RYSZARD GROMADZKI: Wynik referendum w Krakowie to zwycięstwo dobrze pojętej obywatelskości, nieskażonej partyjniactwem? Tak należy to czytać?
WITOLD GADOWSKI: Chciałbym, żeby było czytane w taki sposób, ale to dopiero przełamanie pierwszych barier. Przełamanie okupacji dużych miast przez partie polityczne. Tutaj, w Krakowie, zwyciężyli krawiec, dostawca jedzenia, szewc. Zwykli ludzie. Dzięki temu, że udało się ich zjednoczyć, że uwierzyli w swoją siłę, dokonaliśmy pierwszego wyłomu. Nie udało się odwołać beznadziejnej i bezproduktywnej rady miasta.
Zabrakło bardzo niewiele…
Niewiele, ale się nie udało. Nasz plan był taki, że odwołujemy i prezydenta, i radę miasta. Dlatego musimy walczyć dalej. Ale jest to sygnał, że można, że da się, że nic nie jest zabetonowane na wieki wieków amen.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
