W socjologii nauki istnieje pojęcie "refleksu Semmelweisa" – jest to termin opisujący odruchową tendencję do odrzucania nowych dowodów, wiedzy lub pomysłów, które stoją w sprzeczności z ustalonymi normami, przekonaniami lub paradygmatami. Mechanizm ten jest napędzany przez strach przed utratą status quo oraz skłonność do ignorowania faktów niezgodnych z własnym światopoglądem.
Historia Ignaza Semmelweisa to jedna z najsmutniejszych opowieści w dziejach medycyny. Semmelweis pracował w szpitalu w Wiedniu, w którym istniały dwie kliniki położnicze – Oddział I, obsługiwany przez lekarzy i studentów medycyny, na którym śmiertelność z powodu "gorączki połogowej" wynosiła ponad 10–15 proc., oraz Oddział II, obsługiwany przez położne, gdzie śmiertelność wynosiła zaledwie 2 proc. Semmelweis zaobserwował, że lekarze i studenci często przychodzili na porody bezpośrednio po przeprowadzaniu sekcji zwłok, nie myjąc po niej rąk, położne natomiast nie miały kontaktu ze zwłokami. W 1847 r. Semmelweis nakazał studentom mycie rąk w roztworze chlorowanego wapna. Efekt był natychmiastowy – śmiertelność na Oddziale I spadła drastycznie, niemal natychmiast zrównując się z oddziałem położnych.
W nagrodę za sprzeciw "aktualnie obowiązującej nauce" Semmelweis został zwolniony, wyśmiany i ostatecznie trafił do zakładu psychiatrycznego, gdzie zmarł w wyniku zakażenia rany po pobiciu przez strażników.
W Polsce sądy lekarskie masowo odbierają prawo do wykonywania zawodu lekarzom, którzy mieli odwagę głosić opinie przeczące oficjalnej narracji, propagowanej przez przemysł farmaceutyczny. Lekarze niepokorni karani są za "głoszenie opinii sprzecznych z aktualnie obowiązującą nauką" – Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie wniósł o ukaranie dr. n. med. Zbigniewa Martyki, obwiniając go o to, że "publicznie propagował postawy antyzdrowotne poprzez publikację własnych poglądów i wypowiedzi niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną", mimo że dr Martyka złożył wnioski dowodowe w postaci 700 badań naukowych (w tym tych najwyższej jakości, czyli randomizowanych oraz metaanalizy), które potwierdzają prawdziwość każdego z jego słów.
W czerwcu do Sejmu trafił rządowy projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego, roboczo nazywany "lex szarlatan" przez jego zwolenników, a przez przeciwników "lex Big Pharma", który w deklaracjach ma wzmocnić ochronę pacjentów przed praktykami pseudomedycznymi i dezinformacją medyczną, ale – jak zauważają krytycy – jego szeroka i nieprecyzyjna definicja dotknie nie tylko oszustów, lecz także zielarzy, akupunkturzystów, homeopatów, dietetyków, specjalistów medycyny chińskiej/tradycyjnej czy osoby promujące suplementy lub naturalne metody wsparcia zdrowia, co mocno ograniczy wolność wyboru pacjentów w zakresie metod leczenia.
Współczesny lekarz "niepokorny" mierzy się z potężnymi siłami – medycyna, która powinna opierać się na dowodach i być obiektywna, bazuje na badaniach finansowanych przez producentów leków. Lekarz kwestionujący te badania jest oskarżany o działanie na szkodę pacjenta, nawet jeśli podpiera się niezależnymi metaanalizami. Przemysł farmaceutyczny finansuje nie tylko badania, lecz także system kształcenia lekarzy oraz publikacje w prestiżowych pismach. To tworzy zamknięty obieg informacji. Odejście od procedury, nawet jeśli lekarz uważa, że to lepsze dla pacjenta, jest najprostszym punktem zaczepienia dla Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.
