Dobra sztuka sama się nie obroni
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Dobra sztuka sama się nie obroni

Dodano: 
"Dzieła" "makarki" Gosi Bartosik i Marta Cienkowska
"Dzieła" "makarki" Gosi Bartosik i Marta Cienkowska Źródło: Instagram / Marta Cienkowska, screen / Instagram, Gosia Bartosik, screen / Krzysztof Stanowski X, screen
Propozycje minister kultury oznaczają, że do kategorii „artystów” i na specjalne prawa załapie się zarówno wybitna skrzypaczka, grająca muzykę dawną, jak i „twórca performatywny”, którego „dzieło” polega na publicznym nasikaniu w czterech kątach sali wystawowej w muzeum Rafała Trzaskowskiego

Największy – moim zdaniem – kompozytor wszech czasów, Jan Sebastian Bach, pracował ciężko przez całe życie aż do śmierci, która nadeszła, gdy miał 65 lat, w roku 1750. Według obecnych polskich kryteriów wieku emerytalnego by nie doczekał. Przez te 65 lat zatrudniano go nie dlatego, że miał jakiś certyfikat artysty, ale dlatego, że przeszedł kwalifikacje i uznano, że jego umiejętności są w danym miejscu potrzebne. Czy był to Weimar, czy małe Arnstadt, czy dwór w Köthen, czy wreszcie Lipsk, gdzie Bach osiadł na stałe w 1723 r. – wszędzie tam kryteriami zatrudnienia twórcy „Sztuki fugi” były jego przydatność i atrakcyjność jego muzyki dla odbiorców.

Jego rówieśnik, urodzony w tym samym 1685 r. Jerzy Fryderyk Händel, zwłaszcza po zapuszczeniu korzeni w Anglii, musiał się starać o przychylność publiczności, tak aby ta ciągnęła do jego teatru na jego opery, chciała słuchać jego oratoriów i kupowała wypuszczane przez niego kompozycje, przeznaczone do wykonywania przez amatorów.

Właściwie cała sztuka, która powstawała aż do XX w., opierała się na takim modelu – czy mówimy o malarstwie, muzyce czy o rzeźbie albo architekturze: aby się utrzymać, artysta musiał mieć klientów. Jego twórczość musiała być atrakcyjna. Nie mówimy

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także