KrajPaństwowe jest piękne?

Państwowe jest piękne?

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Grzegorz Michałowski
Dodano 8

Po ćwierci wieku, gdy ci, którzy zachłysnęli się wszystkim, co prywatne, brali górę – raz mniej, innym razem bardziej – nad tymi, którzy z mniejszym lub większym trudem znosili dyktat prywatnego, wkraczamy w czasy, gdy zwolennicy prywatnego i jego przeciwnicy zamieniają się miejscami. Górę biorą ci, dla których prywatne jest z gruntu gorsze, mniej efektywne, społecznie niesprawiedliwe i – rzecz jasna – mocno podejrzane.

Zamiana miejsc ruszyła na dobre za rządów rzekomego liberała, a faktycznie zakochanego we władzy etatysty Donalda Tuska, który doprowadził do zawłaszczenia połowy oszczędności przyszłych emerytów z ich kont w OFE, wskutek czego ok. 150 mld zł przekazano ZUS, czyli znacjonalizowano. Do dziś nie ma pewności, jaki los spotka pozostałą połowę prywatnych oszczędności przyszłych emerytów, ale wiele wskazuje na to, że aż 25 proc. (ok. 35 mld zł) trafi z OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej, czyli także zostanie upaństwowione, a 75 proc. (ok. 107 mld zł) znajdzie się na „już naprawdę na zawsze” prywatnych indywidualnych kontach emerytalnych przyszłych emerytów. Jednak czy tak się stanie? Czy rząd Beaty Szydło – lub inny – na pewno pohamuje swój apetyt na zawłaszczanie i upaństwowienie także tych prywatnych oszczędności?

To jednak nie wszystko. Przyspiesza bowiem także odwrót od prywatnego w służbie zdrowia. Najpierw, po zaledwie sześciu latach istnienia konkurujących ze sobą o pieniądze pacjentów i zabiegających w ich imieniu o jak najlepsze warunki leczenia publicznych kas chorych, etatysta Leszek Miller – zamiast doprowadzić do powstania prywatnych kas chorych – zlikwidował nawet te publiczne, tworząc w ich miejsce niewydolny państwowy moloch – Narodowy Fundusz Zdrowia. A teraz system ten ma zostać zastąpiony już w pełni państwowym: służba zdrowia – tak jak w PRL – będzie finansowana wprost z kasy państwa, przez Ministerstwo Zdrowia. Na domiar złego rząd chce doprowadzić do powstania sieci szpitali w taki sposób, że aż ponad 90 proc. publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia wędrować będzie do kas placówek z owej sieci, głównie państwowych. I już dziś można być pewnym, że fatalnie odbije się to na zdrowiu nas wszystkich. 

