Codzienne felietonyPowiesić Janosika

Powiesić Janosika

posiedzenie sejmu debata
posiedzenie sejmu debata
Dodano 32
GŁOS WOLNY | Nikt chyba w świecie polskiej polityki nie opanował tak doskonale techniki strzelania sobie w stopę jak PiS. W tej konkurencji politycy partii rządzącej są absolutnymi i niedoścignionymi mistrzami. Dopiero gdzieś, daleko, na drugim miejscu majaczy pan Ryszard ze swoją wesołą kompanią.

Najnowszy strzał padł w dniu, gdy parlament z wielkim szumem przegłosował, a prezydent podpisał tak zwaną podwyżkę kwoty wolnej od podatku. Tak zwaną, ponieważ dla jednych to podwyżka, dla innych – brak zmian, a dla jeszcze innych całkowita likwidacja kwoty wolnej. Czyli w rezultacie podwyżka podatku. Nawet jeśli niewielka, to sprzeczna z wyraźną obietnicą Beaty Szydło, że podatki podwyższane nie będą, za to podwyższona zostanie kwota wolna – dla wszystkich i w ciągu 100 pierwszych dni.

Tego dnia do studia TVN 24 BiS dotarł wicepremier Morawiecki i tam dopadło go pytanie o poselską kwotę wolną, wynoszącą ponad 30 tysięcy złotych. Tu, żeby nikt nie zarzucił manipulacji, wyjaśnijmy, że formalnie rzecz biorąc – nie jest to kwota wolna, ale konsekwencja tego, że posłowie, poza wynagrodzeniem, otrzymują też dietę, a ta z mocy prawa opodatkowana nie jest. Stąd właśnie owe 30 tys. z groszami. Oczywiście z praktycznego punktu widzenia nie ma to znaczenia. Posłowie otrzymują w sumie około 12 tys. złotych brutto (nie licząc pieniędzy na biuro), a od 30 tys. nie płacą podatku dochodowego.

Otóż zapytany o tę sprawę wicepremier Morawiecki – czempion najuboższych i pogromca „bogaczy” – najpierw przez kilkadziesiąt sekund wił się niemiłosiernie, unikając odpowiedzi, po czym, dociśnięty, stwierdził: „Posłowie i senatorowie wykonują bardzo ciężką pracę dla nas wszystkich i od mniej więcej dwudziestu lat nie mieli żadnej regulacji wynagrodzenia”.

Przeczytajmy to jeszcze raz: posłowie i senatorowie, szczególnie ci z partii rządzącej, którzy co chwila mówią przed kamerami, że „bogacze” muszą się podzielić z biedniejszymi, wykonują w ten sposób „bardzo ciężką pracę” i dlatego trzeba im pozostawić nieopodatkowane 30 tys. Dobrze by było, gdyby każdy, kto na nowej kwocie wolnej straci, zapamiętał sobie dokładnie ten wywód Mateusza Morawieckiego: posłowie, drogi podatniku, którzy zabrali ci kwotę wolną, wykonali w ten sposób pracę tak ciężką, że trzeba im pozostawić nieopodatkowane diety.

Powie ktoś, że jest przecież w Polsce wiele grup cieszących się takimi czy innymi przywilejami fiskalnymi. Górnicy, rolnicy, mundurowi, czemu więc mielibyśmy mieć pretensję akurat do posłów? Powód jest prosty: bo to oni decydują i uzasadniają, kto ma płacić więcej, a kto mniej. A skoro wymagają od innych, aby dokładali więcej, i tworzą zmuszające ich do tego prawo – nie ma powodu, żeby nie zaczęli od siebie. Tym bardziej że odpowiednie projekty już były. Bardzo konsekwentny był w tej kwestii klub Kukiz ’15. No, ale przecież posłowie wykonują „bardzo ciężką pracę”. Muszą przeczytać przekazy dnia, następnie stanąć przed kamerą i je wyrecytować – mówiąc odpowiednio o tym, jak PiS jest wspaniały lub jak straszliwą wprowadza dyktaturę.

Krzywdzę tu, rzecz jasna, tę mniejszość poselską, która naprawdę uczciwie pracuje. Na podstawie moich obserwacji szacuję ją na około jednej czwartej liczby posłów, czyli jakieś 120 osób. I tylu spokojnie można by pozostawić, oszczędzając rocznie przynajmniej kilkanaście milionów.

Jednak decyzja o podwyższeniu kwoty wolnej dla wybranych oraz ta i inne wypowiedzi Morawieckiego (który w memach kolportowanych przez wolnościowców zaczął już występować w chińskim mundurku jako „Maowiecki”) mają jeszcze jedną wspólną cechę: mieszczą się w strategii rządu PiS, który nie tylko na poziomie decyzji, ale także planów i retoryki wysyła do dwóch grup wyborców klarowne przesłanie.

