Spadek spożycia alkoholu jest wyraźny i dotyczy to wszystkich kategorii. Skumulowany spadek od 2019 r., kiedy spożycie było najwyższe wyniósł 15,3 proc. Zgodnie z danymi, całkowite spożycie alkoholu w 2025 roku spadło o ponad 5,5 proc. z poziomu 8,8 do 8,3 l w przeliczeniu na czysty alkohol.
Konsumpcja piwa obniżyła się do 81,7 litra na mieszkańca z 85,9 litra rok wcześniej, a spożycie win i miodów pitnych spadło do 4,9 litra z 5,4 litra. Z kolei spożycie wódek, likierów i innych napojów spirytusowych w przeliczeniu na 100-procentowy alkohol do 3,2 litra z 3,4 litra.
– Ostatnie dane dot. spadków spożycia alkoholu nie są anomalią, choć spadek jest bardzo istotny. W mojej ocenie wpływ na to ma wyraźna zmiana pokoleniowa i kulturowa. Młodsze pokolenie ma zupełnie inne podejście do alkoholu. Chodzi przede wszystkim o trend NoLo, a więc no alcohol. Młodsze pokolenie wiąże to z lepszą kondycją i modą na fit życie, czyli takim, gdzie nie ma miejsca na alkohol. W efekcie bezalkoholowe produkty zyskują coraz większa popularność. To również sygnał dojrzałości polskiego konsumenta. Pijemy rzadziej, kierując się jakością. Odchodzimy od kultury picia i tradycji picia, bo to staje się niemodne. Taka inicjatywa społeczeństwa jest najbardziej skuteczną formą walki z alkoholem. Ponosimy gigantyczne kwoty z tytułu walki z alkoholem. Z punktu widzenia szeroko rozumianego zdrowia publicznego należy to promować i wspierać wszelkie trendy ograniczające spożycie– tłumaczy Anna Dela, ekspertka zdrowia publicznego.
Spada konsumpcja alkoholu
Dane oznaczają, że spożycie napojów spirytusowych wróciło do poziomu z 2016 roku. Z kolei spożycie piwa aktualnym poziomie, ostatni raz zanotowano w 2005 roku. Od maksimum w 2018 roku spożycie piwa sukcesywnie się obniża – skumulowany spadek przekroczył 18 proc. Warto dodać, że obecny rok dla branży piwowarskiej może być jeszcze gorszy, bowiem w pierwszym półroczu 2026 r. sprzedaż piwa alkoholowego spadła aż o 11,9 procent.
– Pierwsza połowa tego roku nie napawa optymizmem. Spadek sprzedaży piwa alkoholowego na poziomie prawie 12 proc. pokazuje, w jak trudnej sytuacji znajduje się branża piwowarska w Polsce. Źródeł jest kilka, przede wszystkim światowy trend NoLo czy Better for You, które coraz skuteczniej przekładają się na zachowania konsumpcyjne Polaków. Nie bez znaczenia są też kwestie ekonomiczne: piwo jest produktem bardzo wrażliwym cenowo, a jego cena detaliczna wzrosła w ostatnich latach o ponad 40 proc. – tłumaczył Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie.
Rynek piwa spada nieprzerwanie już ósmy rok. W latach 2018 – 2025 w rynku ubyło ponad 7,5 mln hl, co odpowiada rocznej produkcji trzech średniej wielkości browarów. Jednocześnie wysokie wzrosty piw bezalkoholowych nie są w stanie zatrzymać dramatycznie pogłębiającej się dekoniunktury w branży, z którą związane jest 85 tysięcy miejsc pracy od rolnictwa, przez handel i gastronomię, po logistykę. Produkcja piwa odpowiada za około 0,56% polskiego PKB i każdego roku zasila finanse publiczne miliardami złotych z tytułu podatków i składek.
Sejm chce dokręcić śrubę
Warto dodać, że najnowsze dane nakładają się na debatę polityczną oraz procedowane w parlamencie projekty dotyczących rynku napojów alkoholowych – od zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, przez propozycję odejścia od obowiązującej mapy akcyzowej, po rozszerzenie stosowania opłaty cukrowej i podniesienie podatku VAT dla zerówek. Pomysłodawcy przekonują, że radykalne przepisy sprawią, iż spadnie spożycie alkoholu. Tyle, że – jak pokazują najnowsze dane – to już się dzieje.
– Jestem mocno za tym, aby zerówki były zerówkami, a więc powinny zawierać 0,0 proc. alkoholu. Uważam jednocześnie, że powinno być długofalowe działanie, aby produkty bezalkoholowe były odrębną linią sprzedażową, ale to się nie zadzieje z dnia na dzień. Zakazywanie grubą kreską zerówek, czy pokazywania tych produktów nie jest dobrym podejściem. To musi być proces, ale w tym momencie negowanie trendu odchodzenia od alkoholu nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie chcemy chyba efektu, że wrócimy do picia ryzykownego i spożywania większych ilości alkoholu. Jeśli nie będziemy uświadamiać społeczeństwa, że są alternatywy, to może to spowodować, ze wrócimy do poziomów spożycia alkoholu sprzed lat – ocenia Anna Dela, ekspertka zdrowia publicznego.
Jednocześnie warto zaznaczyć, że zwiększyła się dostępność ekonomiczna wszystkich rodzajów alkoholi. Jednak tak wyraźne spadki spożycia wskazują, że nie jest to już kryterium decydujące, ponieważ konsumenci kupują mniej alkoholu, choć teoretycznie mogliby pozwolić sobie na więcej. To może oznaczać, że w odczuciach nabywców alkohol już jest drogi, co w połączeniu z innymi trendami przynosi spadek zainteresowania zakupami alkoholu.
