Wielcy artyści miewają ciężkie charaktery. Georges de La Tour podczas klęski głodu odmówił podzielenia się posiadanym ziarnem z biedniejszymi współobywatelami. Innym razem poturbował poborcę podatkowego, który śmiał pojawić się w bramie jego domostwa. Chociaż nie był szlachcicem, to sprawił sobie sforę psów myśliwskich, nader uciążliwą dla sąsiadów. A jednocześnie tworzył sztukę subtelną, skłaniającą do refleksji. Paryskie Musée Jacquemart-André ze względu na olbrzymie zainteresowanie przedłużyło wystawę dzieł malarza z Lotaryngii do 22 lutego.
W GĄSZCZU HIPOTEZ
Sekret sławy, wielokrotnie przerastającej uznanie, którym La Tour cieszył się za życia, można wytłumaczyć na trzy sposoby. Po pierwsze: twórczo rozwinął styl Caravaggia. Podobnie jak Włoch potrafił nadać zwyczajności wymiar sacrum. Czy sam był człowiekiem głębokiej wiary, nie wiemy. Teorie o mistycznych inklinacjach autora „Kobiety z pchłą” są zbudowane na piasku. I vice versa – w sztuce XVII w. brak atrybutów ikonograficznych i bezpośrednich odwołań do Biblii nie świadczył o ateizmie twórcy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
