Lewicowa reedukacja Polaków przebiega opornie. Mogą o tym świadczyć wyniki sondaży preferencji wyborczych. Choć w badaniach tych na pierwszym miejscu plasuje się Koalicja Obywatelska, to większość poparcia społecznego uzyskują sumarycznie ugrupowania prawicowe. I to jest trend mniej lub bardziej utrzymujący się od wyborów prezydenckich w roku 2025. A nie można też abstrahować od tego, że i wśród zwolenników Polski 2050 oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego – a więc formacji obozu władzy unikających wszelkiego radykalizmu – niemałą grupę stanowią osoby o względnie konserwatywnej wrażliwości.
W tej sytuacji taktycy KO stają przed poważnym wyzwaniem, jakim jest pozyskanie wyborców o poglądach prawicowych. Partia ta zaś jest zdesperowana, żeby po planowanych na rok 2027 wyborach parlamentarnych rządzić nadal. Jeśli bowiem stanie się inaczej, to czołowe postaci Koalicji Obywatelskiej mogą ponieść bolesne konsekwencje swoich bezprawnych działań przy przejmowaniu mediów publicznych czy wymiaru sprawiedliwości w latach 2023–2024. W tej sytuacji nastroje społeczne, które świadczą o tym, że wśród Polaków większym wzięciem cieszy się retoryka prawicowa niż lewicowa, okazują się dla KO sprawą kluczową.
Mimo że politycy Koalicji Obywatelskiej forsują rozmaite rozwiązania z lewicowej agendy (jak liberalizacja prawa do aborcji czy „związki partnerskie”), to jednocześnie sam jej przewodniczący zdaje się zachowywać na tym polu powściągliwie. Mało tego, Donald Tusk już od dawna miewa wypowiedzi, które robią wrażenie sygnałów wysyłanych wyborcom o prawicowych poglądach.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
