FelietonyTym razem to Giertych ma rację

Tym razem to Giertych ma rację

Dodano

Niezmiernie rzadko przychodzi mi zgodzić się z Romanem Giertychem. Gdy słyszę jego diagnozy polityczne przypomina mi się fraza wygłoszona przez sprzątaczkę klubu „Tęcza” z barejowskiego „Misia”: - Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział!

Jednak uciekając od polskiej zarazy, gdzie kryterium słuszności jest nie to, co kto mówi, lecz kto co mówi, trzeba jasno powiedzieć: Roman Giertych ma sto procent racji, gdy tłumaczy powody głosowania PiS przeciw legalizacji uboju rytualnego. Tak, głównym motywem tej politycznej – powtórzmy: politycznej – decyzji była pamięć po zdechłym kocie Aliku. To osobisty sentyment Jarosława Kaczyńskiego zdecydował, że najpopularniejsza w tym momencie partia zagłosowała wbrew interesom krajowej gospodarki, a także wbrew własnemu interesowi politycznemu.

- 23 kraje ubój rytualny akceptują, a w Polsce ze względu na Alika nie – drwił Giertych. I nie miał racji tylko w podaniu nieprecyzyjnej liczby, bowiem o wiele więcej państw akceptuje tę formę uboju. W tym wielu naszych konkurentów gospodarczych. Takich jak Francja, Niemcy, Holandia. Teraz ci i tak bogatsi od nas obywatele tych krajów zarabiają na eksporcie przetworzonej wołowiny, tam gdzie jeszcze niedawno Polska była obecna ze swoimi wyrobami. Ale cóż, bardziej liczy się dla nas gest estetyczny. Bo nie etyczny – ubój przemysłowy nie jest bardziej humanitarny. Mówią o tym sami przeciwnicy uboju rytualnego, jak np. aktywiści Animals. Poza tym z jakichś powodów do pięknoduchów przeciwnych ubojowi rytualnemu nie dociera informacja, że zwierzęta z Polski będą przewożone do krajów, gdzie owa procedura nie jest zakazana. Na pewno nie pojadą pulmanami pierwszej klasy! Wreszcie kolejna kwestia etyczna – a co z tysiącami ludzi i ich rodzinami, którzy stracą pracę? Słychać argument, że pracowali w branży niemoralnej. Tyle, że to można zarzucić każdemu. Dziennikarzowi i urzędnikowi też trzeba odebrać prawo do wykonywania pracy, bowiem zużywają papier. Czyli przyczyniają się do wycinki lasów tropikalnych i zagłady mieszkańców tamtejszych ekosystemów. O kierowcach i użytkownikach pojazdów mechanicznych szkoda gadać: koszmarnie zanieczyszczają atmosferę, a na dodatek w wypadkach komunikacyjnych w samej Polsce giną tysiące ludzi. Wszystko da sprowadzić się do absurdu.

Wróćmy do obiektu drwin Giertycha. Takiej jednomyślności jak przy uboju rytualnym nie było w PiS nawet w czasie głosowań aborcyjnych. Dlaczego teraz była? Ze wzmożenia moralnego? Nie, ze zwykłego lizusostwa. Dwóch posłów, którzy zagłosowali za legalizacją – Jana K. Ardanowskiego i H. Kowalczyka – spotyka teraz szykanowanie i towarzyski ostracyzm. Przykład dał sam prezes nie witając się z Ardanowskim podczas uroczystości na Jasnej Górze. Warto tu zaznaczyć, że Ardanowski był doradcą Lecha Kaczyńskiego ds. rolnictwa, w Kowalczyk był wiceministrem rolnictwa. Zatem mają orientację w temacie.

Podobnie dzieje się z kilkoma posłami PiS, którzy wstrzymali się od głosu. Np. z Janem Dziedziczakiem, bo on będąc posłem z Kaliskiego, gdzie przemysł masarski jest ważną branżą, boi się teraz pokazać swoim wyborcom. I słusznie, bo nie tego wyborcy oczekiwali od PiS.

Słychać teoryjki o tym, że dzięki temu PiS zdobędzie miłość przejętych losem zwierząt mieszczuchów. Wszak większość Polaków jest przeciw ubojowi rytualnemu. Problem w tym, że raczej nikt nie podejmie decyzji na kogo głosować tylko z tego jednego powodu. Zresztą do wyborów jest daleko, więc lemingi wzruszone „humanitarnym” gestem Kaczyńskiego sto razy zdążą o tym zapomnieć. Za to pracownicy przemysłu mięsnego, ich rodziny, rolnicy, którzy „wtopili” pieniądze w kilkuletni cykl hodowli zwierząt rzeźnych, będą pamiętali, przez kogo zabrakło im pieniędzy na szkolną wyprawkę dla dziecka.

Czytaj także

 0

Czytaj także