Ekonomista komentował w Radio WNET o obecną sytuację gospodarczą. Prowadzący Krzysztof Skowroński zapytał m.in. o rosnący w zastraszającym tempie dług publiczny państwa polskiego. To już ponad miliard złotych dziennie.
Bartoszewicz nadmienił, że zawsze należy rozpatrywać, na co dług jest wydawany i jaka jest jego struktura. W przypadku Polski jest to prowadzone bardzo niekorzystnie, ponieważ zadłużanie nie przekłada się na budowę potencjału rozwojowego państwa, nie daje perspektywy spłaty tego długu, a spłacanie odsetek staje się coraz bardziej kosztowne. Są jednak na świecie gospodarki, które mimo potężnego zadłużenia mają bardziej wewnętrzną strukturę długu, co jest modelem znacznie bezpieczniejszym.
Niekorzystna struktura polskiego długu
Ekonomista podał przykład Japonii, która ma 250 proc. długu w stosunku do PKB. – Japonia ma dług ulokowany we własnych obywatelach, we własnej walucie. Czyli jeżeli coś się dzieje wewnętrznie, to oczywiście obywatele ponoszą tego koszty, ale nie mają wpływu na to działania zewnętrzne, które mogłyby dezorganizować działanie gospodarcze – przypomniał były kandydat na prezydenta.
– W Polsce niestety mamy dług, który jest i w polskim złotym, i w innych walutach, szczególnie w euro. I jeżeli mamy sytuację, w której ta zewnętrzna waluta i posiadane zadłużenie jest w rękach obcych, to wówczas jest ryzyko związane z tym, że w czyimś interesie może być postawienie Polski w stan całkowitego rozkładu gospodarczego – zauważa Bartoszewicz. – To wszystko jest zależne od tego, w jaki sposób nastąpi zwiększenie tego zadłużenia i w jaki sposób nastąpi później ułożenie się państwa, w kontekście wyjścia z tego zobowiązania – dodaje.
Nieustanne rolowanie
Dopytywany, Bartoszewicz przypomniał, że Polska nieustannie zaciąga kolejne długi po to, by spłacać zobowiązania, co nakręca spiralę zadłużenia.
Tu padło łatwiejsze do wyobrażenia porównanie do różnego rodzaju piramid, ale w budżetach domowych. – To sytuacje, w których z powodu "chwilówek" ktoś wpadł w spiralę zadłużenia i pożycza pieniądze, by spłacić, wydawałoby się, małe zobowiązanie. Przypomnę, że w latach 70-tych zobowiązania z długu Gierka wynosiły 1,1 miliarda dolarów, a na koniec lat 80-tych to było już 40 miliardów. W ciągu dekady dług wzrósł niemal 40-krotnie. Państwo z długiem 40 mld dolarów było traktowane jako bankrut. My teraz mamy 2,4 biliona złotych długu, czyli około 600 mld dolarów, a polscy politycy traktują, że takie zobowiązanie nie jest zagrożeniem dla gospodarki – powiedział Bartoszewicz.
Bartoszewicz: Będzie to, co w Grecji
Bartoszewicz przyznał, że Polska ryzykuje, że przestanie być wypłacalna, czyli zbankrutuje. – Jeśli my mamy sytuację, w której 100 miliardów w naszym budżecie służy tylko i wyłącznie temu, żeby oddać odsetki za pieniądz pożyczony i patrząc na narastanie zadłużenia, coraz większa kwota będzie w budżecie musiała być na to przeznaczana. Czyli będziemy mieli coraz mniejszą elastyczność we własnych decyzjach, bo coraz większa część budżetu będzie przeznaczana na spłatę odsetek – zwrócił uwagę.
– Macie coraz mniej własnych pieniędzy do decyzji. Musicie zrezygnować z części żywności, z leków, musicie zrezygnować z ubrań, musicie zrezygnować z wakacji. Dokładnie to samo będzie w Rzeczpospolitej. Grecja przeżyła już tego typu scenariusz. Nam się wmawia, że Polsce to nie grozi [...] W Grecji ten poziom był już katastrofalny. Grecja nie była wydolna swoim systemem fiskalnym ściągać podatków, bo tak był rozwalony system – ostrzegł Bartosiewicz, dodając, że w Polsce zostanie zaburzony przepływ pieniądza do budżetu państwa, co wynika m.in. z licznych regulacji utrudniających działalność gospodarczą, czy dotyczących energetyki.
Problem leży także w tym, że wiele ważnych, niekorzystnych dla Polski decyzji o charakterze gospodarczym, ekonomicznym czy geopolitycznym podejmuje za nasze władze Komisja Europejska. – To ona mówi nam, na co mają być wydawane pieniądze – zwrócił uwagę ekonomista.
