Nieszczęście w szczęściu
  • Piotr GabryelAutor:Piotr Gabryel

Nieszczęście w szczęściu

Dodano:   /  Zmieniono: 14
Powszechny Zakład Ubezpieczeń oraz Polski Fundusz Rozwoju podpisały umowę z UniCredit, właścicielem Banku Pekao, przewidującą nabycie pakietu akcji na kwotę ponad 10 mld zł.
Powszechny Zakład Ubezpieczeń oraz Polski Fundusz Rozwoju podpisały umowę z UniCredit, właścicielem Banku Pekao, przewidującą nabycie pakietu akcji na kwotę ponad 10 mld zł. / Źródło: PAP / Adam Warżawa
Czym jest szczęście w nieszczęściu, z grubsza wiadomo. A czym jest nieszczęście w szczęściu? Czymś takim, jak – nie przymierzając – odzyskanie dla Polski, nie przez polską i prywatną, lecz przez polską i zdominowaną przez państwo spółkę PZU SA (pospołu z państwową instytucją – Polskim Funduszem Rozwoju), niegdyś polskiej, a przez ostatnich kilkanaście lat włoskiej, ale prywatnej spółki – Banku Pekao SA. Czyli akt repolonizacji połączony z aktem nacjonalizacji.

Albowiem, z jednej strony – i to jest to szczęście z określenia „nieszczęście w szczęściu” – to powód do ogromnej dumy i radości. PZU wespół z PFR odzyskało bowiem dla Polski wielki bank – drugi pod względem wielkości w naszym kraju, kontrolujący 10 proc. polskiego rynku usług bankowych. Od tej pory Bank Pekao, na tyle, na ile to możliwe w warunkach gospodarki wolnorynkowej, będzie się kierował polskim interesem narodowym (w taki sam sposób, jak niemieckie banki kierują się niemieckim interesem narodowym, a włoskie – włoskim). Będzie np. z większą troską, nawet w czasach tak głębokiego kryzysu, jak ostatni, starał się finansować polskie przedsiębiorstwa. A na dodatek zysk z jego działalności (ostatnio zazwyczaj ponad 2 mld zł rocznie) nie będzie transferowany za granicę – pozostanie w Polsce i będzie służył rozwojowi naszej gospodarki.

Ale  – i to jest właśnie owo nieszczęście z określenia „nieszczęście w szczęściu” – ten medal ma także drugą, odmiennie, niepokojąco wyglądającą, stronę. Otóż Bank Pekao, teraz już jako na powrót polski bank państwowy, w dodatku bardzo duży bank, wręcz – jak na nasze warunki – ogromny, bo drugi pod względem wielkości, a na dokładkę drugi obok największego, i także państwowego banku PKO BP, z pewnością może – nie musi, ale, podkreślam: może – być w przyszłości, i to nieodległej, jednocześnie powodem do zmartwień.

Zmartwień dla klientów banków, na przykład z powodu narzucania przez polityków bankom państwowym obowiązku finansowania przez nie przedsięwzięć ważnych z punktu widzenia politycznego, ale ekonomicznie nieopłacalnych (choćby wspierania bankrutujących kopalń). A to z pewnością powodowałoby wzrost kosztów działalności tych banków i pociągało za sobą próby przerzucania tych rosnących kosztów na klientów – biorących w nich kredyty i odkładających oszczędności. Nadto, skoro Bank Pekao i PKO BP będą kontrolowały w sumie aż 30 proc. naszego rynku usług bankowych, nie da się przecież także wykluczyć nieformalnych porozumień między owymi państwowymi gigantami – jak się nietrudno domyślić, z opłakanym skutkiem dla wszystkich, których dotkną konsekwencje słabnącej konkurencji między bankami. Tym bardziej, że już wskutek wcześniejszych działań koncentracyjnych na rynku usług bankowych, w ciągu ostatnich pięciu lat bankowe marże kredytów konsumpcyjnych wzrosły – według NBP – aż o 4 punkty procentowe: z 5 do 9 proc.!

No, chyba że autorzy najnowszego nieszczęścia w szczęściu, czyli repolonizacji i jednoczesnej nacjonalizacji Banku Pekao, z wicepremierem Mateuszem Morawieckim na czele, mają w zanadrzu plan sprywatyzowania tego banku z udziałem wyłącznie polskiego kapitału, co – dobrze wiem – nie jest takie proste, ale nie jest też przecież niemożliwe. Mają?

Źródło: DoRzeczy.pl
 14
Czytaj także