Chodzi o umowy dotyczące wierzytelności, jakie PKOl miał wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Pierwszą zawarto 16 kwietnia 2024 r. z Agnieszką Piesiewicz. Opiewała na 535 tys. dolarów, czyli według ówczesnego kursu prawie 2,2 mln zł. Ze strony PKOl podpisali ją skarbnik Grzegorz Kotowicz i sekretarz generalny Marek Pałus – informuje "Rzeczpospolita".
Kilka dni później zawarto dwie kolejne umowy – z Ewą Bachańską, żoną obecnego prezesa Polskiego Związku Koszykówki Grzegorza Bachańskiego, oraz spółką Massimo Found. Dotyczyły odpowiednio 700 tys. zł i 3 mln zł. Łącznie PKOl uzyskał w ten sposób ponad 5,8 mln zł.
Prokuratura przygląda się umowom
Według "Rzeczpospolitej" umowy są jednym z wątków śledztwa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku dotyczącego podejrzenia nieprawidłowości finansowo-gospodarczych w PKOl, Polskim Związku Koszykówki i Polskiej Lidze Koszykówki.
"Nie udzielamy szczegółowych informacji na temat ustaleń śledztwa. Potwierdzam jedynie, że taki wątek jest częścią tego śledztwa" – przekazał prok. Mariusz Marciniak.
PKOl tłumaczy, że celem operacji była poprawa płynności finansowej przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu. Komitet zapewnia, że Agnieszka Piesiewicz występowała jako osoba prywatna i nie otrzymała żadnego wynagrodzenia. "PKOl otrzymał 100 proc. kwoty objętej umową, a p. Agnieszka Piesiewicz nie otrzymała z tytułu zawarcia umowy żadnego wynagrodzenia" – poinformował komitet. Tak samo miało być w przypadku dwóch pozostałych podmiotów.
Nieoprocentowana pożyczka?
Radca prawny Robert Nogacki ocenia, że pod względem ekonomicznym rozwiązanie przypominało nieoprocentowaną pożyczkę pomostową. "Skoro komitet dostał 100 proc., a druga strona nie wzięła wynagrodzenia, to ekonomicznie była to nieoprocentowana pożyczka pomostowa" – stwierdził.
Według prawnika PKOl mógł w ten sposób uniknąć zapłaty 20-30 tys. dolarów odsetek. Zwrócił jednak uwagę na nietypowy charakter sytuacji, w której rodzina prezesa finansuje kierowaną przez niego organizację. "Tu ktoś oddał czas za darmo, a w organizacji żyjącej z publicznego zaufania pytanie 'dlaczego za darmo' jest ważniejsze niż pytanie 'ile'" – podkreślił.
Prokuratura bada okoliczności umów, ale na obecnym etapie samo prowadzenie śledztwa nie przesądza, że doszło w tym przypadku do przestępstwa.
Czytaj też:
Korzeniowski oskarża byłego prezydenta o naciski na szefa PKOl. Duda: Apeluję o opamiętanie Czytaj też:
Areszt dla Piesiewicza. Jest ruch obrony
