"Samego Conrada nie lubię, bo wiecznie płakał nad sobą, ale mam poczucie, że swój obowiązek naukowy wobec niego spełniłem" – to nieco zaskakujące wyznanie znajdziemy w tomie "Wywrotowiec", złożonym ze wspomnień, fragmentów dziennika, listów, artykułów i wywiadów Zdzisława Najdera, nie tylko działacza politycznego, lecz także – o czym nie wszyscy pamiętają – wybitnego znawcy życia i twórczości autora "Nostromo", prezesa Polskiego Towarzystwa Conradowskiego.
W styczniu 1997 r., po edycji jego rozszerzonego, dwutomowego "Życia Conrada", przeprowadziłem z nim wywiad dla "Plusa Minusa", który wydłużył się w, pasjonujący zresztą, wykład, który profesor zafundował mi, odpowiadając m.in. na pytanie, czy sławny autor "Tajnego agenta" był dobrym Polakiem.
– Powiedziałbym, że we własnym odczuciu był dobrym Polakiem… z wątpliwościami – mówił Zdzisław Najder. – W odczuciu sobie współczesnych dobrym Polakiem nie był i myślę, że te odczucia trzeba uszanować. Nawet mieszkając za granicą, pisząc po angielsku, mógł Conrad od czasu do czasu wyjść ze swojego kokonu i choćby dla udowodnienia wierności w sprawie przegranej zrobić coś więcej. Prawdopodobnie wynikało to też z tego, że jako Polak nie chciał się poniżać, prosząc o jałmużnę, gdyż upominanie się o prawo Polski do istnienia było bardzo poniżające dla kogoś, kto miał wysokie wyobrażenie o własnym narodzie. No, ale trudno, czasem trzeba się poświęcić. Moja żona, która mieszkała w Anglii przez wiele lat, opowiadała, jak tuż po wojnie było źle widziane upominanie się o polskie sprawy. Podobne doświadczenia w tamtym czasie stały się udziałem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego we Włoszech.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
