Zatoka śpiącego smoka

Zatoka śpiącego smoka

Dodano: 
Zatoka Ha Long, Wietnam – zdjęcie ilustracyjne
Zatoka Ha Long, Wietnam – zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Oldjap
Jacek Pałkiewicz Zatoka Ha Long nie jest już miejscem dziewiczym. Może nigdy nim nie była, bo żyli tu rybacy, piraci, handlarze, przewodnicy, dzieci i starcy. Ale nadal jest miejscem zdumiewającym. Nie dlatego, że zatrzymała czas, lecz dlatego, że mimo upływu czasu zachowała zdolność oczarowywania

Kiedy pytają mnie, jak rodzą się projekty moich podróży, nie zawsze umiem udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Czasem zaczyna się od książki czytanej w młodości, czasem od nazwiska dawnego odkrywcy, czasem od fotografii widzianej przypadkiem w gazecie. Bywa, że wystarczy jedno zdanie, jedna mapa albo opowieść człowieka, który wrócił z miejsca tak odległego, że nawet jego zmęczenie wydaje się egzotyczne.

Z Ha Long było prościej. Zaczęło się od filmu. „Indochiny” z Catherine Deneuve nie były dla mnie tylko nostalgiczną opowieścią o utraconej potędze kolonialnej. Były obrazem świata, który odchodził powoli, zostawiając po sobie zapach opium, wilgotnych plantacji, starych albumów i melancholii, której Europa nigdy do końca nie umiała zrozumieć. Na ekranie pojawiały się wyspy Zatoki Tonkińskiej – ciemne, tajemnicze, wyrastające z wody jak resztki zatopionego królestwa. Aktorka, plantacja kauczuku, dramat miłosny i polityczny zatonęły z czasem w pamięci, ale krajobraz został. To on kazał mi ruszyć do Wietnamu.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także