Hipokryzja w sprawie „tabletki dzień po”
  • Kamila BaranowskaAutor:Kamila Baranowska

Hipokryzja w sprawie „tabletki dzień po”

Dodano: 29
Bartosz Arłukowicz i Ewa Kopacz
Bartosz Arłukowicz i Ewa Kopacz / Źródło: PAP / Marcin Obara
Gdy na szczeblu unijnym decydowano, że EllaOne, czyli „tabletka dzień po” ma być sprzedawana bez recepty, Polska była przeciwko. Ministrem zdrowia był wtedy Bartosz Arłukowicz, a rządziła Platforma. Później rząd zmienił zdanie, powołując się na względy prawne, nie światopoglądowe

Dawno nie obserwowaliśmy tak zmanipulowanej i pełnej hipokryzji dyskusji jak wokół niedawnej decyzji ministra zdrowia o tym, by środek EllaOne (czyli tzw. tabletka dzień po) był znów dostępny wyłącznie na receptę.

Przypomnijmy, że do kwietnia 2015 roku w Polsce, podobnie jak w kilku innych europejskich krajach (m.in. Niemcy, Węgry, Włochy, Chorwacja) EllaOne wydawane było tylko na receptę.

W styczniu 2015 roku, Komisja Europejska na podstawie wydanej w listopadzie 2014 roku rekomendacji Europejskiej Agencji ds. Leków zdecydowała, że tabletki te w krajach członkowskich Unii powinny być dostępne bez recepty. W kwietniu 2015 roku minister zdrowia w rządzie PO-PSL Bartosz Arłukowicz podpisał stosowne rozporządzenie w tej sprawie.

Dziś Arłukowicz nie kryje oburzenia na decyzję ministra Konstantego Radziwiłła. Na Twitterze napisał, że minister „zgwałcone kobiety zostawia same sobie”. – Ten rząd ma w ogóle problem z kobietami. Najpierw likwidacja in vitro, potem radykalne zaostrzenie aborcji, a teraz postanowił zajrzeć do naszej sypialni – dodawał w TVN24. – Dostępność tej tabletki była przyjęta przez Europejską Agencję ds. Leków i w większości krajów europejskich ta tabletka jest bez recepty – dodał.

Ciekawe, że ten sam Arłukowicz nie dodał, że kiedy Europejska Agencja ds. Leków wydawała swoją rekomendację w sprawie tego, by EllaOne była dostępna bez recepty, Polska w swoim oficjalnym stanowisku była przeciwko. Tak, Polska w której premierem była Ewa Kopacz, ministrem zdrowia Bartosz Arłukowicz, a jego zastępcą Sławomir Neumann.
– Polska była przeciwna tej decyzji, głosowaliśmy przeciwko na posiedzeniu Europejskiej Agencji ds. Leków. Jeżeli będzie zapis o decyzji władz krajowych, to utrzymamy przepis o dostępności na receptę – mówił Polskiej Agencji Prasowej 9 stycznia 2015 roku wiceminister zdrowia Sławomir Neumann.

Kilka dni później, rząd niespodziewanie zmienił zdanie i całą dotychczasową narrację. Ministerstwo nagle zaczęło mówić o „bezwarunkowości decyzji Komisji Europejskiej”.

W obliczu tej niezrozumiałej zmiany stanowiska, Polska Agencja Prasowa zwróciła się do Komisji Europejskiej z pytaniem, jak jest. Rzecznik Komisji ds. zdrowia Enrico Brivio, odpowiedział, że…ostateczna decyzja należy do władz krajów członkowskich.
„Zgodnie z interpretacją KE dotyczącą prawodawstwa farmaceutycznego UE oraz z uwagi na charakter produktu (antykoncepcja), państwa członkowskie są właściwe do ograniczenia sprzedaży poprzez wymaganie recepty, jeżeli uznają to za konieczne” – czytamy w stanowisku KE, przesłanym PAP.

Okazuje się więc, że wbrew temu, co nagle zaczęło twierdzić polskie ministerstwo zdrowia, wystarczyło odpowiednio zmienić krajowe przepisy (nowelizacja ustawy lub uchwalenie nowej), aby utrzymać dostępność EllaOne na receptę. Dokładnie w ten sposób, w kilka dni po ogłoszeniu decyzji Komisji, Europejskiej postąpiły Węgry, gdzie EllaOne do dziś pozostaje na receptę.

Dlaczego zatem resort zdrowia zmienił zdanie, próbując zrzucić wszystko na przepisy unijne? Wiele wskazuje na to, że rząd uległ naciskom środowisk liberalno-feministycznych, które pisały listy otwarte i protesty w tej sprawie. Warto pamiętać, że Ewa Kopacz będąc w roku wyborczym bardzo liczyła na wsparcie tychże właśnie, bliskich jej poglądom, środowisk.

Niemniej, tym co najbardziej uderza z dzisiejszego punktu widzenia jest próba przemilczenia całego wyżej wymienionego kontekstu. Wszystkie teksty, które informowały o decyzji ministra Radziwiłła, by przywrócić EllaOne na receptę nie wspominały, że gdy unijne gremia o tym decydowały, Polska zgłaszała swój sprzeciw.

Sprawa nie była więc tak jednoznaczna, jak dziś się to próbuje przedstawiać. Także w początkowej ocenie ówczesnego kierownictwa resortu zdrowia, czyli Arłukowicza i Neumanna, którzy mieli zmienić zdanie (według obowiązującej wówczas narracji) wyłącznie z powodu „bezwarunkowości decyzji KE”, a nie z powodów światopoglądowych. Jak to się ma do dzisiejszych oskarżeń polityków PO i samego Arłukowicza pod adresem PiS i ministra Radziwiłła o zaglądanie Polakom do sypialni czy chęć pognębienia zgwałconych kobiet?
Rozumiem, że politycy liczą na krótką pamięć obywateli i dziennikarzy, ale dlaczego media tak ochoczo spełniają te oczekiwania?

Źródło: DoRzeczy.pl
 29
Czytaj także