Dobrze opiekujemy się polskimi lasami

Dobrze opiekujemy się polskimi lasami

Dodano: 
Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych
Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych / Źródło: Lasy Państwowe
Z Andrzejem Koniecznym, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych rozmawia Łukasz Zboralski

Łukasz Zboralski: Jak pan widzi Lasy Państwowe za 10, 20 lat?

Andrzej Konieczny: Lasy Państwowe mają już sto lat. I przez te sto lat ciągle się zmieniały. Ktoś powiedział, że w życiu stałe są tylko zmiany. To dotyczy również lasów. Z jednej strony zachodzą i będą zachodzić zmiany przyrodnicze. Z drugiej – gospodarcze. Najważniejsze jest to, że za 10, 20, 50 czy nawet 100 lat powierzchnia lasów w Polsce nie zmniejszy się. Zachowamy przynajmniej ten poziom, który mamy obecnie. Jednak wciąż dążymy do zwiększania powierzchni leśnej. Bo to oznacza bezpieczeństwo ekologiczne, przyrodnicze, gospodarcze. Szukamy nowych gruntów, które moglibyśmy zalesić. Wiadomo, że kraj ma ograniczoną powierzchnię, więc to jest wyzwanie. Kiedy dobiegła końca II wojna światowa, mieliśmy w Polsce 65 tys. km2 przestrzeni leśnych. Dziś zbliżamy się do 95 tys. km2. Lasy pokrywają niemal trzecią część kraju.

Ponieważ coraz mniej działek do zalesienia pozostaje, będzie chyba coraz trudniej zwiększać zalesienie powierzchni kraju?

Lasy Państwowe aktywnie działały na rzecz wzrostu powiększania zasobów leśnych. Przypomnijmy, że od zakończenia II wojny światowej podnieśliśmy lesistość kraju o połowę. Jeszcze w latach 1995-2004 zalesialiśmy przeciętnie 10 tys. ha rocznie. Okoliczności zmieniły się zasadniczo po wejściu Polski w struktury UE. Rosnące ceny gruntów rolnych, płatności dla rolnictwa, zmiana kierunku dystrybucji gruntów z zasobu własności rolnej Skarbu Państwa spowodowały, że LP przestały otrzymywać grunty do zalesień.

Polska wieś przechodzi głębokie przemiany. W gospodarstwach indywidualnych dawne pola zamieniają się samorzutnie w lasy, choć formalnie to nadal role czy łąki. III cykl Wielkoobszarowej Inwentaryzacji Stanu Lasu, finansowanej przez LP, wykazał, że uwzględniając samorzutne zalesienia na gruntach rolnych możemy mówić o lesistości kraju sięgającej 33 proc. Lesistości w gęsto zaludnionym kraju nie zdołamy podnosić bezustannie. Pamiętajmy też, że nie możemy się porównywać z takimi krajami jak Szwecja, czy Finlandia, bo tamte kraje oprócz tego, że są duże, to jeszcze mało zaludnione.

LP działają nadal na rzecz zwiększania lesistości – jesteśmy w zasadzie jedynym, realnym dostawcą sadzonek (tanich) do zakładania upraw leśnych. Z mocy przepisów o PROW opracowujemy plany zalesień dla rolników, którzy chcieliby skorzystać z dotacji. A na mocy ustawy o lasach nadleśnictwa świadczą nieodpłatne doradztwo dla prywatnych właścicieli lasów. A las w Polsce posiada przeszło milion rodzin.

Lasy są ważnym ogniwem gospodarczym w kraju. Czy ich udział w gospodarce może być jeszcze bardziej znaczący? Czy ta rola – ze względu na proekologiczne postawy ludzi, na nowe regulacje na poziomie unijnym – będzie jednak ograniczana?

Lasy Państwowe mają dużą siłę gospodarczą. Dziś jest to sektor, który daje ok. pół miliona miejsc pracy w branży leśno-drzewnej. A w rozwoju terenów niezurbanizowanych leśnictwo i gospodarka leśna mają udział kluczowy.

