Różni niemieccy politycy podkreślali rolę Chin jako „systemowego rywala” i zarzucali Państwu Środka autorytaryzm. Punktem szczytowym tych napięć była odmowa wizyty w Chinach ministra spraw zagranicznych Niemiec Johanna Wadephula, która miała się odbyć w październiku 2025 r. Oficjalnym powodem odmowy było to, że oprócz swojego chińskiego odpowiednika, nie chciał się spotkać z nim żaden wysokiej rangi przedstawiciel władz chińskich, co wynikało z ostrej krytyki Niemca pod adresem polityki Chin wobec Tajwanu.
Ta buńczuczna postawa niemieckich polityków zderzyła się jednakże z twardą rzeczywistością. Stąd też wizyta Merza w Chinach, która przez znawcę spraw chińskich Leszka Ślazyka została określona mianem nowej Canossy. I rzeczywiście jest w tym coś na rzeczy. Deklarowane ostentacyjnie przez niemieckich polityków i analityków hasła prowadzenia po raz kolejny wojny na wszystkich frontach na raz – z Rosją, USA i Chinami – okazują się niemożliwe do realizacji. Stare wytyczne niemieckiej geopolityki, czyli postulat przekształcenia Europy w jeden wielkoprzestrzenny imperialny twór, który jako całość ma być „suwerennym aktorem geostrategicznym”, stają się coraz większym obciążeniem dla niemieckiej gospodarki, która jest bardzo mocno powiązana z Chinami. Sprzeczne są przede wszystkim z chińską wizją stosunków międzynarodowych, która absolutnie odrzuca ideę dzielenia świata jako tortu między wielkimi mocarstwami i absolutnie nie traktuje Unii Europejskiej jako suwerennego mocarstwa. Chiny rozmawiają z przywódcami poszczególnych państw, a instytucje unijne traktują tylko i wyłącznie jako regulatora wspólnego rynku europejskiego.
