Otóż widać z przebiegu zdarzeń, głównie lockdownowych, że kto jak kto, ale mały biznes straci na pewno. Dorżnięty lockdownami, które coraz to omijają duże korporacje i sieci, bo przecież gdzieś kupić jedzenie trzeba, mali przedsiębiorcy mrą samotnie i w pojedynkę, przechodząc na zasiłkowe tarcze, jak mają szczęście. Jak już pisałem – można to zauważyć po półkach sklepowych. Ich asortyment skurczył się do „niezbędnych, istotnych produktów”, bez kilometrowych stoisk serów czy maseł w padających już hipermarketach. Dziś królują Biedronki i Żabki, góra Lidle, z ograniczoną propozycją towarów. W dodatku dostarczają je wielkie firmy produkujące dla sieci, których klamek pojedynczy rolnik czy producent nawet nie pocałuje. Za każdym z takich nieobecnych serów stoi padły producent. Pracodawca i prawdziwy podatnik („duzi” w Polsce raczej podatków nie płacą, mali niech tylko spróbują…).
System ewoluuje tak, że rosną nam dwaj główni pracodawcy – państwo i korporacje. Po małym biznesie pojawia się pustka, którą wypełnia „nowy reset rynku”. Tak jak we Włoszech, gdzie upadłe knajpy (te wybrane) przejmuje mafia. Niewybrane padają, a te wybrane przechodzą na mafijną franczyzę. Giuseppe dalej tam gotuje i podaje, ale nie jest już właścicielem, choć figuruje na szyldzie jako gwarant byłej jakości. Nie ma marży tylko co najwyżej pensję. Ile padniętych biznesów przejmą teraz korporacje, wypełniając wybrane branże swoimi sieciami?
W związku z tym zanika klasa średnia. Podstawa wolnej społeczności. Istnieje już tylko biznesowo-państwowa oligarchia i masy, bez szczebla pośredniego. Ludzie ze społecznych dołów nie mają możliwości przebicia się bez zaakceptowania istniejących oligarchicznych reguł awansu i bez zgody oligarchii. Zamiast awansu będzie możliwa jedynie kooptacja. A więc świat się będzie rozwarstwiał i utykał w gęstniejącej gipsowej formie dwójpodziału.
Klasa średnia, która widać, że już odchodzi, odgrywała wielką rolę. Dawała masom legalną nadzieję na zmianę, awans do wyższej ligi. Była przystankiem na drodze do awansu ku wymarzonej oligarchii, ale takim, w którym całe życie spędzało gros aktywnego społeczeństwa. Dziś bez tej społecznej fazy pośredniej będzie już tylko jeden wybór – zniewolenie klas najniższych albo rewolta. Czyli zastój albo ślepy bunt.
Pamiętajmy, że ludzie na swoim – rolnik czy przedsiębiorca – to ludzie wolni. Z własnością, kapitałem, pomysłem na biznes i energią. Opędzają się przed państwem daninami, ale w duchu są wolni, choć system ich ściga jako główne źródło podatkobrania. Ale jak już wykombinują, jak przeżyć, to państwo może im nagwizdać. W przeciwieństwie do tych, coraz liczniejszych, którzy po koronawirusowych lockdownach wylądowali na garnuszku państwa.
Pamiętajmy, że klasa średnia łączyła w sobie dwie ważne rzeczy – nie była roszczeniowa jak doły, ale też wiedziała, że do swej pozycji doszła dzięki ciężkiej pracy, a nie układom oligarchów. I tym samym była konstruktywnym katalizatorem zmian. Widziała bowiem po drodze swej społecznej drabiny wszelkie systemowe przeszkody do wzrostu, pragnęła więc je zawsze usuwać. Ale dla wszystkich, a nie dla siebie – tym różniła się od oligarchii.
I teraz ten element powoli znika. A więc zwiększa się pula niewolnych obywateli, zależnych od państwa i korporacji. Pogłębiają się różnice społeczne sprowadzające się do dwóch rozłącznych ekstremów: bogaczy i pariasów. Zanikają systemowe mechanizmy doskonalenia się ustroju, do tej pory oliwione przez awans społeczny zanikającej klasy średniej. W kwestii organizacji państwa będzie zastój, bo spocznie ono w formalinie gęstniejących i degenerujących się układów klientelizmu.
No i będziemy mieli po jednym gatunku sera. Twardego i miękkiego. I taki właśnie wybór. Nasze wnuki będą to uważały za normalność, a nasze czasy rozpasanego wyboru za jakiś ewenement w dziejach ludzkości. Fanaberię, za którą zapłaciliśmy wchodząc na nieubłaganą ścieżkę postępowego Nowego Świata.
Wszystkie wpisy na blogu „Dziennik zarazy”.
