Tak się kompromituje "The Economist"

Tak się kompromituje "The Economist"

Dodano

Nie będzie to tradycyjny przegląd prasy. Dziś przeglądamy tylko jeden magazyn i tylko jeden tekst, ale na tyle zdumiewający w swej treści, iż wart osobnej uwagi.

"Gazeta Wyborcza" promowała wczoraj na swoim portalu omówienie artykułu z internetowego wydania tygodnika "The Economist" na temat polskiej debaty wokół filmu "Pokłosie".

Wiem, że jest nad Wisłą wielu czytelników, którzy traktują artykuły ukazujące się w "The Economist" czy "Financial Times" jako prawdy objawione. Ja także należę do fanów obu tytułów, choć nie ekscytuję się nadmiernie każdym słowem poświęconym naszemu krajowi. Nawet bowiem świetnym brytyjskim dziennikarzom, pochylającym się nad polskimi sprawami, zdarzało się w przeszłości, mówiąc delikatnie, nieco błądzić.

Autor tekstu o "Pokłosiu" nie zbłądził "nieco". On się po prostu skompromitował. Aż dziw bierze, że szacowna redakcja "Economista" zamieściła na swojej stronie coś tak żenującego.

Po pierwsze: autor wspomina o okładkach dwóch "prawicowych tygodników" (chodzi o "Wprost" i "Angorę", gdyby ktoś miał wątpliwości, jakie magazyny w Polsce należy uznać za "prawicowe"), na których pojawił się Maciej Stuhr. W obu przypadkach tytuły zawierały słowo "Żyd", co dziennikarz "Economista" uznał za "szczególną formę polskiego antysemityzmu".

Na okładce "Angory" w istocie widnieje zdjęcie aktora ze stylizowanym na odręczny, czerwonym napisem "Stuhr, ty Żydzie" oraz nadtytułem - uwaga - "Atakują Macieja Stuhra za to, że gra rolę uczciwego Polaka". Z kolei "Wprost" pisze: "Maciej Stuhr zlinczowany na własną prośbę".

Nie wiem, czy autor (podpisujący się A.H.) posługuje się polszczyzną. Ale na tyle, na ile ja znam ten język, to odnoszę wrażenie, że obie okładki są anty-antysemickie. Zatem jedna z tez tego nieszczęsnego tekstu jest zbudowana, ni mniej ni więcej, tylko na kompletnej bredni (notabene, w 2000 r. "The Economist" zamieścił na okładce zdjęcie Kim Dzong Ila, z tytułem "Pozdrawiam was, Ziemianie". Nie przypominam sobie, by ktokolwiek zastanawiał się wówczas na poważnie, czy północnokoreański przywódca rzeczywiście jest kosmitą).

Po drugie: autor sprowadza masakrę w Jedwabnem do bardzo zwięzłego i wyjątkowo nieuczciwego opisu. Informuje mianowicie czytelników: "Kilkuset Żydów zostało żywcem spalonych w stodole przez polskich sąsiadów". Koniec opowieści. Kropka. Bez niuansów, historycznego tła, bez najdrobniejszej wzmianki o roli Niemców w tamtych wydarzeniach. Po co zamulać czytelnikom mózgownice? Rozumiem, że o bombardowaniach Drezna i Hamburga brytyjscy dziennikarze piszą w podobny sposób: "Lotnicy RAF spalili żywcem kilkadziesiąt tysięcy niemieckich cywili w nalotach dywanowych". Koniec opowieści. Osławiony, angielski antygermanizm, wyssany z mlekiem każdej angielskiej matki.

Po trzecie: dziennikarz przypomina, że w innych krajach podobne inicjatywy doprowadziły do "zdrowego, narodowego oczyszczenia" i wspomina w tym kontekście miniserial telewizyjny "Holocaust", oglądany przez miliony Niemców. Jak się okazuje, Polacy i Niemcy dokonali Holocaustu wspólnie, ale jedynie ci drudzy się z niego rozliczyli.

Kilka akapitów niżej czytamy, że niektóre komentarze w prasie (dziennikarz wymienia m.in. "Uważam Rze") to niemal "zaprzeczanie Holocaustowi". Autor podaje przykład tej myślozbrodni w postaci następującego cytatu: "Czy wiemy, co tak naprawdę wydarzyło się w Jedwabnem? Film pokazuje tylko jedną wersję masakry, w dodatku najbardziej niekorzystną dla Polaków".

To zdanie ma być jednym z dowodów na istnienie wciąż żywego i groźnego antysemityzmu, zakorzenionego w polskim społeczeństwie, a przede wszystkim w polskich mediach. Oczywiście tych skrajnie prawicowych, takich jak np. "Angora".

Nie mam nic przeciwko temu, by prasa na Wyspach pisała o Polakach mordujących w czasie wojny Żydów. Historii nie da się zmienić, Jedwabne było faktem, nikt Jedwabnego nie wymyślił. Niech piszą historycy, studenci, stażyści. Chcecie nas oskarżyć o antysemityzm? Proszę bardzo. O współpracę z nazistami w eksterminacji Żydów? Go ahead. Tylko trzymajcie się choćby rudymentarnych standardów. Na zasadzie wzajemności, bo my tutaj, w tej zacofanej, antysemickiej Polsce, aż takich bzdur o historii Albionu nie wypisujemy. Ale możemy zacząć, rzecz jasna, opisywać np. historię konfliktu w Irlandii Północnej jako ludobójstwa dokonywanego przez armię Jej Królewskiej Mości na bezbronnych katolikach.

Spodziewam się, że tekst "Economista" o "Pokłosiu" mógłby zostać odrzucony przez redakcję wielu szkolnych gazetek na Wyspach, które jeszcze nie zapomniały, czym jest dziennikarska rzetelność. Gdyby zaś A.H. chciał opublikować swój artykuł w "Proroku Codziennym", ulubionej lekturze Harry'ego Pottera, redaktorzy mogliby uznać, iż jest "zbyt oderwany od realiów".

Czytaj także

 0

Czytaj także