„Epicki błąd” – tak przechrzcił operację „Epicka furia” irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi. Trudno powiedzieć, czy Pers świadomie nawiązywał do słynnego powiedzenia przypisywanego wybitnemu francuskiemu mężowi stanu, Charles’owi-Maurice’owi de Talleyrand-Périgordowi: „To gorzej niż zbrodnia – to błąd”. Wziąwszy pod uwagę, że Aragczi posiada doktorat zrobiony na uniwersytecie Kentu, może znać historię europejskiej myśli politycznej.
Atak na Iran faktycznie coraz bardziej wygląda na błąd – największy jak dotąd w drugiej kadencji Donalda Trumpa. Konsekwencje gospodarcze, ale i polityczne mogą być gigantyczne. Jedynie w sferze domysłów pozostają zakładane cele, których Waszyngton nie jest w stanie – poza ogólnikami – przekonująco przedstawić. Coraz wyraźniej wybijają się natomiast dwa pytania, czy faktycznie stracą na tym Chiny – istnieje hipoteza, że uderzenie w ich gospodarkę było jednym z głównych celów wojny – oraz ile zyska Rosja, oddalając radykalnie perspektywę zakończenia wojny na Ukrainie?
Zanim spróbujemy na te pytania odpowiedzieć, najpierw trzeba zdać sobie sprawę ze złożoności i konsekwencji tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. W ubiegłą środę, wkrótce po tym, jak Donald Trump stwierdził, że przez cieśninę Ormuz da się żeglować, taką próbę podjęło kilka tankowców, w tym tajski statek „Mayuree Naree”. Trzy spośród kilku jednostek zostały uderzone przez Strażników Rewolucji, konieczna była ewakuacja „Mayuree Naree”, a trzech marynarzy uważa się za zaginionych. W następstwie tych informacji cena baryłki ropy Brent poszybowała znów powyżej 100 dol. za baryłkę, ok. 5 dol. mniej kosztowała baryłka ropy WTI. Ceny surowca są skrajnie niestabilne i wrażliwe na każdą wypowiedź czy wydarzenie.
Niedługo przed atakiem na tankowce prezydent USA mówił, że amerykańska marynarka może eskortować statki w cieśninie oraz chwalił się zatopieniem ponad 60 irańskich jednostek. Żadnych eskort jednak nie ma, a amerykańscy wojskowi stawiają sprawę jasno: US Navy jest za bardzo zajęta operacjami militarnymi, żeby zajmować się jeszcze eskortowaniem statków. Byłoby to zresztą ogromnie ryzykowne: cieśnina jest tak wąska (54 km w najwęższym miejscu), że siły irańskie, operujące z jej wschodniego brzegu, mogą uderzać z minimalnym wyprzedzeniem, a więc eskorta miałaby pojedyncze sekundy na przechwycenie nadlatujących rakiet czy nawet dronów (które mogą również nadpływać – Iran używa także bezzałogowców pływających).
Fałszywa analogia
Percepcja zagrożenia zatopieniem statku i śmiercią załogi w cieśninie Ormuz jest tak wysoka, że trudno sobie wyobrazić, aby ubezpieczyciele zgodzili się w najbliższym czasie pokrywać wynikające z tego straty, a armatorzy odważyli się tam posyłać swoje jednostki. Do dzisiaj za w pełni bezpieczny szlak nie jest wszak uważana nawet Zatoka Adeńska, prowadząca na Morze Czerwone i dalej w kierunku Kanału Sueskiego, mimo że amerykańska operacja przeciwko Hutim, atakującym tam statki w ubiegłym roku, miała miejsce wiele miesięcy temu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
