W najnowszym odcinku audycji "Alfabet Millera" na kanale "Super Expressu" Leszek Miller opowiadał m.in. o swoim stosunku do Kościoła oraz audiencji u papieża Jana Pawła II w Watykanie. Mówił również o śmierci swojego syna. Leszek Miller junior popełnił samobójstwo w swoim podwarszawskim domu 26 sierpnia 2018 r. Był jedynym dzieckiem byłego premiera. Miał 48 lat.
– Zauważyłem u siebie taki przełom po tragicznej śmierci mojego syna, kiedy przestałem się bać śmierci. Nawet poczułem swego rodzaju ciekawość. Ciekawość, która jest zawarta w pytaniu: czy gdzieś tam spotkam swojego syna? To mnie bardzo ciekawi. I dlatego śmierć nie jest dla mnie problemem – wyznał Leszek Miller.
Kardynał Krajewski zadzwonił do Millera
Były premier zdradził, że po śmierci syna otrzymał telefon od ówczesnego jałmużnika papieskiego, a obecnie metropolity łódzkiego kard. Konrada Krajewskiego. – Ku mojemu zdziwieniu (...) zadzwonił z Watykanu kardynał Krajewski. To był dla mnie niemały szok. Na początku myślałem, że ktoś sobie robi głupi dowcip. Ale sprawdziłem – opisał Miller.
– Powiedział, że chciałby ze mną porozmawiać, jakoś pocieszyć, żebym przekazał też żonie wyrazy otuchy. Powiedziałem: "ale żona jest obok". "To poproszę, niech pan da słuchawkę". I również żona porozmawiała – relacjonował.
– Potem porozmawialiśmy trochę o Kościele. Do dzisiaj pamiętam, co mi powiedział – że problemem Kościoła, nie tylko w Polsce, jest to, że Kościół nie chce spełniać podstawowej roli, która polega na tym, że przede wszystkim ma przyjąć każdego rozbitego, nieszczęśliwego, chorego i zabiegać o takich ludzi, którzy znikąd nie otrzymają pomocy. Natomiast Kościół bardzo łatwo otwiera się na tych, którym jest do niczego niepotrzebny – kontynuował Miller.
– Nawet powiedziałem księdzu kardynałowi: "gdybym spotykał takich duchownych, którzy tak rozumieją misję Kościoła, to może bym się nawrócił". Ale jak dotąd nie spotkałem – stwierdził.
Czytaj też:
Miller: Tym ruchem Nawrocki postawił Tuska w narożniku
