Zaufanie jest w polityce walutą niedocenianą. Politycy przyzwyczajeni są do tego, że wyborcy wybaczają wszystko, więc problem braku zaufania nie istnieje. To się często sprawdza, ale nie zawsze i tylko do pewnego momentu. Można postawić tezę, że taki moment głębokiego kryzysu zaufania nadszedł dla Prawa i Sprawiedliwości.
Partia Jarosława Kaczyńskiego – choć przeciwnicy popełniają mnóstwo błędów i podkładają się co chwila – w sondażach stoi w miejscu. I to mimo że relatywnie ma najbardziej betonowy elektorat ze wszystkich ugrupowań.
Niedawno opublikowany sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” daje PiS 23,2 proc. przy niewielkim spadku. Poparcie zyskują za to dwie Konfederacje. W przeliczeniu na miejsca w Sejmie partia Jarosława Kaczyńskiego miałaby o 50–60 mandatów mniej niż obecnie – i tu nic się od miesięcy nie zmienia.
To samo badanie pokazuje, że blisko 69 proc. wyborców PiS jest zadowolonych, że zagłosowało na tę partię i jest to współczynnik o wiele większy niż w przypadku jakiegokolwiek innego ugrupowania. Następna w kolejności Nowa Lewica ma takich wyborców niespełna 41 proc., KO – 39 proc., Konfederacja WiN 36 proc. Z kolei 64 proc. wyborców Konfederacji uznaje, że nie jest to ich idealne ugrupowanie, ale głosują na „mniejsze zło”. Dla PiS ten współczynnik jest z kolei najniższy – jedynie 31 proc.
Co z tego wynika? Pierwszy wniosek to ten, że elektorat PiS jest najbardziej pozbawiony krytycyzmu wobec wybranego przez siebie ugrupowania, czyli – najbardziej betonowy. Drugi wniosek może być taki, że na Konfederację głosuje spora część byłych wyborców PiS, którzy są PiS tak bardzo rozczarowani, iż wybierają wariant relatywnie ich zdaniem lepszy, choć nieidealny.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