Najgorzej sytuowanym sygnalizuje, że są dla niego oczkiem w głowie, głównym przedmiotem troski i zainteresowania, że będą dopieszczani, że o nich będzie się dbać. Że teraz oni są w centrum uwagi, że są solą ziemi.

Odwrotne przesłanie jest kierowane do „bogaczy”, przy czym w rozumieniu polityków PiS „bogaczem” jest już osoba względnie dobrze sytuowana, czyli – wziąwszy pod uwagę jej życiowe możliwości – zaledwie średniak. Prawdziwych krezusów to przesłanie nie dotyczy, bo oni, jak wiadomo, zawsze znajdą sposoby, żeby nie podlegać reżimowi podatkowemu. Otóż tym średniakom – ludziom, którzy zdołali zgromadzić jakieś oszczędności, nie martwią się o przeżycie kolejnego miesiąca, nie żyją z miesiąca na miesiąc – PiS mówi od miesięcy: „Musicie oddać część tego, co macie. Dużą część. Nie jesteście dla nas ważni, nie obchodzicie nas, i tak sobie poradzicie. Państwo przez nas rządzone nie jest dla was i nie ma dla was żadnej propozycji”.

Od objęcia rządów politycy PiS – wliczając w to prezydenta Andrzeja Dudę – nie wykonali w kierunku tej grupy żadnego gestu. Nie usłyszeliśmy z ich strony ani jednego ciepłego słowa, skierowanego do wykwalifikowanych specjalistów, menadżerów, ludzi wolnych zawodów. W pisowskiej perspektywie te kilkaset tysięcy najaktywniejszych, najlepiej zarabiających ludzi jawi się jako rodzaj pasożytów, a w najlepszym wypadku dojnych krów, które trzeba solidnie wycisnąć, żeby dać biednym.

Stoi za tym oczywiście polityczna kalkulacja: skoro to nie nasz elektorat, to nie mamy powodu się nim przejmować. Uprawiając radosne rozdawnictwo, kupimy sobie głosy ludu, a tamci przecież z głodu nie umrą. A że nie pojadą na zagraniczne wakacje, nie zmienią samochodu, nie poślą dziecka do wybranej niepublicznej szkoły albo nie dokończą budowy domu – nic wielkiego się nie stanie.

Otóż jest to kalkulacja błędna. Po pierwsze dlatego, że jest w całkowitej sprzeczności z założeniami, które w innych miejscach głosił sam Morawiecki. Ważną rolę w jego planie odgrywały oszczędności obywateli jako jedno ze źródeł inwestycji. Te oszczędności mają zaś jedynie średniacy, a nie elektorat, któremu PiS chce się przypodobać. Co więcej, polityka dojenia średniaków jako „bogaczy” jest również wyborem cywilizacyjnym. Ta grupa ludzi w okresie III RP zdołała – wbrew przeciwnościom – zgromadzić jakieś, na ogół skromne, zasoby, które mogłaby przekazać swoim dzieciom. A to podstawa kiełkowania klasy średniej: ludzie dochodzą do takich pieniędzy, że są w stanie przekazać coś potomstwu. Coś własnego, innego niż dług hipoteczny. Czy to będzie kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy oszczędności, czy mieszkanie, czy jakaś inwestycja przynosząca zysk – obojętne. Polityka fiskalna, którą zaczął uprawiać PiS, zniszczy te zasoby. Zostaną zabrane i rozdane. Żeby jakoś to uzasadnić, Morawiecki wspomina, że „trzeba w Polsce zbudować dopiero klasę średnią”. Czyli – sygnalizuje – ci, którzy dziś się za taką uważają, to jacyś oszuści, pasożyty, a nowa klasa średnia powstanie dzięki transferom i będzie wierna PiS. Otóż – nie. Na transferach klasy średniej się nie zbuduje.

Po drugie – kalkulacja jest błędna, ponieważ najubożsi nie są ani elektoratem szczególnie aktywnym, ani wiernym. Wyborczy walor programu 500 Plus jest nikły. Nabyte uprawnienia są uważane za coś oczywistego, czego nikt już nie zabierze, więc nie ma potrzeby wspierania akurat tej partii, która je przyznała.

Po trzecie wreszcie – średniacy nie byli może w masie wyborcami PiS, ale i takich była część. Jeszcze inna część oddała władzę PiS, pozostając w domach. PO nagrabiła sobie tak, że może nie byli w stanie zagłosować na ugrupowanie Kaczyńskiego, ale postanowili dać mu szansę wstrzymaniem się od głosu.

