No i ogłoszono. Co? Dobre pytanie: Czy w dzisiejszym świecie ktoś pamięta jeszcze to, co działo się w zaprzeszłą sobotę? Przypominamy więc o namaszczeniu Przemysława Czarnka na przyszłego premiera z PiS. A także o naszej wcześniejszej informacji, że mimo pole position Lucjusza Nadbereżnego – Czarnek walczy. No i wywalczył.
Ciekawa rzecz. Jak donoszą nam rozmaici prominentni członkowie PiS, którzy nie stawili się w Krakowie na ceremonii namaszczenia, obecność na tej imprezie nie była obowiązkowa. Wielu więc wybrało spacer. A niektórzy spośród nich – oglądanie różnych wywiadów Morawieckiego w internetach.
Oczywiście stał się cud – każde namaszczenie w sumie jest takim małym cudem. Naraz Przemysławowi Czarnkowi wydłużyło się nazwisko. Otóż w mediach patriotycznych stał się „profesorem Przemysławem Czarnkiem”. Świeżo odnaleziona gorliwość – jak zwykle zabawna.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
