Zgodnie z dokumentem "Wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2026-2030" średnia inflacja w 2027 roku wyniesie 2,5 proc. Rząd opracowując budżet na przyszły rok bazuje na danych opracowanych właśnie w tej analizie. Tam również zapisano, że podwyżki w sferze budżetowej będą równe poziomowi inflacji. W praktyce oznacza to, że realnych podwyżek w budżetówce nie będzie. Sytuacja budzi obawy związków zawodowych.
– Potrzebujemy odbudować kadry w sektorze finansów, pilnie potrzebujemy nowych pracowników w wymiarze sprawiedliwości i służbach mundurowych. To można zrobić przez zwiększenie wynagrodzeń – ocenił rzecznik Forum Związków Zawodowych Grzegorz Sikora.
Co więcej, według założeń rządu, wynagrodzenia w przyszłym roku wynagrodzenia w gospodarce narodowej wzrosną o 6 proc. Tym samym pracownicy sfery budżetowej będą pokrzywdzeni w stosunku do zatrudnionych w sektorze prywatnym.
Pracownicy ZUS walczą o podwyżki
Protest w ZUS trwa od środy 29 kwietnia i przybrał formę okupacji centrali w Warszawie przez przedstawicieli 12 organizacji związkowych. Decyzja o zaostrzeniu działań zapadła po braku postępów w rozmowach z pracodawcą. – W końcu powiedzieliśmy: dość – podkreślała Anna Sudoł z NSZZ "Solidarność" w ZUS, wskazując na rosnące niezadowolenie pracowników z warunków pracy i płacy.
W proteście uczestniczy kilkadziesiąt osób. Część z nich nocuje w budynku. – Spaliśmy na krzesłach – relacjonowała Ilona Garczyńska ze Związkowej Alternatywy.
Protest ma także wymiar ogólnopolski. Pracownicy w oddziałach ZUS w całym kraju symbolicznie wspierają akcję, m.in. wychodząc przed budynki w trakcie przerw. Związkowcy zapowiadają, że pozostaną w centrali do czasu osiągnięcia porozumienia i przedstawienia konkretnych decyzji dotyczących wynagrodzeń.
Czytaj też:
"To jest oczywiste". Od lipca możliwe podwyżki cen gazuCzytaj też:
Podwyżka drugiego progu podatkowego. Tusk głównym hamulcowym?
