W 2025 roku codziennie po alkohol sięgało niespełna 5 procent mieszkańców Unii Europejskiej powyżej 16 roku życia – wynika z danych Eurostatu, które przytacza "Puls Biznesu". Raz w tygodniu pił co piąty (19,2 proc.) dorosły Europejczyk, raz w miesiącu – niespełna co czwarty (21,8 proc.). Rzadziej niż raz w miesiącu po alkohol sięgało 20,7 proc. Europejczyków. Zero alkoholu w życiu lub 2025 roku wypiło 33,5 procenta badanych.
Okazuje się, że Polska należy do unijnych liderów pod względem spadku spożycia alkoholu. "W porównaniu z badaniem z 2022 r. nad Wisłą (podobnie jak w całej UE) zmniejszyły się grupy przyznających się do częstego picia. Odsetek osób sięgających po alkohol codziennie należy w naszym kraju do najniższych we wspólnocie (mniej, bo 0,4 proc., jest tylko na Litwie)" – wskazuje "PB".
Dane te przekładają się również na wpływy do budżetu. W tym roku wpływy z podatku od wyrobów spirytusowych są bowiem wyraźnie niższe od zakładanych. Na koniec czerwca fiskus pozyskał z niego 3,9 mld zł, tymczasem rok wcześniej było to 4,5 mld zł. Roczny plan wpływów z tej opłaty w połowie roku zrealizowano zaledwie w 31 proc.
Rząd odwróci trend?
Dane Eurostatu są oczywiście powodem do radości. Niedawno o spadku spożycia alkoholu w Polsce informował także GUS. Problem w tym, że rząd planuje zmiany, które mogą uderzyć w zmieniające się postawy Polaków. Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Teoretycznie ma on przyczynić się do spadku spożycia alkoholu w Polsce, ale patrząc na jego zapisy, można mieć w tej sprawie poważne wątpliwości.
Wnioskodawcy nie chcą np. włączyć zapisów zakazujących sprzedaży "małpek", które przyczyniają się do zwiększenia uzależnienia od alkoholu, ale jednocześnie projekt ustawy jest pełen przepisów wymierzonych w tzw. piwa zero, a więc bezalkoholowe. W projekcie ustawy słowo "bezalkoholowe" i jego odmiany pojawiają się 36 razy, "piwo" 26 razy, a "wódka" jeden raz, co wywołuje kontrowersje i stawia pytania o rzeczywisty cel projektodawców.
Uderzenie w "zerówki"
Podczas dyskusji w Sejmie posłowie wprost wskazywali, że projekt uderza w branżę piwowarską i piwa bezalkoholowe, ale za to całkowicie pomija kwestię tzw. małpek, czyli mocnych alkoholi w małych opakowaniach, które są silnie uzależniające. W efekcie, jak mówili, byłby to ogromny paradoks, gdyby w ustawie antyalkoholowej uderzono w piwa bezalkoholowe, po które sięgają Polacy, a oszczędzono mocne alkohole w postaci "małpek".
Lekarze i terapeuci od lat wskazują, że głównym problemem w Polsce są mocne alkohole, których symbolem stały się "małpki", a więc małe butelki wysokoprocentowego trunku dostępne w każdym sklepie i kupowane od rana. Tymczasem projekty skupiły się na walce z piwem bezalkoholowym. W przyjętym przez podkomisję projekcie znalazły się pomysły tak radykalne, że wprowadzając je Polska nie tylko trafiłaby do grupy krajów z najbardziej antyalkoholową polityką, ale dodatkowo rozpoczęlibyśmy krucjatę walki z piwem na skalę nieznaną na innych rynkach.
Warto zauważyć, że od 2018 r. spada spożycie piwa, ale rośnie piwa bezalkoholowego, co oznacza, że trudno tu mówić o przypadku, ponieważ ułatwiają one odejście od alkoholu. Takie zrównanie alkoholu i piw bezalkoholowych może doprowadzić do wyhamowania trendu odchodzenia od alkoholu, jeśli zamienniki będą gorzej dostępne i rozpoznawalne.
W Polsce rośnie jednak trend konsumencki – NoLo (no alcohol/low alcohol) – polegający na świadomym ograniczaniu lub całkowitej rezygnacji z alkoholu na rzecz napojów bezalkoholowych (0,0 proc.) lub niskoalkoholowych (do 1,2 proc.). W efekcie sprzedaż piw bezalkoholowych w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich siedmiu lat o ponad 250 proc. Aż 97 proc. Polaków spróbowało piwa bezalkoholowego, zaś 62 proc. konsumentów sięga po nie regularnie. Polska jest trzecim największym producentem piw 0 proc. w Europie. Nasz kraj, razem z Niemcami i Hiszpanią, odpowiada za 68 proc. europejskiej produkcji "zerówek".
Wyniki badań jednoznacznie pokazują, że piwo bezalkoholowe jest narzędziem wspierającym politykę zdrowotną, polegającą m.in. na ograniczaniu szkód wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu. Eksperci zauważają, że wzrost popularności piw bezalkoholowych to część szerszego trendu odchodzenia od alkoholu na rzecz zdrowszych alternatyw.
Zamiast więc walczyć z piwem bezalkoholowym, państwo powinno się raczej zastanowić nad tym, jak mądrze wspierać ten trend a nie niszczyć segment i branżę, która od lat inwestuje w rozwój sektora, który przyczynia się do spadków spożycia alkoholu. Tymczasem zamiast tego, rząd niedawno przyjął projekt nowelizacji ustawy o VAT, który wprowadza 23 proc. stawkę VAT na określone napoje bezalkoholowe, zawierające co najmniej 20 proc. soku owocowego, warzywnego lub owocowo-warzywnego. Zmiana obejmie m.in. napoje bezalkoholowe i napoje z dodatkiem kofeiny lub tauryny. Zgodnie z projektem, stawka VAT wzrośnie z 5 proc. do 23 proc.. w obrocie handlowym oraz z 8 proc. do 23 proc. w gastronomii na wybrane napoje bezalkoholowe zawierające co najmniej 20 proc. soku owocowego, warzywnego lub owocowo-warzywnego.
