Prokuratura uchyliła areszt tymczasowy zastosowany wobec Leszka Kraskowskiego. Dziennikarz jest już na wolności. Telewizja Republika przekazała, że kaucję w wysokości 25 tys. złotych wpłacił jej redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz.
Tuż po wyjściu z aresztu, Leszek Kraskowski udzielił komentarza TV Republika. – Wyszedłem nie do końca na wolność. Zabrano mi paszport, nie mogę w ogóle wyjeżdżać z kraju, jest zakaz kontaktu z różnymi osobami. Bardzo się cieszę, że jestem na świeżym powietrzu, ale nie jest to wolność, o której bym marzył – mówił dziennikarz.
Jak przyznał, najgorsze były pluskwy. – Najgorsze były ostatnie dni przez upał. W niedzielę był wręcz bunt więźniów – dodał. Dopytywany o jeden z zarzutów, dotyczący gróźb karalnych, tłumaczył: – Nie można stwierdzić, że jestem autorem tego maila, bo nim nie jestem. Powtarzam od początku, że ja tego maila nie napisałem. Nie trzeba być dziennikarzem śledczym z 36-letnim stażem pracy, by stwierdzić, że to typowy fejk. Konto, z którego go wysłano, utworzono w dniu, w którym wysłano wiadomość. Zrobiono wszystko, by prokuratura nie mogła dojść do tego, kto faktycznie to wysłał.
"Coś nieprawdopodobnego"
– To, co wyrabiał sędzia wojskowy, który wydawał postanowienie o tymczasowym moim aresztowaniu, to coś nieprawdopodobnego. Czułem się, jakby był rok 1952. Brakowało tylko portretu Stalina. Pozwolił mi mówić przez trzy minuty, po czym odesłał mnie tutaj (do aresztu – przyp. red.), bym odpoczął sobie od pracy – przywołał.
– Dziś bardzo długo byliśmy w prokuraturze. Pan mecenas pokazał mi kilka ciekawych rzeczy. Mnie spadły buty. Byłem przekonany, że to dzieło jakiegoś szaleńca, który podpiął się pod jakąś grupę Silnych Razem, ale zaczynam zmieniać zdanie. Cała ta robota została wykonana profesjonalnie – zauważa Leszek Kraskowski.
– Bardzo serdecznie dziękuję Telewizji Republika i osobiście prezesowi Sakiewiczowi. Mój majątek to jest dwa tysiące. To wszystko, co mam. Nie stać byłoby mnie na to poręczenie – zakończył.