Prawo i Sprawiedliwość powinno pamiętać, dlaczego przegrało wybory w 2007 roku. Stało się tak za sprawą niezwykłej mobilizacji przeciwników. To może się powtórzyć. Średniaków przeciw PiS zmobilizuje nie tylko fakt, że ich portfele znacząco schudną, ale i wspomniana retoryka, zahaczająca momentami o pogardę i otwartą wrogość. Bardzo dobrze zresztą przyjmowana przez twardych wyborców PiS. Średniacy to nie tylko sami podatnicy, ale też ich rodziny. W sumie zapewne nie około 600 tys. najlepiej zarabiających, ale kilka razy więcej ludzi. To są osoby świadome swoich pieniędzy i z zasady dbające o nie bardziej niż ci, którzy mają niewiele. Osoby, które do swojej kruchej pozycji doszły własnym wysiłkiem, a teraz słyszą, że nie są ważni – chyba że jako źródło dochodów dla budżetu.

Ich mobilizacja przeciwko PiS wydaje się dzisiaj pewna. Dorzućmy do tego porzucenie sprawy frankowiczów, a dostaniemy być może około dwóch milionów wkurzonych wyborców. Z których zdecydowana większość pójdzie do urn.

PiS postanowił zapisać się w historii jako Janosik. Tymczasem rośnie grupa tych, którzy jak najprędzej chcieliby widzieć zbójnika powieszonego za poślednie żebro.

 32
  • Anna P IP
    Pensje posłów powinny być na tyle wysokie aby nie opłacało im się kombinować na boku. Uważam za bzdurne twierdzenie, ze poseł powinien żyć jak uczy. W skali ogólnej budżetu narodowego ich pensje to kropla w morzu, natomiast posłowie są całym morzem dla budżetu i sytuacji gospodarczej państwa. Autor artykułu rozwodzi się nad sprawą, która nie istnieje. No ale jak nie będzie pisał, to… nie zarobi. Ale jak już pisze, chciałabym aby pisał do rzeczy.
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Marek IP
      Pomoc socjalna powinna być kierowana do ludzi, którzy mimo sowich wszelkich wysiłków nie są w stanie sami sobie poradzić. Ale w Polsce jest także duża grupa ludzi, którzy nie mają ochoty pracować, nie chce im się kształcić. Mają żal do Unii Europejskiej, do PO do Żydów, do bogatszych, do sąsiadów. I pojawia się partia, która im mówi my o was zadbamy. Zabierzemy trochę waszym nieco bogatszym sąsiadom, zamkniemy aferałów z PO i damy wam. Tak po prostu. No to potem na nich głosują. Kwota wolna od podatków może być dużą zachętą do większej przedsiębiorczości, ale musi być znacznie znacznie wyższa. Woleli dać 500+. Oczywiście zabrali te pieniądze innym obywatelom, bo pensje posłów pozostały bez zmian.
      Dodaj odpowiedź 1 1
        Odpowiedzi: 0
      • Średniak IP
        Mnie przeraził artykuł Karnowskiego "Czy niskie podatki są najważniejsze? Polska potrzebuje dziś większej redystrybucji, a nie mniejszej"

        Otóż to wezwanie do realizacji programu Gyurcsány Plus. Wystarczy porównać podatki, całkowite wpływy i wydatki Polski i Węgier, by zobaczyć wpływ takich działań na gospodarkę i POZIOM ŻYCIA OBYWATELI. Węgry w 2004 były o 50% BOGATSZE od Polski.

        Warto zauważyć, że Węgry Orbana nie rozwijają się szybciej niż Polska: wydatki budżetowe Węgier są wciąż większe, niż w Polsce. Polska nie powinna na ślepo kopiować rozwiązań węgierskich.

