Rząd przepycha ukryty podatek? Uderzy we właścicieli zwierząt

Rząd przepycha ukryty podatek? Uderzy we właścicieli zwierząt

Dodano: 
Kot i pies, zdjęcie ilustracyjne
Kot i pies, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash
Ministerstwo Rolnictwa powraca do pomysłu utworzenia państwowego rejestru zwierząt. Rządzący deklarują w ten sposób chęć poprawienia losu czworonogów, ale kosztami obciążą obywateli. Dla nieposłusznych przewidziano nawet karę grzywny.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi kontynuuje prace nad projektem ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK). Chodzi o państwowy system gromadzenia danych umożliwiających identyfikację psów i kotów oraz ich właścicieli. To inicjatywa wiceministra rolnictwa Jacka Czerniaka z Lewicy, który pierwsze próby wdrożenia tego pomysłu podjął już w 2024 roku. Omawiany program, zgodnie z przewidywaniami, jeszcze jesienią miał zostać przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu. Wówczas opór społeczny, zarówno ze strony obywateli, jak i organizacji pozarządowych, pokrzyżował te plany. Okazuje się jednak, że przedstawiciele resortu nie dali za wygraną i z początkiem 2026 roku przystępują do kontrofensywy.

KROPiK powraca, ale po co?

Jak możemy dowiedzieć się z wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów, przyjęcie projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów zostało zaplanowane na I kwartał 2026 roku. To oznacza, że rząd Donalda Tuska podejmuje właśnie kolejną próbę wprowadzenia obowiązkowego rejestru zwierząt, mającego działać w ramach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Innymi słowy, powstanie odgórny, państwowy system nadzoru, który obejmie swoim zasięgiem wszystkie psy i koty w Polsce. W teorii celem projektowanych rozwiązań ma być poprawa identyfikowalności zwierząt, ograniczenie bezdomności oraz ułatwienie odnajdywania zagubionych psów. W praktyce jednak – zdaniem wielu komentatorów – widzimy tu niczym nieuzasadniony interwencjonizm państwowy, budujący kolejny monopol w obszarze gospodarki.

Narracji resortu paradoksalnie sprzyja niedawna burza medialna, która rozpętała się przy okazji ujawnienia przez Dorotę „Dodę” Rabczewską nieprawidłowości w bytomskim schronisku. Rządzący szybko zainicjowali szerokie kontrole w całym kraju, o czym poinformowano m.in. na stronie internetowej resortu rolnictwa. W komunikacie wskazano, że „zdecydowanym wsparciem prewencyjnym dla skutecznej opieki nad bezdomnymi zwierzętami ma być ustawa o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), która wprowadzi powszechny obowiązek znakowania oraz rejestracji psów i kotów”. Ministerstwo podkreśliło przy tym, że znakowania zwierząt będą prowadzone poprzez zbudowany w tym celu rejestr publiczny, kompatybilny z systemami unijnymi.

Co istotne, samo oznakowanie psa czy kota i wpisanie go do państwowej bazy danych w żaden sposób nie poprawia warunków, w jakich te zwierzęta przebywają w schroniskach. Tymczasem to właśnie głośne afery związane z funkcjonowaniem takich miejsc stały się impulsem do przyspieszenia prac nad systemem KROPiK. Organizacje społeczne zwracają uwagę, że Ministerstwo Rolnictwa przedstawia rejestr jako rozwiązanie problemu bezdomności zwierząt, podczas gdy projekt nie dotyka sedna patologii określanych mianem „mordowni”. Ustawa nie nakłada obowiązku realnych, skutecznych kontroli warunków bytowych – nie gwarantuje czystości boksów, odpowiedniej jakości karmy ani dostępu do właściwej opieki weterynaryjnej. Nie eliminuje również procederu czerpania zysków z przetrzymywania zwierząt w skrajnie złych warunkach przez podmioty wygrywające gminne przetargi.

Kontrole policji i grzywny

Proponowane przepisy wymagają ponownej rejestracji zwierząt w systemie KROPiK, choć miliony psów i kotów są już oznakowane i figurują w działających bazach danych. Co istotne, projekt nie przewiduje przeniesienia istniejących informacji do nowego systemu. Oznacza to, że nawet ok. 6 milionów właścicieli będzie musiało przejść całą procedurę od początku, ponosząc dodatkowe koszty i ryzykując kary za niedostosowanie się do nowych regulacji. W rezultacie odpowiedzialni opiekunowie zwierząt zostaną potraktowani tak, jakby wcześniej zaniedbywali swoje obowiązki. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mechanizm ten może w praktyce działać jak forma pośredniego, rozproszonego obciążenia finansowego właścicieli zwierząt – swoisty „ukryty podatek”, wprowadzony nie wprost, lecz poprzez obowiązek administracyjny generujący dodatkowe koszty. Co należy podkreślić – z uwagi na brak zgody Ministerstwa Finansów na finansowanie projektu – zdeterminowany minister Jacek Czerniak uznał, że Ministerstwo Rolnictwa znajdzie pieniądze z puli przeznaczonej dla polskich rolników. Autorzy projektu szacują, że budowa oraz utrzymanie Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów w pierwszych latach jego funkcjonowania pochłonie z budżetu państwa blisko 150 mln zł.

