Wirtualna Polska ujawniła, że 4,5 mln zł z pomocy dla powodzian trafiło do trzech firm z miejscowości Dziwiszów na Dolnym Śląsku. 200 tys. zł otrzymała firma męża Anny Konieczyńskiej, polityk Koalicji Obywatelskiej i zarazem wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Instytucja ta odpowiadała za rozdzielanie wsparcia dla przedsiębiorców poszkodowanych przez powódź z 2024 r.
Pieniądze trafiły również do sąsiada działaczki KO oraz właściciela lokalnej telewizji. Dane straży pożarnej oraz systemów satelitarnych pokazują, że nieruchomości te nie ucierpiały wskutek powodzi.
Konieczyńska została zawieszona w prawach członka Koalicji Obywatelskiej. Czeka ją też partyjny sąd koleżeński. Informacje w tej sprawie przekazał szef dolnośląskich struktur KO Michał Jaros.
Bohaterka afery powodziowej przerwała milczenie
Przed dom małżeństwa Konieczyńskich udali się dziennikarze. Piotr Konieczyński nie chciał pokazać, na co poszły środki, które otrzymał z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Skarżył się za to na groźby karalne, które dostaje jego żona. – Naprawdę jestem tym bardzo zmartwiony, zaniepokojony – mówił. – To jest tak jak z Adamowiczem – dodał.
– Słuchajcie, panowie, żebyście się nie bali, ja na pewno z wami porozmawiam. Ja nie uciekam, słowo honoru. Nieważne co o mnie mówicie. Wiem, że mówicie to, co chcecie – powiedziała Anna Konieczyńska, która akurat wyjeżdżała z posesji samochodem.
– Jedno pytanie. Czy nie jest pani po prostu wstyd, że te pieniądze dostali pani sąsiedzi, pani mąż, a nie powodzianie? – zapytał reporter telewizji wPolsce24. – A z czego wynika, że pan uważa, że powinno być mi wstyd? – zareagowała działaczka KO.
– Czyli nie ma żadnego powodu, żeby się wstydzić? – dopytywał dziennikarz. – Nie – odpowiedziała krótko Konieczyńska, po czym odjechała.
Czytaj też:
Pomoc za powódź, której nie było. Siemoniak: Nie jest dla nas zaskoczeniem
