We wtorek rano w Sejmie odbyło się posiedzenie klubu parlamentarnego Polski 2050. Podczas spotkania poseł Elżbieta Burkiewicz (stronniczka Pauliny Hennig-Kloski) złożyła wniosek o odwołanie przewodniczącego klubu, Pawła Śliza. To polityk bliski Szymonowi Hołowni i Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.
Do odwołania szefa klubu potrzebne jest – zgodnie z regulaminem – 3/5 głosów. Co ciekawe – posłowie Paulinie Hennig-Klosce, chcieli wykorzystać nieobecność posłów zwolenników Szymona Hołowni, m.in. Adama Gomoły czy Michała Gramatyki.
Awantura w Polsce 2050. Zwolennicy Hennig-Kloski chcieli odwołać Śliza
Paweł Śliz pytany przez DoRzeczy.pl o to, dlaczego zwolennicy Pauliny Hennig-Kloski chcieli go odwołać i czy spotkał się z jakimś uzasadnieniem tej próby, odpowiedział, że nie. – Nie mam wiedzy w tym zakresie, jaki był powód. W mojej ocenie jak najbardziej wypełniam swoje obowiązki prawidłowo jako przewodniczący klubu – powiedział.
Podkreślił, że do tej pory nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. – Nawet te osoby, które pod zmianą regulaminu się podpisywały, to one wchodziły w skład tego prezydium. Nikt również nigdy na etapie pracy nie zgłaszał żadnych sugestii – dodał.
Klubowi Polski 2050 grozi rozpad?
Pytany o to, czy klubowi parlamentarnemu Polski 2050 grozi rozpad, bo pojawiły się już nieoficjalne informacje o tym, że Paweł Zalewski, Ryszard Petru, Joanna Mucha, Aleksandra Leo i Ewa Szymanowska mogą wkrótce odejść z klubu, odpowiedział, że będzie robił wszystko, póki jest przewodniczącym, żeby klub Polski 2050 miał jedność i był stabilnym koalicjantem w koalicji 15 października.
Zemsta Hennig-Kloski?
Paweł Śliz, pytany o słowa Pauliny Hennig-Kloski, która powiedziała we wtorek PAP, że szef klubu od dawna nie realizuje wniosków posłów i posłanek, dlatego na wtorkowym posiedzeniu klubu padł wniosek o jego odwołanie i dopytywany o nieoficjalne wypowiedzi polityków Polski 2050, którzy przyznają, że to zemsta Pauliny Hennig-Kloski za to, że przegrała wybory na przewodniczącą Polski 2050, a jej ludzie przegrali zarząd krajowy partii, przypomniał, że od 1,5 roku jest przewodniczącym klubu parlamentarnego. – Nigdy przez 1,5 roku nikt do mnie nie przyszedł i nie powiedział, że coś robię źle albo nieprawidłowo. W grupie osób, która podpisywała zmianę regulaminu, są osoby, które same wchodziły do prezydium klubu – mówił.
Podkreślił, że nie jest autokratą i nie on rządzi klubem, tylko prezydium. – Nikt z prezydium nie zgłaszał uwag, nie wznosił postulatów o zmianę, czy nawet sygnału nie przekazywał, że są jakieś nieprawidłowości. Ja naprawdę jestem otwarty na współpracę. Zawsze dążyłem do deeskalacji konfliktu i dalej uważam, że tak powinniśmy robić. Moje drzwi są otwarte. Nigdy nie było tak, żebym kogoś nie przyjął. Czasami niektórzy moi współpracownicy się śmiali, że moje drzwi powinny być obrotowe, bo tyle osób do mnie przychodziło – dodał.
Czytaj też:
"Działanie wysoce nieetyczne". Śliz o tych, którzy chcą go odwołaćCzytaj też:
Kulisy wojny w Polsce 2050. "Zemsta Hennig-Kloski. Przegrała wszystko"