Z drugiej strony mamy te różnego rodzaju rozważania przyrodnicze. Myślę, że z Komisją Europejską, która wspiera polityką prośrodowiskową, uda nam się porozumieć w koncyliacyjny sposób. M.in. dlatego, że do momentu wejścia do UE prowadziliśmy – tak jak obecnie – zrównoważoną gospodarkę leśną. W momencie wejścia do Unii okazało się, że powstawały tzw. shadow listy obszarów chronionych. Te propozycje zgłaszane przez organizacje trzeciego sektora stały się podstawą do wyznaczenia sieci Natura 2000. Zwróćmy na to uwagę. Oto obszary, gdzie gospodarował od pokoleń leśnik – sadził, dbał i pozyskiwał drewno – okazały się wówczas tak wartościowe, że aż 38 proc. z nich zostało włączone do tej sieci. Czyż to nie jest pozytywna recenzja tego, co robimy?

Potrzebny jest nam dialog z organizacjami pozarządowymi. Taki, który będzie rzeczywistym dialogiem, a nie stawianiem żądań. Jako przykład mogę podać sprawę Puszczy Białowieskiej. Kompromis w tym przypadku organizacje pozarządowe widzą tak, że cała puszcza ma zostać parkiem narodowym. To gdzie tu jest kompromis? To jest tylko żądanie. Tymczasem w sprawie puszczy decyzja nie zależy tylko od leśników. Leśnicy nigdy nie byli, nie są i nie będą przeciwni tworzeniu nowych form ochrony przyrody. Jednak w sprawach wyznaczania granic parków narodowych czy innych obszarów chronionych decyzja zależy od rady gminy oraz potrzeb lokalnych mieszkańców.

Najgorętszym tematem jest pozyskiwanie drewna. Ludzie zauważają wycinki i są one dla nich mocno frustrujące. Czują, że coś im się zabiera. Jak połączyć taką gospodarkę pozyskiwania drewna – którego w krajowej gospodarce potrzebujemy i sporo zużywamy – z dbałością o środowisko. Czy to są działania rozłączne?

Zacznijmy od pojęcia „wycinki”. Wycinka to trwałe pozbawienie drzew na gruncie i oznacza trwałe wylesienie. My ścinamy drzewa, pozyskujemy drewno, ale w to miejsce w ciągu maksymalnie 5 lat sadzimy kolejne pokolenie lasu. Rozmiar pozyskania drewna to efekt trwałego użytkowania i wynik dobranego do okoliczności przyrodniczych sposobu rębni. W ten sposób LP są odporne na koniunktury i zapewniają stabilne dostawy drewna na rynek. Pozyskujemy znacznie mniej drewna niż co roku przyrasta. Dlatego zwiększa się nie tylko obszar, ale też zasobność lasów, czyli mówiąc najprościej, ilość drewna w lesie. W połowie lat 40. XX w. było to 850 milionów metrów sześciennych. Dziś to 2,6 miliarda, trzykrotnie więcej! Jak to możliwe? Wzrost powierzchni lasów to jedno. Daleko większe znaczenie ma powściągliwe użytkowanie. Odnawialny surowiec, który corocznie opuszcza polskie lasy, to jedynie ok. 70 proc. tego, co każdego roku w nich przyrasta. Według ustawy o lasach prowadzenie gospodarki leśnej i pozyskanie drewna w ramach takiej gospodarki jest dopiero na piątym miejscu. Leśnik nie ma prawa pozyskać więcej drewna niż wynika to z planów uzgadnianych również w ramach regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. To są bezpieczne poziomy.

Czy dojdziemy do takiego momentu w Polsce, że Lasy Państwowe nie będą dla organizacji ekologicznych przeciwnikiem tylko partnerem. Jak to osiągnąć? Ma pan jakiś pomysł?

Chcemy z rozmawiać z organizacjami pozarządowymi. Natomiast taka forma rozmowy, jaką widzieliśmy latem, gdy zorganizowana grupa wymalowała klejem na wejściu dyrekcji napis „Nie tnijcie” i dmuchawą naniosła na to wióry drewna, nie jest odpowiednia. Nie na tym polega kompromis i nie na tym polega rozmowa. To nie jest droga do porozumienia.