W niedawnej interpelacji poseł Janusz Kowalski zapytał Ministerstwo Rolnictwa, jakie konsekwencje prawne grożą właścicielom psów, którzy nie dopełnią nowych obowiązków rejestracyjnych. Z odpowiedzi wiceministra Jacka Czerniaka z Lewicy wynika jasno: „niedopełnienie obowiązku znakowania oraz zarejestrowania zwierzęcia w KROPiK będzie wykroczeniem zagrożonym karą grzywny”. W praktyce oznacza to, że obok znaczących wydatków publicznych projekt przewiduje także finansowe sankcje wobec obywateli. W zestawieniu z obowiązkiem ponownej rejestracji milionów już oznakowanych zwierząt powstaje pytanie, czy system ten nie przekształci się w kolejne, rozproszone obciążenie właścicieli – zarówno finansowe, jak i administracyjne. Formalnie nie jest to nowa danina, lecz w odczuciu wielu może funkcjonować jak dodatkowy koszt nałożony ustawowym obowiązkiem, którego niedopełnienie obarczone jest karą.

„Kontrolę oznakowania i rejestracji psów i kotów będą mogli przeprowadzać funkcjonariusze Policji, straży miejskiej (gminnej) i Inspekcji Weterynaryjnej. W pewne uprawnienia kontrolne wyposażono także wójta (burmistrza, prezydenta miasta), który uzyska możliwość kierowania do mieszkańców gminy (miasta) pouczeń o obowiązku oznakowania i rejestracji psów i kotów wraz z jednoczesnym wezwaniem do złożenia deklaracji o liczbie psów lub kotów, których są właścicielami i które podlegają obowiązkowemu oznakowaniu i rejestracji. Gminy, mając zapewniony dostęp do danych zgromadzonych w KROPiK, będą mogły weryfikować, czy liczba psów lub kotów podanych w deklaracji odpowiada danym w rejestrze. W przypadku, gdy liczba zwierząt w deklaracji nie zgadza się z liczbą zwierząt w KROPiK, a także w przypadku uzasadnionego przypuszczenia, że dany mieszkaniec jest właścicielem większej liczby psów lub kotów niż podana w deklaracji lub zarejestrowana w KROPiK, wójt (burmistrz, prezydent miasta) będzie zawiadamiać o tym Policję lub straż gminną (miejską)” – czytamy w analizie w serwisie Prawo.pl.

Państwowy rejestr uderzy w rynek

Jak wskazał w swojej opinii prawnej nt. KROPiK-u dr hab. Krzysztof Koźmiński, prof. UW, przyjęcie projektu wiązałoby się z wysokimi kosztami nałożonymi zarówno na osoby fizyczne, czyli właścicieli zwierząt, jak i budżet państwa (w związku z koniecznością uruchomienia i obsługi rejestru) oraz podmioty prowadzące schroniska, w tym organy jednostek samorządu terytorialnego. Co więcej, „projekt ustawy ignoruje zastane stosunki społeczne, tj. przede wszystkim istniejące od lat oraz obejmujące miliony rekordów rejestry w prowadzonych przez prywatne podmioty (zwłaszcza organizacje pozarządowe o profilu prozwierzęcym) bazach danych – mimo że w wielu państwach członkowskich Unii Europejskiej krajowy prawodawca opiera właśnie na nich państwowy rejestr/system rejestrów psów i kotów, angażując zasoby prywatnych podmiotów oraz partnerów społecznych w wykonywanie zadań publicznych”.

Podobnego zdania jest dr Grzegorz Piasecki, który swoje stanowisko wyłożył w opinii prawnej będącej „oceną zgodności projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów z Konstytucją RP”. Jak dowodzi ekspert, ustawa poskutkuje wygaszeniem działalności gospodarczej podmiotów prowadzących prywatne bazy danych oznakowanych zwierząt domowych. Ponadto doprowadzi do wzrostu kosztów usług znakowania i rejestracji zwierząt, które obecnie są często świadczone nieodpłatnie, co będzie oddziaływać na sferę majątkową schronisk dla zwierząt (a pośrednio – samorządów gminnych), hodowców zwierząt i właścicieli zwierząt domowych. Co ważne, „projektodawca nie uzasadnił braku możliwości wprowadzenia rozwiązania alternatywnego, umożliwiającego agregację i integrację danych z funkcjonujących już baz danych (i dalsze prowadzenie przez te bazy działalności), zapewniającego interoperacyjność baz oraz poprawność (rzetelność) gromadzonych danych”.

Warto przy tym podkreślić, że projekt nie przewiduje ogólnokrajowego, systemowego mechanizmu wsparcia finansowego dla najuboższych właścicieli zwierząt. Ewentualna pomoc została w istocie pozostawiona samorządom, bez zagwarantowania im dodatkowych środków czy jasnych standardów działania. Oznacza to, że dostęp do wsparcia będzie zależał nie od rzeczywistej potrzeby, lecz od kondycji budżetowej i priorytetów konkretnej gminy. W jednych miejscowościach właściciele mogą liczyć na realną pomoc, w innych – pozostaną z nowymi obowiązkami i kosztami sami. W efekcie projekt, który w założeniu ma poprawić sytuację zwierząt, w praktyce przenosi odpowiedzialność finansową i administracyjną na obywateli oraz lokalne wspólnoty. Państwo tworzy centralny rejestr i system sankcji, ale ciężar organizacyjny oraz koszty funkcjonowania nowych regulacji rozkłada na dół. To rodzi pytanie, czy proponowane rozwiązanie rzeczywiście odpowiada na najpoważniejsze problemy związane z bezdomnością i warunkami w schroniskach, czy też przede wszystkim wprowadza kolejny obowiązek – z całą jego biurokratyczną i finansową konsekwencją – którego skuteczność pozostaje co najmniej dyskusyjna.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także