W PRL słynny był żart: „Kim chciałbyś zostać, synku, jak dorośniesz? Rencistą, tato”. Dziś to się sprawdza w wersji „ekspertem telewizyjnym, tato”.
Nasza miłość do futbolu jest łatwo wytłumaczalna – w odróżnieniu od np. sondaży rezultat meczu można jedynie podwyższyć. To bardzo odświeżające doświadczenie po paru latach pisania o partiach, które ciężko pracują nad tym, by swoje rezultaty obniżać.
Dla tych, którzy nie znają, przypominamy z okazji mundialu ogólne zasady kibicowania, sformułowane niegdyś przez legendę ZChN, Mariana Piłkę (w rozmowie z Robertem Mazurkiem). Otóż najpierw kibicujemy Polakom. A jeśli Polacy nie grają? Wówczas kolejność jest następująca: wtedy najpierw kibicujemy krajom katolickim, następnie ogólnie: chrześcijańskim. I tu wolimy prawosławie od heretyków. Jeśli nie grają chrześcijanie, to kibicujemy monoteistom. A na końcu wszystkim, byle nie Niemcom.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