        Wracając do postulowanego przez Karnowskiego programu Gyurcsány Plus dla Polski: Karnowski jest KOMPLETNYM IGNORANTEM lub co gorsza, wie że Gyurcsány Plus będzie szkodzić Polsce, ale jemu pozwoli dorwać się do tortu publicznych pieniędzy. Chce byśmy pili szampana jego ustami!
        Dodaj odpowiedź 11 4
          Odpowiedzi: 0
        • 'areq IP
          uwierzcie prosze,z pensji dziennikarza ciagle stojacego w rozkroku bardzo trudno wyzyc... no a teraz jeszcze to opresyjne panstwo,tragedia,tra ge dia !!!
          Dodaj odpowiedź 6 6
            Odpowiedzi: 1
          • Robin IP
            Nie przestaje mnie zadziwiać ten lament nad gnębieniem tych, którzy dobrze sobie radzą finansowo i dalej sobie radzić będą. Są w ten sposób bardziej widoczni od najbiedniejszych.
            Dodaj odpowiedź 10 13
              Odpowiedzi: 0
            • Człowiek_afera IP
              Paradoksalnie rozdawnictwo PiS i jego hołubienie ludzi najbiedniejszych wcale nie spowoduje, że będzie im lepiej. Takie wydawanie kasy to utrwalacz biedy. Mam wrażenie, że postępowanie PiS-u to jakiś rodzaj promowania biedy, windowania jej do rangi jakiegoś szlachetnego przymiotu. Jak mamy stać się społeczeństwem bogatym skoro majętność wg PiS-u to stan podejrzany, wstydliwy a czasami nawet obrzydliwy. Oczywiście posłowie mogą być majętni..."bo ciężko pracują".
              Dodaj odpowiedź 33 36
                Odpowiedzi: 0
              • franek IP
                A inaczej mysli spoleczenstwo,ktergo zarobki nie sa wysokie....Przeciez to pierwsz krok....
                Dodaj odpowiedź 33 9
                  Odpowiedzi: 0
                • Historia magistra vitae IP
                  A ja się obawiam, że Morawiecki to Kaczmarek bis; taki "z drugiej strony" - ostatnio udało się z dekomunizacją, teraz przyszedł czas na gospodarkę, gdzie nikt nie spodziewa się uderzenia (zgodnie z logiką "jak nie kijem go, to pałką"; charakterystyczne dla "nieznanych przełożonych" od dawien dawna). Jakoś nie sądzę, żeby nie zdawał sobie sprawy, że jeszcze chwila, a rząd przez niego upadnie.
                  Dodaj odpowiedź 6 36
                    Odpowiedzi: 0
                  • erythnul IP
                    Dobrze, że zbudowała się ta Partia Wolność. Młodzi ludzie, wolnorynkowi i konserwatywnym światopoglądzie. Będzie na kogo zagłosować.
                    Dodaj odpowiedź 23 43
                      Odpowiedzi: 0
                    • Polak Michał IP
                      Treść została usunięta
                      Dodaj odpowiedź 8 42
                        Odpowiedzi: 0
                      • rozczarowany Morawieckim IP
                        Dziękuje za ten tekst. Teraz rozumiem Pana decyzję o przejściu do ,,Do Rzeczy" z nawiedzonego i irracjonalnego ,,W Sieci".
                        Dodaj odpowiedź 46 12
                          Odpowiedzi: 0
                        • wigilius IP
                          Czyżby warzecha liczył że nie będzie płacił podatku za rządu PiS ? To nie platforma czy psl i teraz wszyscy płacą, nie ma kolesiostwa .
                          Dodaj odpowiedź 41 31
                            Odpowiedzi: 1
                          • gosciu IP
                            Ja bym się raczej pochylił nad tym faktem, że cywilizowanym rzekomo kraju, który nieustannie się rozwija od ponad 25 lat - przyjęte bardzo ograniczone (sprzeczne z zapowiedziami) rozwiązanie kwoty wolnej od podatku (zyskują ci, którzy zarabiają rocznie poniżej 11 tys.) oznacza koszt dla budżetu ~1 mld PLN. jak to się stało, że mamy taką bidę, dlaczego ~95% Polaków jest w pierwszym progu podatkowym
                            Dodaj odpowiedź 45 2
                              Odpowiedzi: 0
                            • Daniel IP
                              Panie Łukaszu, w polityce gdzie się człowiek nie odwróci tam dupa. Już się tym tak zmęczyłem, że ręce opadają. Każdy kto doczłapie się do sejmu zamienia się w niezbyt sprytnego egoistę. Gdyby oni poza napychaniem kasy i robieniem swoich układów czasami pomyśleli o Kraju byłoby jeszcze jako tako, ale nie. Każdy myśli, że jest jeszcze 459 posłów i ktoś musi tam pracować. Niestety nawet jak pracuje te 30% to słabo.
                              Dobrze że nie jestem dziennikarzem zajmującym się polityką, bo obawiam się, że na jakiejś konferencji mógłbym nie wytrzymać zmienić się w berserka i posłów pochlastać długopisem:)
                              Dodaj odpowiedź 54 5
                                Odpowiedzi: 0
                              • Czytelnik IP
                                Co Panie Warzecha, PIS nie spełnił pana ambicji w dorwaniu się do publicznej kasy? Teraz próbuje Pan stawać w kolejce po aprobatę Marcinkiewicza. Chciały Pan aby wszystko zostało spełnione przez PIS w ciągu jednego roku? Z taką narracją, doskonale sie Pan nadaje jako tuba w GOWNIE wyborczym u MICHNIKA.
                                Dodaj odpowiedź 48 38
                                  Odpowiedzi: 3

                                Czytaj także