Jak zaznacza eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, zbyt ostre sformułowania amerykańskiej ambasador wynikały z jej braku doświadczenia, nie musiały być na rękę amerykańskiej administracji.
– Pewną tradycją amerykańską jest nominowanie na ambasadorów ludzi nie mających doświadczenia w pracy dyplomatycznej, przedstawicieli ruchów, czy organizacji obywatelskich. W związku z czym nie zawsze administracja USA jest w stanie zapanować na działaniem własnych ambasadorów – mówi Bogusław Sonik. Jak zaznacza, działanie Mosbacher świadczą o jej emocjonalnym podejściu.
– Słowa pani Mosbacher świadczą o tym, że jest ona wielką zwolenniczką wolności prasy i podchodzi do tego tematu emocjonalnie – mówi eurodeputowany. Dodaje, że dobrze, że w wywiadzie dla DoRzeczy.pl ambasador łagodzi swoje stanowisko.
– To dobrze, że wycofuje się ze swoich najostrzejszych słów. Przyznaje, że przynajmniej forma była niestosowna – tłumaczy eurodeputowany PO.
Polityk zastrzegł przy tym, że Georgette Mosbacher wcale nie musiało chodzić o obronę konkretnie TVN, ale o krytykę działań prokuratury, z których to działań prokuratura się wycofała.
– Sama prowokacja TVN nie podobała się wielu osobom. Jednak wydaje mi się, że reakcja ambasador związana była z akcją prokuratury, która wszczęła postępowanie wobec dziennikarza stacji. To budziło kontrowersje, zresztą prokuratura sama się w końcu wycofała – mówi Bogusław Sonik. I podkreśla, że złagodzenie retoryki przez amerykańską ambasador jest krokiem w dobrym kierunku.
Czytaj też:
Jan Parys: Ostra krytyka Polski nie służy USA. Dobrze, że pani ambasador dokonała refleksjiCzytaj też:
Tylko w "Do Rzeczy" – Mosbacher o swoim liście: Nie da się tego obronić
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.