Czy łatwiej jest wam rozmawiać z lokalnymi społecznościami, które też czasami są zaniepokojone tym, że ubywa drzew, gdzie były np. od 50 lat?

Znacznie częściej spotykamy postawę akceptacji dla użytkowania lasu i pozyskiwania drewna. Wśród oponentów słyszymy natomiast byle nie działo się to w okolicy, gdzie dana osoba mieszka. To zjawisko, które Anglosasi określają akronimem NIMBY (Not In My Back Yard - nie na moim podwórku), dotyczy nie tylko spraw leśnych, ale wszelkich przejawów życia. Jesteśmy coraz bardziej egoistami i hipokrytami. Ma być przyjemnie, ładnie, szybko, tanio, ale tak, żebyśmy nie widzieli, w jaki sposób ten efekt jest osiągany. Cenimy drewniane meble, zwracamy uwagę na certyfikaty zrównoważonej gospodarki leśnej na produktach, nie chcemy masowej deforestacji w Ameryce Południowej czy Azji. Jednocześnie oburzamy się, że „rabunkowo” wycięto, zgodnie z planem urządzenia, hektar lasu w naszym sąsiedztwie, zresztą do szybkiego odnowienia. Wiemy, że trzeba ściąć drzewo, by wyprodukować coś z drewna. Ale skoro już leśnik musi to zrobić, niech tnie „gdzieś indziej”, nie za moim oknem! Oczywiście „gdzieś indziej” też ktoś mieszka, bo żyjemy w gęsto zaludnionej Europie, i historia się powtarza. Nie ma tu prostych recept. Musimy cierpliwie tłumaczyć, wyjaśniać, wskazywać te zależności, odwoływać się do przykładów ze świata, podkreślać naprawdę zrównoważony charakter gospodarki leśnej, znaczenie jej i produktów z drewna dla klimatu.

Być może najpoważniejsze wyzwania stojące przez Lasami Państwowymi dotyczą kwestii społecznych oczekiwań względem leśnictwa i gospodarki leśnej. Z jednej strony szereg współczesnych trendów, jak moda na ekologię, życie w zgodzie z naturą, wykorzystanie naturalnych materiałów, zdrowe formy aktywności fizycznej i turystyka krajoznawcza, sprzyja promocji leśnictwa. Wręcz stwarza okazję do zaprezentowania i uświadomienia społeczeństwu korzyści, jakie niewątpliwie czerpie ogół ze zrównoważonej gospodarki leśnej oraz polskiego modelu leśnictwa. Z drugiej strony coraz słabszy realny kontakt wielu osób z przyrodą, w połączeniu z silnym dziś (zwłaszcza w komunikacji internetowej) nurtem antyintelektualnym, emocjonalnym, kwestionującym wszelkie autorytety, sprzyja upowszechnianiu się poglądów infantylizujących i antropomorfizujących przyrodę.

Zakończmy optymistycznie. Skoro mówi pan, że lasów nie będzie w przyszłości mniej, to znaczy, że Polacy będą mieli co najmniej tyle samo miejsc, w których zawsze będą mogli spacerować, zbierać grzyby, runo leśne…

Tak jest, tak będzie! Staramy się pozyskiwać nowe grunty rolne, żeby powiększać zasoby leśne. Wierzę głęboko, że wspólna polityka leśno-społeczna, która się krystalizuje w ramach Komisji Europejskiej, pozwoli na rozwój gospodarczy państw UE. Warto bowiem dopowiedzieć, że Finlandia, Szwecja, Francja, Niemcy i Polska to jest piątka państw w Unii, która dostarcza najwięcej drewna na unijny rynek. Jeśli to drewno nie będzie pochodzić z tych krajów, to będziemy musieli przywozić niecertyfikowane drewno z krajów, które nie prowadzą zrównoważonej gospodarki leśnej.

Źródło: DoRzeczy
+
 0
Czytaj także