W porównaniu z trwającym upaństwawianiem systemów ochrony zdrowia i emerytalnego przynajmniej na razie mniejsze znaczenie ma zwrot w stronę wyłącznie państwowych firm jako wehikułów w procesie potrzebnej repolonizacji gospodarki. Odkupienie zagranicznego, ale jednak prywatnego banku Pekao SA przez polskiego, a przy tym państwowego giganta – PZU – to jeden z przykładów tego procesu. Innym jest uporczywe trzymanie się przez rządy państwowej własności kopalń węgla kamiennego, która – jak wszystko, co państwowe, a nieprywatne – kosztuje podatników krocie.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 12/2017
Artykuł został opublikowany w 12/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mpu
 8
  • Wrrrrrrrr IP
    Tymczasem Kukiz 15 jest przeciwny propozycji zmian w ochronie zdrowia negując propozycje PiS o likwidacji kontraktow lekarskich w miejsce opłacania szpitali z góry i odpracowywaniu przez przyszłych lekarzy tego, co włożyło w nich państwo z naszych podatków. Pan poseł Kozłowski twierdzi, że najlepszą metodą będzie dalsze pompowanie pieniędzy w ich staże, specjalizacje i wysokie wynagrodzenia, bo w Niemczech dostają więcej już na początku. Znacie lekarza, który miałby dosyć zarabiania pieniędzy? Zachowują się jakby im na chleb brakowało Ja takiego nie znam. Zawsze jest im mało. Większość z nich idąc śladami tate i mame, wykształconych również za pieniądze podatników jeszcze za czasów komuny doskonale wiedzą po co idą na medycynę. Przede wszystkim po kasę. Odzwierciedleniem takiego stanu rzeczy jest ich stosunek do pacjentów. Jeśli ktoś zamierza wyjechać za granicę, bo tam więcej zarobi, to i tak wyjedzie. Forsowanie przez Kukiza takiej opcji jest dalszym ciągiem pompowania publicznych pieniędzy w nielojalnych ludzi ze złotówami w oczach.
    Dodaj odpowiedź 2 3
      Odpowiedzi: 1
    • czytacz IP
      Wzynawcy teorii, że w państwie wszystko bez wyjątku winno być w rękach prywatnych nie są w stanie wyciągać wniosków z historii bądź mają braki w jej znajomości. Jedną z podstawowych przyczyn utworzenia w IIRP COP-u była bezsilność państwa w zderzeniu z prywatnymi firmami produkującymi na potrzeby wojskowości. Mnożące się afery, niemożność wyegzekwowania porządnej jakości produkcji, niebotyczne ceny zostały niemal zupełnie wyeliminowane, kiedy zakłady COP rozpoczęły produkcję. Okazało się, że firmy państwowe mogą być innowacyjne, a ich produkty konkurencyjne nawet na rynkach zagranicznych. Wystarczyłoby choćby jeszcze 5 lat bez wojny, a siła polskiej armii byłaby nieporównanie wyższa od tej w roku 1939. Nie od rzeczy jest przypomnieć, że fabryki wybudowane w ramach COP przez następne pół wieku były podstawą polskiego przemysłu. To wszystko bardzo szkodziło służbom, które przewerbowały się na innego opiekuna i skwapliwie wykonywały poprzez utworzoną przez siebie PO polecenia swych zagranicznych mocodawców. W 8 lat całkowicie zniszczono polski przemysł stoczniowy a zakłady zbrojeniowe podupadały z braku zamówień, bowiem równolegle niemal zupełnie zlikwidowano polskie siły zbrojne,a marynarkę wojenną niemal w całości! Część zakładów wyprzedano za bezcen, zaś dziś opozycja wyje o "zwalnianych generałach i admirałach", których liczba w Polsce przekracza 450 na ok. 60 tys. żołnierzy WP! To oznacza, że skutkiiem działania PO w Polsce generał może dowodzić kompanią wojska!
      Dodaj odpowiedź 5 5
        Odpowiedzi: 1
      • smokwawelski3 IP
        Państwowe może być piękne, ale pod warunkiem, że zarządzający firmami państwowymi będą uczciwymi i zdolnymi menadżerami nastawionymi propaństwowo, politycy obozu rządowego oraz związki zawodowe będą trzymane z daleka bez wpływu na obsadę stanowisk i realizowaną strategie rozwoju tych firm. Od 1989 r. żadnemu rządowi nie dało się tego zrealizować, nawet obecnemu.
        Dodaj odpowiedź 9 5
          Odpowiedzi: 1
        • elMont-Instal SA IP
          Niestety, w minionym ćwierćwieczu wiele mamy przykładów na to, jak polscy przedsiębiorcy prywatni, którzy nawet odnieśli sukces - postanawiali na stosunkowo wczesnym etapie ów sukces skapitalizować. I z chęcią przyjmowali propozycje sprzedania się komuś większemu za taką kwotę, za jaką da się pożyć "do końca życia". Naturalnie, te najintratniejsze propozycje przychodziły spoza Polski.

          Oczywiście, jeśli ktoś sam coś wypracował, to ma pełne prawo zrobić z tym co chce. Zatem ja nie mam do nich o to pretensji. Pojawia się jednak pytanie: co motywowało ich decyzje - czy tylko lenistwo i chęć zostania rentierem? Obawiam się, że ci ludzie mieli dość użerania się z biurokracją, z polskimi urzędami skarbowymi, uciążliwymi kontrolami, tonami papierów, skomplikowanymi i ciągle się zmieniającymi przepisami.
          PS Wyjaśniam, że piszę wyłącznie o sprzedaży takich firm, które zawsze były prywatne. Prywatyzacja byłych polskich przedsiębiorstw państwowych - to zupełnie inna para kaloszy.
          Dodaj odpowiedź 15 1
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także