FelietonyLewicowy gabinet osobliwości

Lewicowy gabinet osobliwości

Dodano

Wielkie i niezwyczajne rzeczy dzieją się na polskiej lewicy. Nim się człowiek obejrzał, szeregi odnowionego SLD pod przywództwem Leszka Millera opuścił Ryszard Kalisz. Okazało się, że Kalisz był nielojalny, a swoją pozycję budował – cytuję – na dystansowaniu się wobec jedynej słusznej partii lewicowej i zerkaniu tęsknym okiem  w stronę partii jeszcze słuszniejszej. Choć, przyznam, coraz większe kłopoty mam z ustaleniem, co na lewicy słuszne.

No bo kto mi wytłumaczy, jak to jest, że Lech Wałęsa ledwo stwierdził, iż posłów homoseksualistów należy sadzać w ostatnim rzędzie w Sejmie, a już został zaproszony na kongres SLD przez Millera. Jak to? Słowa Wałęsy, które niczym błyskawica obiegły świat, raz na zawsze wypalając mu piętno globalnego homofoba, tak mimo uszu puścił lider polskiej lewicy? Leszek Miller miał więcej współczucia i empatii dla starego Wałęsy niż jego własny syn, który publicznie ojca zrugał? Trzeba przyznać, że wizja Lecha Wałęsy, legendarnego przywódcy „Solidarności”, który wprost po ataku na homopropagandystów przybywa z odsieczą na spotkanie największej polskiej partii lewicowej, jest jednak cokolwiek groteskowa.

Ale na tym nie koniec. W tym wyścigu na to, kto jest bardziej osobliwą lewicą, Miller dał się wyprzedzić Januszowi Palikotowi. Ten drugi bowiem, niegdyś pasowany na mesjasza nowej lewicy – nowej, czyli z zachodnim sznytem i ściegiem, upstrzonej gejami, feministkami, radykałami i radykałkami, profesorami od ekologii i profesorkami od postępu – pierwszy wykonał zwrot, przepędzając z zastępów Wandę Nowicką, reprezentantkę ruchów aborcyjno-kobieco-otwartościowo-europejskich. Palikot tak się przy tym zapędził, że nawet zasugerował tkwiące rzekomo w Nowickiej podświadome pragnienie bycia ofiarą gwałtu. Nie odstraszyło to jednak od Palikota największego polskiego Europejczyka – Aleksandra Kwaśniewskiego. Niestety, obu tym mężom wyraźnie zdają się nie sprzyjać niebiosa. Nie tylko bowiem rychło okazało się, że lider Ruchu Palikota nie może liczyć na ruchy kobiece, ale też wnich samych nastąpił złowieszczy ferment.

Pamiętam, jak jeszcze całkiem niedawno dziennikarze dwoili się i troili, dowodząc, że kongresy i ugrupowania kobiece wniosą spokój oraz ład w życie publiczne, że kobiety inaczej niż mężczyźni potrafią różnić się pięknie i dyskutować w sposób kompetentny, że – słowem jednym – nadzieja cała na lepsze państwo w rękach pań spoczywa. Lecz złowrogi czerw polskiej kłótliwości i płeć piękną jadem dotknął. Zanim Kongres Kobiet bitwę o Polskę wygrał, w rozsypkę poszedł, a dwie jego diwy i twarze, Jolanta Kwaśniewska i Henryka Krzywonos, tyły podały.

Takiż to los nieszczęsnej lewicy, raz w tę i raz we w tę miotanej, raz homofobicznej, raz homoprzyjaznej. Wygląda na to, że mimo nawoływań i odezw „Krytyki Politycznej” Polacy wciąż nie dorośli i okupacja prawicy dalej będzie lud nad Wisłą ciemiężyć. O zgrozo!

 0

Czytaj także