnąć.
"Kontynuujemy nasze starania, aby odpowiedzieć na ogromne straty i przywracać infrastrukturę" – komentował na Twitterze sytuację po przejściu tajfunu, premier Japonii Shinzō Abe.
BBC News podaje, że obecnie bez prąd wciąż pozostaje około 400 tysięcy gospodarstw domowych. Władze nie szacują jeszcze poniesionych strat, ale wiadomo, że zniszczone i zalane zostały setki budynków – w tym dworce kolejowe czy lotniska.
Na znajdującym się na wyspie międzynarodowym lotnisku Kansai utknęło kilka tysięcy osób, które noc spędziły w terminalach, gdzie również nie było prądu. Część pasażerów wydostała się z lotniska częściowo zniszczonym mostem, cześć musiała czekać aż na lotnisko dotrą promy i motorówki, którymi ich ewakuowano.
twitterCzytaj też:
Tajfun na Filipinach. Wielka ewakuacja
Czytaj też:
Floryda czeka na huragan Irma. "Możemy odbudować wasze domy, ale nie wasze życie"
