Konwencja ottawska z 1997 r. zobowiązuje państwa-strony do rezygnacji z min przeciwpiechotnych oraz zniszczenia ich zapasów. Polska ratyfikowała traktat w 2012 r., a kilka lat później zlikwidowała posiadane magazyny tego typu broni.
Polska wycofuje się z konwencji ottawskiej
Rząd tłumaczy, że zmiana stanowiska jest podyktowana koniecznością wzmocnienia zdolności obronnych na wschodniej granicy, w szczególności w kontekście trwającej wojny na Ukrainie i działań Rosji. Miny mają stanowić element systemu odstraszania i być używane wyłącznie w przypadku realnego zagrożenia militarnego.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że Polska będzie gotowa do ewentualnego rozmieszczenia min w krótkim czasie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Władze wskazują również na możliwość wznowienia produkcji min we współpracy z krajowym przemysłem zbrojeniowym.
– Te miny stanowią jeden z najważniejszych elementów struktury obronnej, którą budujemy na wschodniej flance NATO, na granicy Polski z Rosją i Białorusią – powiedział wiceszef MON Paweł Zalewski, cytowany w piątek (20 lutego) przez agencję Associated Press.
Organizacje praw człowieka krytykują decyzję rządu
Decyzję rządu krytyką organizacje zajmujące się prawami człowieka, które podkreślają, że miny przeciwpiechotne stanowią długotrwałe zagrożenie dla ludności cywilnej, także po zakończeniu działań wojennych.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka w opinii do ustawy o wypowiedzeniu konwencji ottawskiej wskazywała, że decyzja Sejmu "osłabi międzynarodowe standardy humanitarne i powinna (...) wiązać się z jednoznacznymi, ustawowymi ograniczeniami dotyczącymi użycia min". HFPC za niewystarczające uznała ogólne deklaracje dotyczące wyposażania ich w systemy autodezaktywacji.
W ostatnim czasie podobne kroki w kierunku wypowiedzenia konwencji ottawskiej zapowiedziały lub podjęły niektóre państwa regionu, powołując się na pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa.
Czytaj też:
Polska zaminuje granicę? Władze "przygotowują miejsce"
