My, Don Giovanni

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Krzysztof Kłopotowski

Po co uwspółcześniać klasykę? Nie warto, gdy w doskonałym wykonaniu podziwiamy doskonałość formy. Kontekst społeczny wyparował w kotle historii, pozostały uczucia i popisy talentów.

Arcydzieło Mozarta „Don Giovanni” należy do 10 najchętniej wystawianych oper. Dobrze wytrzymuje różne interpretacje: klasyczną Franco Zeffirellego w nowojorskiej Metropolitan Opera czy ostentacyjnie teatralny film Carlosa Saury „Ja, Don Giovanni”, a nawet cyniczną fabułę Kaspera Holtena zatytułowaną „Mozart’s Don Giovanni (Juan)”.

Po inscenizacji w londyńskiej Covent Garden ten duński reżyser przeniósł akcję we współczesność i mocno ją przyczernił. Pokazał nie tyle tragikomedię, ile dramat opętania seksem w soft porno. Tutaj Juan wymierza sobie sprawiedliwość. Sumienie pozbawione metafizycznej sankcji upostaciowanej Bogiem osądza się wewnątrz duszy, która została przekształcona w świecką psychikę.

Te trzy interpretacje są dostępne na DVD na brytyjskim Amazon.com, film Saury jest też w kraju w polskiej wersji. Porównanie ich pozwala ujrzeć stan ducha Europy. (...) 

Cały artykuł dostępny jest w 10/2016 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także