O wspólnym projekcie minister klimatu poinformowała w czwartek w TVP Info. – Wspólnie, jako środowisko Klubu Parlamentarnego Centrum, planujemy powołanie do życia partii politycznej – powiedziała Hennig-Kloska. Jak dodała, to wspólna inicjatywa środowiska Centrum oraz Ryszarda Petru.
Centrum miało stać się partią
Sam ruch nie jest zaskoczeniem. Już pod koniec maja wiceszefowa klubu Centrum Aleksandra Leo mówiła w Radiu ZET, że ugrupowanie przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi przekształci się w pełnoprawną partię. – Rozmawiamy z innymi posłami. Nasz klub jest otwarty, zapraszamy do dołączenia. Rozmowy są prowadzone. Wreszcie udało się zarejestrować stowarzyszenie – mówiła.
Klub Parlamentarny Centrum powstał w lutym 2026 roku po rozłamie w Polska 2050. Paulina Hennig-Kloska wraz z grupą kilkunastu posłów opuściła ugrupowanie Szymona Hołowni. Dziś klub liczy 15 parlamentarzystów.
Spór o kierunek
Jak wynika ze słów samej Hennig-Kloski, między nią a Petru trwa spór o charakter nowej formacji. – Mamy pewien spór: czy to ma być bardziej partia o gospodarce, czy o gospodarce i środowisku; czy ma być – jak to nazywamy – niebieska, czy niebiesko-zielona – przyznała minister. Hennig-Kloska jasno deklaruje, że chce mocniejszego akcentu klimatycznego. – I ja zdecydowanie dążę oczywiście do tego, by ona się bardziej zazieleniła – podkreśliła.
Petru z kolei od lat stawia przede wszystkim na gospodarkę. W połowie czerwca mówił o koncepcji "Konfederacji light" – formacji liberalnej gospodarczo i skierowanej do przedsiębiorców. Dla samego Petru byłaby to już piąta polityczna inicjatywa – po Nowoczesnej, Planie Petru, Teraz! oraz Instytucie Myśli Liberalnej.
Zielona partia, martwe ryby
Deklaracje o "zazielenianiu" nowej partii padają jednak w wyjątkowo trudnym momencie dla szefowej resortu klimatu. W ostatnich dniach opinią publiczną wstrząsnęły obrazy z Jeziora Pilchowickiego na Dolnym Śląsku. Trwa tam opróżnianie zbiornika prowadzone przez TAURON Ekoenergia.
Operacja rozpoczęła się w lutym 2026 roku i ma przygotować ponadstuletnią zaporę do remontu po zniszczeniach po powodzi z 2024 roku. Koszt inwestycji to 93 mln zł. Kluczowy moment przypadł na koniec czerwca – dokładnie wtedy, gdy temperatury sięgały 38–39 stopni Celsjusza, a lokalnie padł rekord 40,5 stopnia.
Efekt? W niemal osuszonym zbiorniku zostały tysiące ryb. Wędkarze alarmowali o "przerażającym obrazie szkód" i "cmentarzysku ryb" pod zaporą. Przez kilka dni prowadzili akcję ratunkową, wyławiając żywe sztuki podbierakami. Jak relacjonowali, przeżyły głównie najmniejsze ryby. Do dzisiaj Hennig-Kloska nie odniosła się do tej katastrofy ekologicznej.
Czytaj też:
Tysiące martwych ryb w Pilchowicach. Gróbarczyk uderza: Prawdziwy obraz rządu Tuska Czytaj też:
"Wkłada kij w szprychy". Hennig-Kloska narzeka na jednego z posłów koalicji
