Niepełnosprawni nie mogą żyć z syndromem ocaleńca
  • Marek JurekAutor:Marek Jurek

Niepełnosprawni nie mogą żyć z syndromem ocaleńca

Dodano: 19
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Jakub Kaczmarczyk
Na demonstracjach Ruchu Wypie**alać widzimy czasem wypisany na transparentach dumny, oskarżycielski slogan "dzieci powinny rodzić się z miłości". Owszem, miłość powinna być owocna, zaś przyjęcie dziecka stanowi sprawdzian miłości, również rodziców.

Wiele młodych kobiet przekonało się o fikcji uczuć mężczyzny, który nie zaakceptował dziecka, którego stał się ojcem. I wiele jest sytuacji odwrotnych, gdy kobieta nie chce być matką, bo nie zakładała tak "daleko idących zobowiązań". Z pewnością brakło tam właśnie miłości. Można być wyrozumiałym dla namiętnej i czułej obłudy, której maska spada w takich sytuacjach, ale to na pewno nie powód, by odmawiać dziecku prawa do urodzenia.

Prawo do urodzenia się niepełnosprawnych dotyczy życia konkretnych ludzi, często naszych przyjaciół, takich jak Bawer czy Ignacy. Ludzi częściowo niepełnosprawnych, a jednocześnie najzupełniej dosłownie sprawnych inaczej. Górujących nad rówieśnikami nie tylko wiedzą, ale zaangażowaniem i optymizmem. Inni, podobni do nich młodzi ludzie (podobni w tej niepełnej, a niekoniecznie w tej większej, sprawności) powinni żyć w poczuciu godności i prawa, a nie łaski. Niepełnosprawny człowiek nie powinien nosić syndromu ocaleńca, na który skazują go doktryny "prawa do dysponowania własnym ciałem" "z miłości" i idące za nim aborcyjne ustawodawstwo. Jego wdzięczność za opiekę i miłość bliskich powinna być czysta, a nie skażona i zraniona świadomością (czy pod-świadomością), że jest kłopotem, którego można się było pozbyć, że żyje z łaski.

Jan Paweł II w „Evangelium Vitae” (art. 57, tak często ignorowany przez zapamiętałych abolicjonistów) pisał o różnicy między ochroną życia mordercy, uwalnianego od grozy kary głównej, a nienarodzonego dziecka. Morderca korzysta z miłosierdzia, współczucia pamiętającego o tym, że i on jest człowiekiem. On rzeczywiście powinien resztę życia przeżyć z syndromem ocaleńca, w świadomości, że mogłaby go dotknąć i większa kara (por. Łk 23,41), i że społeczeństwu, które współczuje nawet jemu, winien jest pokorną wdzięczność. Ale „przykazanie «nie zabijaj» ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej”. Dziecko ma prawo się urodzić.

Niestety, jak mawiał biskup Guerra Campos, istotą dzisiejszego kryzysu naszej kultury jest to, że absolutyzujemy wartości względne, a relatywizujemy absolutne. Ale ta cenna konstatacja to jeszcze jeden motyw, by sprawom przywracać porządek, a ludziom prawa – „i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny, który jedynie w absolutnej mocy Bożego przykazania znajduje radykalną obronę przed samowolą i przemocą innych” (EV tamże).

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 19
Czytaj także