Kontrola wolności

Kontrola wolności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kontrola wolności
Kontrola wolności

Fotoradary w ciągu roku robią już 2 mln zdjęć. A to dopiero początek. Urządzeń gwałtownie przybywa, a rząd Donalda Tuska kombinuje, jak to zrobić, aby kierowcy płacili coraz wyższe mandaty- pisze w najnowszym wydaniu Do Rzeczy Jakub Kowalski.

Trzy tysiące fotoradarów, których nikt nie okleja na żółto i nie obstawia ostrzeżeniami o pomiarze prędkości, pilnuje kierowców na drogach Francji. Policjanci mają tam także urządzenia mobilne, a kierowców często kontrolują również z powietrza. Rząd w Paryżu myśli nawet o tym, aby prawnie zabronić umieszczania lokalizacji urządzeń na mapach GPS, z których korzysta się w samochodzie.

Polska represyjność – mamy 870 fotoradarów (w ciągu roku ich liczba wzrosła trzykrotnie) – nie wydaje się więc przesadna. Jest ona jednak przede wszystkim nieadekwatna do zasobności ludzi oraz stanu dróg. Nasza popękana pajęczyna tras szybkiego i wolnego ruchu to także główna przyczyna wypadków, które wynikają ze złych warunków, a naprawieniem siatki dróg powinna zająć się władza, zamiast mnożyć przepisy…

Zamiast tego polski minister finansów z premierem pospołu, nie mogąc dopiąć budżetu, łupią kierowców na każdym zakręcie. Bo skoro ktoś ma fanaberię jeżdżenia własnym autem, to znaczy, że na biednego nie trafiło: paliwo od dawna kosztuje 6 zł za litr, więc mandat na kilkaset złotych nie powinien zbytnio zaboleć. A jednak zabolał. Kierowcy przestraszyli się kar nałożonych przez rząd, co jest wodą na młyn premiera: „Przecież dbamy o bezpieczeństwo ludzi”. Jednak to przecież niejedyny i nie najważniejszy powód, dla którego jeździ się inaczej: kierowcy preferują bezpieczną jazdę, bo nauczyli się troszczyć o zdrowie, od lat spada liczba wypadków śmiertelnych. Mamy też lepsze samochody i lepsze umiejętności. (...)

Do budżetu na 2013 r. minister Jacek Rostowski wpisał bowiem aż 1,5 mld zł gwarantowanych z „radarowych” mandatów. Nad Polską przeszła wtedy polityczna burza. Nawet Tomasz Lis – brawa za odwagę! – wzywał wówczas do narodowej krucjaty przeciwko fotoradarom. Jednak i bez takich zrywów było wiadomo, że Zakład Fotograficzny Jacka Rostowskiego nie wykona założonego planu i splajtuje. W 2012 r. do budżetu wpisano 1,2 mld zł z fotoradarów, a zebrano ledwie 30 mln. Mimo to niezrażony Rostowski w 2013 r. jeszcze podbił stawkę!

Handel bezpieczeństwem

Masztów, jak nazywa je Inspekcja Transportu Drogowego, jest dokładnie 870. W pierwszej połowie 2013 r. zrobiły kierowcom milion zdjęć. ITD wystawiła 145 tys. mandatów na łączną kwotę 35,5 mln zł. Do 1,5 mld wciąż bardzo daleko, stąd tak szybki przyrost fotoradarów – Rostowski się nie poddaje i inwestuje w „maszty”. I to jest metoda w tym szaleństwie: pod koniec roku, przy zwiększającej się liczbie urządzeń do mierzenia prędkości, do budżetu może wpłynąć ponad 100 mln. Niby trzy razy więcej niż rok temu, ale wciąż kilkanaście razy mniej, niż zaplanowano na rok 2013! A gdy już wszystkie urządzenia zaczną pracować pełną parą…

Tym bardziej że równolegle ITD potajemnie się zbroi. W jej zasobach pojawiły się już urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości. W tym roku ITD dostała również 22 samochody z mobilnymi radarami, które robią zdjęcia pojazdów w ruchu. Koszt – niecałe 5 mln zł – może się zwrócić już po… kilku dniach wydajnej pracy!

Wdrażane są też systemy wyłapujące kierowców, którzy lekceważą czerwone światło. Wtopione w asfalt czujniki sprzężone są z radarem w pętli indukcyjnej: przekroczysz przy czerwonym tę linię o 10 cm – płacisz do 500 zł mandatu i dostajesz 6 pkt karnych. Taki sprzęt działa obecnie na około 50 skrzyżowaniach w całej Polsce. Nie jest oznaczony znakiem „Kontrola Prędkości: Fotoradar”, choć pomarańczowy kolor bije po oczach. (...)

Cały artykuł Jakuba Kowalskiego w 38. wydaniu Do Rzeczy.

 0
Czytaj także