Ceny surowców szybko rosną, ponieważ Iran ogłosił blokadę cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. jedna piąta światowego handlu ropą i gazem, w tym cały eksport LNG z Kataru. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ostrzegł, że będzie strzelał do tankowców próbujących przepłynąć tym jedynym morskim szlakiem z krajów Zatoki Perskiej.
Wstrząs dla europejskich rynków
Teraz natomiast przekazano informacje o wstrzymaniu produkcji gazu. Był to cios, który natychmiast odbił się na notowaniach surowców. W poniedziałek QatarEnergy – największy producent LNG na świecie – wstrzymał produkcję po ataku dronów na instalacje w Ras Laffan i obiekty w Mesaieed Industrial City. Dzień później firma rozszerzyła decyzję także na inne produkty, m.in. mocznik, polimery, metanol i aluminium. Wystarczyła sama informacja – wzmocniona groźbą blokady transportu przez Cieśninę Ormuz – by ceny energii skoczyły o 50 proc. w Europie i 39 proc. w Azji.
Choć około 80 proc. katarskiego gazu trafia do Azji, a do Europy mniej niż 20 proc., skutki decyzji Dohy mogą być dla Starego Kontynentu odczuwalne. Katar odpowiada za około 20 proc. globalnego rynku LNG, a co piąty transport przechodzi przez Ormuz. Spadek ruchu tankowców w tym rejonie – według Anadolu aż o 86 proc. – podsyca obawy o ciągłość dostaw.
"Europa może zostać trafiona rykoszetem"
Eksperci nie mają wątpliwości: nawet jeśli Europa nie jest głównym odbiorcą katarskiego LNG, może zostać wciągnięta w spiralę rosnącej konkurencji o dostępne wolumeny.
– To jednak nie oznacza, że Europa nie odczuje skutków wstrzymania produkcji przez Katar. W zależności, jak długo potrwa przerwa, rosnąć będzie konkurencja między importerami z Azji i Europy na rynku spotowym. To przełoży się na ceny. W tym kontekście Europa może zostać trafiona rykoszetem – podkreśla analityk Tymon Pastucha, analityk Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych.
Dr Szymon Kardaś, analityk European Council on Foreign, stwierdził, że najbardziej dotknięte będą rynki azjatyckie, zwłaszcza Bangladesz, Indie i Pakistan, ale również Chiny.
Rynek już dziś jest napięty, a prognozowana nadpodaż LNG ma pojawić się dopiero w latach 2027–2028. Szybkie zastąpienie katarskich dostaw jest mało realne, a rosnące koszty frachtu i problemy z transportem dodatkowo komplikują sytuację. Na razie ceny reagują na ryzyko, nie na realne braki surowca. Jeśli jednak napięcia w Zatoce Perskiej się przedłużą, europejscy odbiorcy mogą boleśnie odczuć skutki decyzji Kataru.
Czytaj też:
Padają pytania o kryzys paliwowy. Grabiec: Płacą wam w rublach?Czytaj też:
Rynek energii w szoku. Gospodarka Europy wytrzyma miesiąc?
