– Z ustaleń biegłych wynika, że do zabójstwa Krzysztofa Leskiego doszło w wyniku zadania rany ciętej szyi – poinformował dziś w rozmowie z Polsat News prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. 34-letni mężczyzna, podejrzany o zamordowanie dziennikarza przyznał się do popełnienia tego czynu, ale odmówił składania wyjaśnień.
"Po zabójstwie udał się w podróż"
Prokurator Łapczyński przekazał Polsatowi, że Leski i Łukasz B. znali się od jesieni ub. roku. – Spotkali się na terenie jednej z placówek medycznych w Warszawie. Podejrzany zamieszkał u pokrzywdzonego. Jak ustalono, po dokonaniu zabójstwa podejrzany wyjechał z Warszawy i udał się w podróż po Polsce. Był w kilku miastach. W Krakowie zgłosił się do policjantów patrolujących teren Rynku Głównego – wyjaśnił rzecznik warszawskiej prokuratury.
Śledczy czekają na opinię końcową biegłych po sekcji zwłok, która ma pojawić się w ciągu kolejnych dwóch miesięcy. Ustalane są wciąż szczegółowe okoliczności śmierci Leskiego. Wstępnie wiadomo, że w zdarzeniu nie brała udziału żadna inna osoba.
– Jedną z pierwszych czynności w ramach tego postępowania, jaką zleci prokurator, będzie przeprowadzenie badań psychosomatycznych podejrzanego, by ustalić w chwili czynu był on osobą poczytalną. To standardowa procedura, ale w tym przypadku pojawiły się okoliczności, które mogą uzasadniać takie tezy – zaznaczył prok. Łapczyński
Przypomnijmy, że do zabójstwa Krzysztofa Leskiego doszło w sylwestrową noc. 6 stycznia 34-letni mężczyzna zgłosił się do policjantów patrolujących krakowski rynek i oznajmił, że dokonał zbrodni.
Dziś, 9 stycznia, Krzysztof Leski, były reporter i korespondent m.in. "Gazety Wyborczej" i BBC skończyłby 61 lat.
Czytaj też:
Krzysztof Leski został zamordowany. Ostatni, poruszający wpis dziennikarza przed śmiercią
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
