PROSTO ZYGZAKIEM Jak wiadomo, sukces zazwyczaj ma wielu ojców, natomiast porażka jest zwykle sierotą, której ojca i matki próżno szukać, a jeśli już koniecznie trzeba ich odnaleźć, to raczej trudno się obejść bez śledczego.
I właśnie tak rzecz się ma z gigantycznym lotniskiem w Radomiu, przed którego budową w takiej skali ostrzegali właściwie wszyscy znawcy rynku lotniczego, których ówcześni – ci sprzed kilku lat – zwolennicy (nie tylko radomskiej) gigantomanii na każdym kroku zbywali ogólnikami, wyśmiewając ich brak wiary w powodzenie tego przedsięwzięcia. Ówcześni zwolennicy gigantomanii, którzy ze swego umiłowania dla rzeczy wielgachnych nawet nazwę dla radomskiego portu wybrali mało trzymającą kontakt z ziemią, ponieważ nazwali je Lotniskiem Warszawa-Radom, choć Radom od Warszawy dzieli… ponad 100 km! No i teraz, gdy wszyscy oni zapadli się pod ziemię, próbuje ich odszukać Prokuratura Regionalna w Lublinie.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
